Św. Augustyn

Św. Augustyn urodził się 13.11.354 w Tagaście w Numidii (dzisiaj Suk Ahras w Algierii), jako syn obywatela rzymskiego Patrycjusza i Moniki. Podjął studia w Kartaginie. W roku 373 stał się zwolennikiem manicheizmu, związany z różnymi szkołami retoryki. Pod wpływem św. Ambrożego przyjmuje chrzest św. i powraca do rodzinnej Tagasty, by oddać się życiu monastycznemu. Wybrany przez lud Hippo Regius na kapłana, w 391 przyjmuje święcenia kapłańskie. W roku 396 został biskupem koadiutorem w tymże mieście, a po śmierci Waleriusza – jego następcą na stolicy biskupiej. W pałacu biskupim, wraz ze swymi prezbiterami i diakonami, prowadzi życie wspólne, którego ideałem było apostolstwo. Odbywa liczne podróże, uczestniczył w synodach (w 416 i 418 w Kartaginie, w Efezie), w dysputach i konferencjach, prowadził obfitą korespondencję z papieżami, cesarzami i wieloma innymi wybitnymi osobistościami. Ostrze swego intelektualnego miecza kieruje przeciw pelagianom, manichejczykom, arianianom, i donatystom. Augustyn zmarł w czasie oblężenia Hippo Regius przez Wandalów, 28.08.430 roku. Z duchowych pism należy wskazać Wyznania, O państwie Bożym, Przeciwko Faustusowi, Kazanie 179, Reguły, O Trójcy Świętej.

Teksty

 

Tęsknota za Bogiem

Jakże wielki jesteś, Panie. Jakże godzien, by Cię sławić. Wspaniała Twoja moc. Mądrości Twojej nikt nie zmierzy. Pragnie Cię sławić człowiek, cząsteczka tego, co stworzyłeś. On dźwiga swą śmiertelną dolę, świadectwo grzechu, znak wyraźny, że pysznym się sprzeciwiasz, Boże. A jednak sławić Ciebie pragnie ta cząstka świata, któryś stworzył. Ty sprawiasz sam, że sławić Cię jest błogo. Stworzyłeś nas bowiem jako skierowanych ku Tobie. I niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie. Ale daj poznać, Panie – niechże to wreszcie zrozumiem – czy najpierw człowiek ma Ciebie wzywać, czy sławić?I czy w ogóle można Cię wzywać, zanim się Ciebie pozna? Bo jakże to? Czy można wzywać, nie znając Ciebie? Przecież mógłby wtedy człowiek, myląc się, coś innego przyzywać! Lecz może trzeba Ciebie wołać na pomoc, żeby Cię poznać? Ale jakże będą wzywać Tego, w którego jeszcze nie uwierzyli? Jak uwierzą, póki ich ktoś nie pouczy? Sławić będą Pana ci, którzy Go szukają. Szukając bowiem, znajdą Go, a znajdując – będą Go sławić[1].

 

Bóg objawia się przez rzeczy widzialne

Słysząc codziennie: „Gdzie jest twój Bóg?”, karmiąc się codziennie łzami, w dzień i w nocy rozmyślałem nad tym, co posłyszałem: „Gdzie jest twój Bóg?” Ja sam także szukałem mojego Boga, ażeby w miarę swoich sił nie tylko uwierzyć, ale tez by w jakiś sposób zobaczyć. Albowiem widzę, co mój Bóg stworzył, ale nie widzę samego mego Boga, który to stworzył. […] niewidzialne rzeczy Boże poznajemy umysłem przez to, co zostało stworzone: cóż uczynię, ażebym znalazł mego Boga? Spojrzę na ziemię, ziemia została stworzona. Wielkie jest piękno ziemi, ale ma swojego Artystę. Wielkie cuda są w ziarnkach i w rodzeniu się, a to wszystko ma swego Stwórcę. Wskażę na wielkość opływającego morza, staje pełen podziwu, zdumiewa mnie. Spojrzę w niebo i na piękno gwiazd. Podziwiam blask słońca potrafiącego sprawić dzień, księżyc dający pociechę w ciemnościach nocy. Dziwne to wszystko, chwalić je trzeba, wprawia to w zdumienie, wszak to już nie są zjawiska ziemskie, ale niebieskie. Nie zadowala mnie to w pełni. Podziwiam to, chwalę, ale pragnę Tego, który to stworzył. Wracam do siebie samego, kim ja jestem, że takich rzeczy szukam, doszukuje się. Widzę, że posiadam ciało i duszę. Jedno, czym mogę kierować, drugie, które mną kieruje. Ciało, aby służyło, duch, aby rozkazywał. Widzę, że dusza jest czymś lepszym niż ciało, a tym co takie rzeczy wyróżnia nie jest ciało, lecz dusza. A jednak to wszystko, co zrozumiałem, poznaję jako zrozumiane dzięki ciału. Chwaliłem ziemię, oczami poznawałem; chwaliłem morze, oczami widziałem. Niebo, gwiazdy, słońce, księżyc chwaliłem, oczami poznawałem. Oczy są organami ciała, są to okna umysłu. Wewnątrz pozostaje ten, który przez nie wygląda. Kiedy na skutek zamyślenia jest nieobecny, na próżno stoją otworem. Boga mojego, który to uczynił, nie należy szukać tymi oczami. Umysł i sam z siebie coś niecoś dostrzega. (…) Istnieje zatem coś, co widzi sam umysł, ów władca i rządca ciała, ten, co je zamieszkuje, to, czego nie dostrzega się oczami ciała, ani uszami, czy nozdrzami, podniebieniem, dotykiem ciała, ale samym sobą. (…) A rzecz jasna, że lepiej samemu, niż przez swojego sługę. Co więcej: sam siebie widzi, sam przez siebie, sam umysł, żeby siebie poznać, widzi siebie. A rzecz zrozumiała, że do tego, aby siebie zobaczyć, nie szuka pomocy u oczu ciała. Przeciwnie odrywa się od wszystkich zmysłów ciała, niejako od przeszkód i sprawców hałasu, ażeby zobaczyć siebie w sobie, aby poznać siebie u siebie. Czy jednak Bóg jest czymś takim, jak umysł? Wszak niepodobna Boga zobaczyć inaczej jak umysłem, ale nie w taki sposób, jak można widzieć sam umysł. Szuka bowiem umysł czegoś takiego, co jest Bogiem, o czym nie wyrażą się szyderczo ci, którzy pytają: „Gdzie jest twój Bóg”. Szuka jakiejś nieodmiennej prawdy, istoty nie mającej skazy. Nie jest czymś takim umysł: słabnie, czyni postępy; poznaje, nie wie; pamięta, zapomina, raz tego chce, to znowu tego nie chce. Takiej zmienności nie przystoi przypisywać Bogu. Gdybym powiedział, że Bóg jest zmienny, wyszydziliby mnie ci, którzy powiadają: „Gdzie jest twój Bóg?”Szukając zatem swego Boga w rzeczach widzialnych i cielesnych, i nie znajdując, szukając jego istoty w sobie samym, jakoby był czymś takim, czym ja jestem i również nie znajdując, czuję, że Bóg mój jest czymś ponad moją duszą. Więc, ażeby go dotknąć: „rozmyślałem nad tym i ponad siebie wylałem swą duszę”. Czyż dusza moja dotknie tego, czego ponad sobą poszukuje, o ile nie wyleje się ponad siebie? Jeżeli bowiem pozostanie w samej sobie, nie dojrzy nic innego poza sobą. A skoro dojrzy siebie, to rzecz jasna nie dojrzy swego Boga. Wtedy powiedzą szydzący ze mnie: „Gdzie jest twój Bóg?” Ja zaś dopóki nie widzę, dopóki nie zostałem dopuszczony do widzenia, pożywam dniem i nocą moje łzy. Tamci nadal pytają: „Gdzie jest Bóg twój?”. Szukam wiec mojego Boga w każdym ciele, czy to ziemskim, czy niebieskim i nie znajduję. Szukam Jego istoty we własnej duszy i nie znajduję. Rozmyślałem wszakże nad poszukiwaniem Boga mego i dzięki temu, co zostało stworzone, niewidzialne przymioty Boga pragnąc umysłem dostrzec: „ponad siebie wylałem duszę moją”. Niczego już dotknąć nie mogę poza moim Bogiem. Tam ponad moją duszą jest dom mego Boga. Tam zamieszkuje, stamtąd na mnie spogląda, stamtąd stworzył mnie, rządzi mną, troszczy się o mnie, obudzą mnie, wzywa mnie, kieruje mną, prowadzi i tam mnie doprowadzi[2].

 

Dusza obrazem Boga

Dusza ludzka nie jest tej samej natury, co Bóg. To prawda, a jednak obrazu tej najwyższej ze wszystkich natur należy szukać i odnajdować w nas, w tym, co nasza natura ma najlepszego.Lecz najpierw trzeba się przyjrzeć samej duszy, jeszcze zanim zyskuje uczestnictwo w Bogu, i w niej samej trzeba znaleźć obraz Boży. Nawet wtedy, gdy – jak mówiliśmy – dusza jest splamiona i zniekształcona przez utratę uczestnictwa w Bogu, nawet wtedy jest nadal obrazem Bożym. Bo tym, co sprawia, że jest obrazem, jest jej zdolność uczestniczenia w Bogu. Tak wielkie dobro jest dla niej dostępne jedynie dlatego, że jest obrazem Boga.Oto dlaczego dusza pamięta siebie, rozumie i kocha. Gdybyśmy to widzieli, widzielibyśmy trójcę, która nie jest jeszcze Bogiem, ale już jest obrazem Bożym. Pamięć nie z zewnątrz otrzymała to, co ma zachować. I nie z zewnątrz, jak oko ciała, intelekt znajduje to, czemu ma się przyglądać. A wola nie zewnętrznie łączy tych dwoje, jak łączy formę ciała zewnętrznego z formą, która ją odtwarza we wzroku widzącego. I kiedy myśl zwraca się ku pamięci, to znajduje w niej nie jakiś obraz rzeczy widzianej z zewnątrz i jakby przeniesiony do skarbca pamięci dla poruszenia wewnętrznego wzroku tego, kto przywołuje jego wspomnienie, gdy wola jako trzeci czynnik łączy obraz ze wzrokiem. Takie badania przeprowadziliśmy z triadami, odkrywanymi w przedmiotach materialnych albo obrazach tych przedmiotów, które zmysły w pewien sposób jakby zaciągają do naszego wnętrza. O wszystkim tym była mowa w księdze jedenastej.I nie jest to również tak, jak z tym, co było i co nam się ukazywało, gdyśmy mówili o wiedzy należącej już do działalności człowieka wewnętrznego, którą jednak musieliśmy ograniczyć do mądrości. To, co wiemy, jest poniekąd dodane duszy, jak np. wiadomości historyczne o tym, co się działo i co mówiono, co przemija w czasie lub pozostaje wyryte w naturze na właściwym sobie miejscu; rodzenie się w człowieku nowych rzeczywistości, które zawdzięcza nauce otrzymywanej od innych lub osobistej refleksji, a więc wiary, o której szeroko rozprawialiśmy w księdze trzynastej, oraz cnót, które, jeśli są prawdziwe, to pozwalają nam dobrze żyć w tym śmiertelnym życiu, ażeby żyć szczęśliwie w obiecanym nam przez Boga życiu nieśmiertelnym. Rzeczywistości te i inne podobne posiadają właściwy sobie porządek w czasie, przez co łatwo nam przyszło dostrzec triadę pamięci, widzenia i miłości, bo niektóre z nich wyprzedzają nabywaną o nich wiedzę. Są one poznawalne jeszcze zanim się je pozna i zradzają wiedzę o sobie w tych, którzy się o nich uczą. Są to rzeczy znajdujące się w określonym miejscu albo takie, które się działy w czasie, chociaż w tym wypadku nie samych rzeczy dosięgamy, ale ich znaki oglądane albo usłyszane dają nam poznać, że te rzeczy były i minęły. Znaki te znajdują się w określonych miejscach, jak np. grobowce czy inne pomniki; albo w pismach godnych zaufania, jak wszelkie poważne opisy dziejów; albo są w umyśle tych, którzy je już znają, a będąc przez nich znane, są tym samym poznawalne też i dla innych, których wiedzę te znaki poprzedzają i mogą im być przekazane przez nauczanie.Rzeczy te, kiedy się o nich dowiadujemy, stanowią pewnego rodzaju triadę powstałą z obiektywnego ich obrazu istniejącego nim go poznajemy, do tego dochodzi ze strony uczącego się poznanie, które powstaje w toku uczenia się, oraz trzeci element: wola stanowiąca łącznik pomiędzy dwoma pierwszymi.Gdy przedmiot jest już poznany, z chwilą gdy przywołuje się jego wspomnienie, tworzy się w duszy trzecia, bardziej wewnętrzna triada. Składają się na nią: obrazy zapisane w pamięci w czasie uczenia się; poruszenia myśli przez zwrócenie się wzroku pamięci do przedmiotu; a wreszcie wola jako trzeci czynnik łączący z sobą dwa pierwsze.Te zaś wiadomości, które powstają w duszy, nie będąc w niej przedtem, jak np. wiara i inne rzeczy tego rodzaju, to mimo że są one z zewnątrz dodane duszy, ponieważ są w niej jakby zasiane przez naukę, niemniej jednak to nie są rzeczy znajdujące się albo dokonujące się poza duszą, jak to, w co wierzymy; lecz zradzają się one wyłącznie wewnątrz duszy. Bo istotnie, wiara to nie jest przedmiot wiary, ale akt wiary. W przedmiot się wierzy, ale akt się stwierdza. A ponieważ wiara rodzi się w duszy, która już była duszą zanim była w niej wiara, przeto wiara wydaje się czymś do niej dodanym.Toteż wiara będzie zaliczona do dziedziny rzeczy przeszłych i minionych, kiedy ustąpi przed widzeniem twarzą w twarz. Za to teraz obecność wiary w duszy wytwarza pewną troistość: jej przechowanie, jej oglądanie i miłość do niej. Później, gdy już ustanie wiara, zostawi ona jednak po sobie ślad w pamięci. Utworzy ona nową triadę, o której już przedtem mówiłem.[3]

Ta trójca duszy nie dlatego jest obrazem Boga, że dusza siebie pamięta, rozumie i kocha, ale dlatego, że może również pamiętać, rozumieć i kochać Tego, który ją stworzył. Skoro to czyni, dusza staje się mądra.Niech więc pamięta o Bogu swoim, na którego obraz została stworzona, niech Go poznaje i miłuje, jednym słowem, niech czci Boga nie stworzonego, od którego otrzymała tę moc, że może uczestniczyć w Jego życiu i dlatego to napisano: „Oto kultem Boga jest mądrość”. A będzie mądra nie własną światłością, lecz przez uczestnictwo w najwyższej światłości, tam gdzie światłość jest wiecznie, tam ona będzie szczęśliwie królować. Taka mądrość, chociaż zwie się ludzką, jest jednak Bożą mądrością. Pewnie, że nie w ten sposób jest Bożą, w jaki Bóg jest mądry, Bóg bowiem jest mądry nie przez uczestnictwo w sobie, tak jak dusza przez uczestniczenie w Bogu. Podobnie i sprawiedliwością Bożą zwie się nie tylko ta, przez którą Bóg zwie się sprawiedliwy, lecz i ta, którą On daje człowiekowi, kiedy usprawiedliwia bezbożnego i którą wskazuje Apostoł, mówiąc o pewnych ludziach: „Bo nie znając sprawiedliwości Bożej, a starając się ustanowić własną, nie są podlegli sprawiedliwości Bożej”. Tak samo można by powiedzieć o niektórych ludziach: „Nie znając mądrości Bożej, a starając się ustanowić własną, nie są podlegli miłości Bożej”[4].

 

Pożegnanie z matką

[Matka] domem troskliwie i pobożnie się zajmowała i sławiono ją za uczynki miłosierne. Wychowała dzieci i tylekroć na nowo przeżywała ból macierzyński, ilekroć widziała, że one od Ciebie odchodzą. A w końcu, o Panie, nami wszystkimi, którym w dobroci Twej pozwalasz przemawiać jako Twoim sługom, opiekowała się, gdy dostąpiliśmy łaski chrztu i żyliśmy we wspólnocie przyjacielskiej, zanim ona zasnęła w Tobie. Opiekowała się nami tak, jakby była nas wszystkich matką, a służyła każdemu tak, jakby jego córką była.Gdy zbliżał się dzień, w którym miała odejść z tego życia – ów dzień Ty znałeś, a my nie wiedzieliśmy o nim – zdarzyło się, jak myślę, za tajemnym Twoim zrządzeniem, że staliśmy tylko we dwoje, oparci o okno, skąd się roztaczał widok na ogród wewnątrz domu, gdzieśmy mieszkali – w Ostii u ujścia Tybru. Tam właśnie, z dala od tłumów, po trudach długiej drogi nabieraliśmy sił do czekającej nas żeglugi. W odosobnieniu rozmawialiśmy jakże błogo. Zapominając o przeszłości, a wyciągając ręce ku temu, co było przed nami, w obliczu prawdy, którą jesteś Ty – wspólnie zastanawialiśmy się nad tym, czym będzie wieczne życie zbawionych, to, czego oko nie widziało ani ucho nie słyszało, i co w serce człowiecze nie wstąpiło. W tęsknocie otwarliśmy nasze serca dla niebiańskiego strumienia płynącego z Twojego zdroju, zdroju życia, który u Ciebie jest, abyśmy na tyle zroszeni jego wodą, na ile to było dla nas możliwe, zdołali w jakiś sposób dosięgnąć myślą owej wielkiej tajemnicy.Doszliśmy w tej rozmowie do rozpoznania, że żadna rozkosz cielesna, choćby największa i najpromienniejszym światłem doczesnym rozjarzona, nie zasługuje nawet na wspomnienie, a cóż dopiero na porównanie z błogością życia wiecznego. Ku temu jednemu się wznosząc uczuciem coraz gorętszym, przeszliśmy kolejno wszelkie rodzaje bytów materialnych, jak też samo niebo, z którego słońce, księżyc i gwiazdy sieją blask na ziemię. I jeszcze wyżej wstępowaliśmy, rozmyślając i mówiąc z zachwytem o Twoich dziełach. Doszliśmy do naszych dusz i przekroczyliśmy je, aby dotrzeć wyżej, aż do krainy niewyczerpanej obfitości, gdzie na wieki karmisz Izraela pokarmem prawdy i gdzie życiem jest owa Mądrość, przez którą staje się wszystko, co kiedykolwiek było i co jeszcze będzie. Ona zaś sama nie staje się, lecz jest, jak była, i tak zawsze będzie. A raczej nie odnosi się do niej żadne „było” i żadne „będzie”; ona po prostu jest, albowiem jest wieczna, a w wieczności nie ma przeszłości i przyszłości. I gdy tak w żarliwej tęsknocie mówiliśmy o niej, dotknęliśmy jej na krótkie mgnienie całym porywem serca. (…)Rozważaliśmy dalej: Przypuśćmy, że dla kogoś umilknąłby łomot jego krwi, że rozwiałyby się wszystkie jego wyobrażenia o ziemi, wodzie i powietrzu, że ucichłoby niebo dla tego człowieka i nawet sama jego dusza. Przypuśćmy, że przekroczyłaby ona siebie, wcale już o sobie nie myśląc. Przypuśćmy, że przestałyby do niego przemawiać sny i wizje, jak też słowa wszelkie i znaki, i w ogóle wszystko, co przemija. Wszystkie te rzeczy, jeśli potrafimy dosłyszeć ich orędzie, mają nam tylko jedno do powiedzenia: „Nie stworzyłyśmy siebie same, lecz stworzył nas Ten, który na wieki trwa”. Przypuśćmy, że po wypowiedzeniu tego napomnienia, abyśmy ich Stwórcy słuchali, pogrążyłyby się już w milczeniu. I oto przemówiłby On sam nie poprzez owe rzeczy, ale swoim własnym głosem: usłyszelibyśmy, jak mówi nie językiem cielesnym ani głosem anioła, ani gromem z chmury, ani jakąkolwiek zagadkową przypowieścią. Przypuśćmy, że Jego samego, którego we wszystkich tamtych rzeczach kochamy, usłyszelibyśmy już poza nimi – tak właśnie, jak wtedy wychyliliśmy się i w krótkiej chwili dotknęliśmy naszą myślą owej wiecznej Mądrości, która ponad wszystkimi rzeczami trwa niezmiennie; że przedłużyłby się ten stan i wygasłyby wszelkie inne wizje nieporównanie niższego rzędu, a ta jedna wizja porwałaby i wchłonęła widzącego, przenikając go radością, tak że wieczne życie byłoby zupełnie tym samym, czym dla nas była owa chwila zrozumienia, za którą tak tęskniliśmy. Czy nie takie jest znaczenie słów: „Wejdź do wesela Pana Twego”? A kiedy się to stanie? Czy wtedy, gdy wszyscy wprawdzie zmartwychwstaniemy, ale nie wszyscy odmienieni będziemy?[5].


 

[1] Augustyn św., Wyznania, tłum. Z. Kubiak, Kraków 1995, s. 23.

[2] Augustyn św, Objaśnienie psalmu 41, w: Objaśnienia psalmów, tłum. J. Sulowski, w: Pisma Starochrześcijańskich Pisarzy XXXVIII, Warszawa 1986, s. 127-129.[

3] Augustyn św, O Trójcy Świętej, tłum. M. Stokowska, Kraków 1996, s. 435-438.

[4] Tamże, s. 442-443.

[5] Augustyn św., Wyznania, tłum. Z. Kubiak, Kraków 1995, s. 201-204.