Św. Ojciec Pio

Franciszek Forgione rodzi się 25.05.1887 roku w Pietrelcinie we Włoszech. W wielu 17 lat wstępuje do kapucynów w sąsiednim Morcone. W grudniu 1909 roku otrzymuje święcenia kapłańskie. W lipcu 1916 roku przybywa do San Giovanni Rotondo, zajmując się chłopcami przygotowującymi się do podjęcia życia zakonnego. Dnia 20.09.1918 roku otrzymuje stygmaty. Na skutek wzrastającej popularności poddany zostaje restrykcjom kościelnym. W roku 1940 rozpoczyna budowę domu ulgi w cierpieniu, a od 1950 roku tworzą się grupy modlitw. Umiera 23.09.1968 roku. Dnia 2.05.1999 roku zostaje beatyfikowany, kanonizowany – 16.06.2002.

 

 

Teksty


Duchowa walka

Bóg cię nie opuścił ani nie opuści, a te przebłyski światła, pochodzące z góry, jakie od czasu do czasu się pojawiają, a których ty doświadczasz i nazywasz je konaniem słabego umysłu i osłabionej woli, są wyraźną próbą.Owo „Boże mój, czemuś mnie opuścił?” nie może mieć innej odpowiedzi, tylko tę, że ta śmierć na Kalwarii była zaplanowana i żadne błaganie nie mogło już niczego zmienić, bo gdyby wtedy życie nie umarło, to śmierć „żyłaby” nadal, na co znowu żadną miarą nie mogło zgodzić się to Serce, które tak bardzo umiłowało życie śmiertelnych. Biada nam, gdyby wówczas Jezus został wy­słuchany. Jakże wielką była udręka i męczeństwo tego Serca, bo Ojciec pod­trzymał dalej to Jego opuszczenie! Nie mów więc: „albo życie, albo śmierć”, ale raczej: „chcę żyć umierając, aby z tej śmierci narodziło się życie, które nie umrze i by ona wspomogła życie we wskrzeszeniu umarłych[1].

Któż nie dostrzega podobieństwa wyrażonego w opisie zmagania się Jakuba z aniołem walki rodziny ludzkiej z Bogiem, a ukazanej w zmaganiu się naszego Odkupiciela (w czasie konania w Ogrodzie Oliwnym)? Czy Bóg i anioł nie powinni by zostać zwycięzcami? A jednak nie. W osobie Jezusa Chrystusa rodzina ludzka odniosła triumf nad Bogiem. „Stałeś się mocny i będziesz zwał się Izrael, bo walczyłeś z Bogiem i zwyciężyłeś” (por. Rdz 32, 26).Co jednak jest tajemnicą tego wielkiego triumfu, jaki przypadł w udziale Jakubowi walczącemu z aniołem i odniesionego zwycięstwa? Na tę tajemnicę wskazał prorok Ozeasz: pokora i modlitwa ze łzami. Czytamy w księdze Estery, że królowa upadła do stóp króla, upadła do jego nóg i błagała ze łzami (por. Est 8, 3nn) i została wysłuchana. Również św. Paweł Apostoł wskazuje na sekret owej mocy. Oto Jezus Chrystus doświadczając w sobie nędzy naszego cielesnego życia został wysłuchany przez Boga i można by powiedzieć Go zwyciężył przez swoje uniżenie, modlitwę ze łzami i wołanie: „Z głośnym wołaniem za dni ciała swego zanosił On gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci i został wysłuchany dzięki swej uległości” (Hbr 5, 7).Tak więc poprzez dwa teksty biblijne (o mocowaniu się Jakuba z aniołem i Jezusa modlącego się w Ogrójcu) mamy przed oczyma odsłoniętą wielką tajemnicę: figurę i jej spełnienie; została przedstawiona walka człowieka z człowie­kiem, który lęka się swego przeciwnika, który zostaje zraniony i powalony na ziemię, który przelewa swą krew, zostaje pokonany; jest ukazana walka człowie­ka, który przeżywa trwogę przed Bogiem, któremu nic oprzeć się nie zdoła[2].

Ciemności stają się coraz większe. Nawałnica następuje jedna po drugiej, a w moim wnętrzu powstaje coraz większa i przerażająca pustka. To wszystko sprawia, że w wielkim lęku umieram w każdym momencie. Nie przychodzi mi nic na pamięć z mojej przeszłości; nic nie pojmuję z tego, co w tej chwili się dzieje, a przyszłość jest dla mnie jak puste, pozbawione znaczenia słowo. To wszystko napełnia mnie goryczą, gdyż (wszystko) jawi się przede mną jako pozbawione nadziei oglądania wschodu wiekuistego słońca na niebie mojej duszy.Lęk, który przenika do głębi moją duszę i sprawia zwiotczenie wszystkich moich kości, wynika (z ewentualnej możliwości) obrazy Boga także w sprawach najdrobniejszych. (Wydaje się, że) Bóg mnie odrzuca, zawsze i wszędzie boleśnie mnie doświadcza, choć z drugiej strony widzę jasno, że nie będzie mi dane oglądać tego Boga, sprawić, by On był jedynym monarchą w głębi mego serca.O, cóż to się stało? W którąkolwiek stronę się obrócę, wszędzie widzę tylko ciernie, które boleśnie mnie przeszywają. Tylko śmierć jest moim przyjacielem. Proszę o nią w dzień i w nocy. Chcę ją przyjąć tylko dlatego, by znaleźć odpocznienie wśród tak wielu przeciwności[3].

Łaska stygmatów

Był ranek, 20 września (1918 r.). Byłem w chórze, po odprawieniu Mszy v św. Zażywałem odpoczynku, tak jak się to dzieje wówczas, gdy człowiek dobrze śpi. Wszystkie zmysły, tak zewnętrzne, jak również i same władze duszy, zaznawały odpoczynku, którego żadną miarą niepodobna wyrazić i opisać. Towarzyszyła temu jakaś wielka, ogólna cisza we mnie, jak i wokół mnie. Czułem, że ogarnia mnie jakiś dziwny i wielki pokój, że wszystko, co tylko może niepokoić, mnie całkowicie opuszcza. Poddałem się temu wszystkiemu. Trwało to bardzo krótko, jak mgnienie oka.I wtedy zobaczyłem jakąś dziwną zjawę, która szła ku mnie. Ta dziwna postać była podobna do tej, którą oglądałem wieczorem 5 sierpnia. Różniła się jednak ona od tamtej tym, że z jej rąk, stóp i piersi spływała krew. Ta zjawa przeraziła mnie. Tego, co w owym momencie przeżyłem i odczułem, nie potrafię nigdy opowiedzieć. Czułem, że umieram i chyba bym umarł, gdyby Pan nie przyszedł mi z pomocą i nie podtrzymał mego serca, które – tak to przeżywa­łem – trzepotało, jakby chciało wyskoczyć z piersi.Potem oglądana postać cofnęła się, a ja zauważyłem, że moje ręce, nogi i bok zostały przebite i zaczęła spływać krew. Wyobraźcie sobie ten straszliwy ból, jakiego wówczas doświadczyłem i wciąż doświadczam prawie każdego dnia.Rana serca nieustannie wylewa krew. Szczególnie ma to miejsce od czwartku wieczorem do soboty. Ojcze mój, umieram z bólu, ze względu na to udręczenie i niepokój, jaki potem przychodzi, i jakiego doświadczam w głębi duszy. Boję się umrzeć z upływu krwi, jeśli Pan nie wysłucha błagań mego biednego serca i nie oddali ode mnie tego wszystkiego.Czy Jezus udzieli mi tej łaski, On, który jest tak dobry? A może przynajmniej oddali ode mnie ten niepokój i zawstydzenie, jakiego doświadczam przez te zewnętrzne znaki? Będę Go błagał jeszcze natarczywiej i nigdy nie przestanę wzywać Jego pomocy, by w końcu w swoim miłosierdziu oddalił ode mnie to udręczenie, nie ten ból, ponieważ wydaje mi się, że to jest niemożliwe, a ja chcę być napełniony bólem, ale by oddalił ode mnie te zewnętrzne znaki, które są dla mnie zawstydzeniem, nieopisanym i niemożliwym do zniesienia upokorzeniem. Postać, którą starałem się opisać, była tą samą, którą widziałem 5 sierpnia.

Ona już nie udawała, ale wypełniała zamierzone dzieło, powodując w najwyższym stopniu wyniszczenia w mej duszy. W swoim wnętrzu słyszę nieustanny szum, podobny do kaskady, wyrzucający zawsze krew. Mój Boże! Sprawiedliwa jest Twa kara i słuszny Twój sąd, ale w końcu okaż mi swoje miłosierdzie. O Panie, będę powtarzał stale za prorokiem: ,,O Panie, nie karć mnie w swym gniewie i nie karz w swojej zapalczywości” (Ps 6, 2)[4].

Poznanie Boga

Gdy chodzi o objawienia, jakich Pan zechciał udzielić mej duszy, to chciałbym od razu wyjaśnić co następuje: są objawienia i zjawiska wyraźnie nadprzyrodzone, pozbawione jakichkolwiek obrazów i objawienia postaci na sposób ludzki.Pierwsze odnoszą się do Boga, Jego doskonałości i Jego przymiotów. Tych żadną miarą nie potrafię przelać na papier, choć trwają one obecnie w moim umyśle tak jak np. trzymam w ręku tę kartkę papieru, na której piszę.Mam jednak nadzieję, że pewien przykład, choć w sposób niedoskonały, wyjaśni to wszystko. Przenieśmy się na chwilę przed lustro. I cóż widzimy? Przed nami obraz człowieka. Nasz umysł rozpoznaje, że to nie jest sen, ale że to jest obraz, który jest tylko odbiciem naszej osoby. Widzimy, że to nie my jesteśmy, bo przecież nasza osoba jest przed lustrem. Załóżmy, że wszyscy ludzie chcieli­by się przekonać, że ich nie okłamujemy i chcieliby uwierzyć, że ten obraz, który widzimy w lustrze, to naprawdę my; czy potrafilibyśmy (w tym obrazie) coś zmienić? Chyba jesteśmy przekonani (o niemożliwości tej zmiany). Czy może pojawić się jakaś, choćby mała wątpliwość? Nie sądzę. Jestem tego pewien.Coś podobnego przytrafia mi się w czasie objawień i tych mów Boga. Dusza widzi niebieskie tajemnice, Boże doskonałości i Boże przymioty; i to widzi o wiele lepiej, niż my oglądamy nasze podobieństwo w lustrze. Wysiłki, jakie podejmuję, gdy rodzą się wątpliwości co do autentyczności tych spraw, prowadzą jedynie do tego, że tylko nabieram coraz mocniejszego przekonania o ich istnieniu. Nie wiem, czy cokolwiek z tego zrozumiałeś; wszystko wygląda tak, jakby ktoś do wielkiego płomienia spuścił z góry kroplę wody. Ta odrobina wody nie tylko że nie ugasi płomieni, ale, zauważmy to, będzie jeszcze bardziej podsycała płomień.I to samo przytrafia się również mnie, gdy mam ochotę wątpić, czy te rzeczy pochodzą od Boga.Wróćmy jednak do obrazu, na który patrzymy w lustrze. Niewątpliwie nie potrafimy oddzielić tego obrazu od lustra, a nawet go dotknąć palcami. W istocie rzeczy obraz ten istnieje poza nami, choć nie bez nas. To samo dzieje się i ze mną. Dusza pozostaje sobą, dogłębnie przekonana, że te niebieskie objawienia mogą pochodzić jedynie od Boga – choćbym – nie wiem jak, chciał wątpić w to, czy tak rzeczywiście jest. I tak jak jest z obrazem, którego niepodobna oddzielić od lustra i dotknąć go, tak samo, a nawet trudniej, przychodzi mi opisać te niebiańskie tajemnice i przelać je na papier, gdyż brak jest odpowiednich wyrażeń. Dusza może w takiej sytuacji jedynie stwierdzić, że to nie to[5].

Załóżmy, że Bóg zechce objawić duszy jeden ze swoich przymiotów, np. świętość. Dusza pojmuje wedle daru danego jej przez Boga, na czym ten przymiot polega, a to, co raz otrzymała, pozostaje w niej wyryte. Jednakże nie potrafi wyrazić tego, co jej zostało dane, choć przecież to widzi.Gdy jednak inni mówią na ten temat, ona rozumie bardzo dobrze, od razu też dostrzega, gdy inni (przedstawiając ten temat) mylą się czy przedstawiają go w sposób mniej lub bardziej niedoskonały.Ów język będzie się wydawał jak arabski, jeśli jednak (Pan) zechce i pozwoli ci tego doświadczyć, to się przekonasz i uznasz, że mówię prawdę. Jeśli ten język wyda ci się niejasny i ciemny, to chcę otwarcie powiedzieć, że nie potrafię lepiej się wyrazić, chyba, że Jezus zechce przyjść mi z pomocą. Któż bowiem mógłby przyjść z pomocą i jaśniej nakreślić ów obraz, aby był możliwie najwierniejszy? Chciałbym tylko wiedzieć, jak długo moja dusza mogłaby pozostawać w takim stanie. Cierpliwości. Niech będzie błogosławiony Bóg, który sam jeden dokonuje wielkich rzeczy!Druga forma objawień dotyczy człowieczeństwa (ludzkiej postaci) naszego Pana: (Jezus) w czasie ostatniej wieczerzy, (Jezus) ociekający krwią w ogrodzie oliwnym, (Jezus) przywiązany do kolumny, (Jezus) chwalebny, jaśniejący chwałą zmartwychwstania itd. Objawienia te to także ukazanie się Królowej Aniołów, ukazywanie innych świętych w ludzkiej postaci.Dusza (widząc to) chciałaby to jakoś opisać, ale raczej pogrąża się w głębo­kim milczeniu, gdyż chcąc to opisać widzi ogromną przepaść dzielącą ją od oglądanych postaci. Odczuwa, tak jej się to wydaje, że te szlachetne postacie są bardzo znieważane. Wspomniane objawienia rodzą w duszy takie właśnie uczucia. Ogarnia ją uczucie wielkiej niegodności, a w blasku tego światła widzi swoją ogromną nędzę i ma świadomość, że już nigdy tego światła nie zobaczy. Dusza odczuwa, że jest coraz dalej od tego nędznego świata (i jednocześnie) znajduje się wciąż z wieloma innymi duszami w krainie wygnania. Największą jednak udrękę przeżywa z tego powodu, że widzi, iż tak mało dusz pragnie jak ona posiąść ziemię obiecaną. Odczuwa jak coraz bardziej przenika ją i napełnia Bóg swą dobrocią, wzdycha i błaga widząc, że tak mało dusz kocha Boga bezinteresownie. Dusza cierpi z powodu tego, że nic nie może z siebie dać w dowód wdzięczności swemu tak wielkiemu Dobroczyńcy[6].

Bóg pragnie poślubić duszę przez wiarę, a ona (dusza) winna przeżyć te zaślubiny niebiańskie w nieskalanej wierze i postępować naprzód. Jest to jedyny odpowiedni środek do zjednoczenia się z Bogiem w miłości. A więc dusza… winna oddać się kontemplacji, winna się oczyścić ze wszystkich niedoskonałości, i to nie tylko aktualnych, co dokonuje się przez oczyszczenie zmysłów, ale także ze wszystkich zwyczajnych niedoskonałości, jakimi są niektóre uczucia, niewłaściwe przyzwyczajenia, z których dusza nie wyzwoliła się przy oczyszczeniu zmysłów, a które pozostały w niej na podobieńst­wo korzeni. To oczyszczenie dopełnia się przez oczyszczenie ducha, w czasie którego Bóg najwyższym światłem przenika całą duszę, ogarnia ją wewnętrznie i zupełnie ją odnawia[7].

Gwałtowność modlitwy

Często są takie chwile, zwłaszcza wtedy, gdy stale myślę o Bogu, który jest zawsze we mnie obecny, że przeżywam jakby chwilowe oddalenie się Pana od mego umysłu. I wtedy czuję, że Pan mnie dotyka, (tym dotknięciem) przenika mnie dogłębnie i daje odczucie słodyczy w głębi mej duszy. Wtedy wielokrotnie z rozczulenia łzy bólu spływają z moich oczu z powodu mej niewierności, bo sobie uświadamiam, że mam tak dobrego Ojca, który w ten sposób wzywa mnie, bym żył w Jego obecności.Innym razem znowu zdarza się, że przychodzą na mnie wielkie oschłości ducha; czuję, jak moje ciało jest wprost skute niemocą, świadom jestem niezdolności do skupienia się i oddania się modlitwie, choć mam szczere tego pragnienie.Ten stan przeżyć (mej duszy) coraz bardziej potęguje się. To cud Pana, że nie umieram. Gdy natomiast spodoba się niebiańskiemu Oblubieńcowi dusz zakoń­czyć to udręczenie, wówczas zsyła na mnie ogromne uczucie pobożności i w jednej chwili wszystko się zmienia do tego stopnia, że wprost temu nie mogę się oprzeć. Dusza moja zostaje ubogacona łaskami nadprzyrodzonymi i napełniona taką mocą, że mogę stawić czoła całemu królestwu szatana.Mogę powiedzieć, że dusza, która tak się modli jest zatopiona w Bogu i w takich chwilach (modlitwy) odnosi ona większe korzyści niż w ciągu wielu lat wytężonej pracy.Przychodzą często takie chwile, że odczuwam taką gwałtowność i zapał, że cały roztapiam się w Bogu; wydaje mi się, że umieram dla Niego. I to wszystko rodzi się nie tyle z myślenia (rozważania) co raczej z wewnętrznego ognia i tak wielkiej miłości, że gdyby Bóg nie przyszedł mi z pomocą, to bym spłonął.Zdarzały się dawniej takie przypadki, że wskutek moich starań potrafiłem uśmierzyć ową gwałtowność. Teraz jednak nie potrafię tego. Mogę tylko to powiedzieć na ten temat, i sądzę że się nie mylę, że nie podejmuję z mej strony żadnych starań i wysiłków. Wtedy czuję, jak moja dusza przeżywa ogromnie żarliwe pragnienie rozstania się z tym życiem, a ponieważ ono nie może być spełnione, cierpi bardzo z tego powodu i zarazem doznaje radości do tego stopnia, że chce, by (te cierpienia) nigdy nie ustały[8]

Nachodzą mnie wielkie pragnienia, aby służyć Bogu w sposób doskonały. I nie ma takiej katuszy, której by dusza nie zniosła z radością. Również i to (przeżycie) przytrafia mi się zupełnie bezwiednie, od razu. Dusza nie wie, skąd przychodzi owa wielka ochota, którą odczuwa.Te pragnienia spalają wewnętrznie duszę, gdyż dzięki darowi Boga pojmuje ona w jakimś bardzo jasnym świetle, że nie może służyć Bogu, tak jak by chciała. I potem znowu wszystko kończy się jakąś wielką rozkoszą, którą Bóg nasyca duszę.Bardzo często (to przeżycie) powoduje wielką udrękę, gdy mam mówić z innymi na ten temat. Wyjątek stanowią te osoby z którymi rozmawiam o Bogu i bezcennej wartości duszy. Z tego względu najbardziej odpowiada mi samotność.Również bardzo często muszę zdobywać się na wielki wysiłek, gdy przychodzi mi zaspokoić potrzeby życiowe takie jak: spożywanie pokarmów, picie napojów, odpoczynek nocny. Poddaję się temu jak skazaniec, a czynię to tylko dlatego, że Bóg tego chce[9].

Chwała zwycięzców

Pewnym znakiem Bożej miłości są przeciwności (burze), jakie nas nawiedzają. Nie jest to tylko moje osobiste przekonanie; przecież Pismo św. mówi, że pokusa stanowi swoistą próbę w zjednoczeniu się duszy z Bogiem: „Synu, jeżeli masz zamiar służyć Panu, przygotuj swą duszę na doświadcze­nie” (Syr 2, 1). Moi kochani, jest to wymowny znak najbardziej intymnej obecności Boga w duszy: „Będę z nim w jego utrapieniu” (por. Ps 91, 15). Z tej racji św. Jakub Apostoł zachęca dusze do radowania się z utrapień w przeciwnościach i gdy doznają skutków nawałnicy pokus: „Za pełną radość poczytujcie to sobie, bracia moi, ilekroć spadają na was różne doświadczenia” (Jk l, 2). To wyjaśnia, dlaczego za udział w walce otrzymuje się nagrodę, a im bardziej dusza walczy, tym bardziej mnożą się palmy zwycięstwa. A jeśli nam wiadomo, że każdemu odniesionemu zwycięstwu odpowiada jakiś stopień wiecz­nej chwały, to jakże mamy nie cieszyć się, gdy widzimy tyle zwycięstw od­niesionych w ciągu życia?[10]


 

[1] Za: Majka, G. F. OFMCap., Z Chrystusem przybity do krzyża, Kraków 1992, s. 182.

[2] Tamże, s.194.

[3] Tamże, s. 291.

[4] Tamże, s. 262-263.

[5] Tamże, s. 224.

[6] Tamże, s. 225.

[7] Tamże, s. 221.

[8] Tamże, s. 226.

[9] Tamże, s. 226-227.

[10] Tamże, s. 248.