Świętość u E.Stein

Uobecnianie świętości w dziele i życiu Edyty Stein

Poprzez tych, do których przemawia na szczycie góry,

Bóg chce mówić do tych, których zostawili oni w dole.

Edyta Stein jako ślad Boga

Przywołane już przez nas motto dopowiedzmy o dalszą jego myśl: „A sam przemawia do innych jako «teolog symboliczny») - poprzez naturę, poprzez doświadczenie wewnętrzne i poprzez swe ślady w ludzkim życiu i dziejach świata; tym sposobem umożliwia im rozumienie mowy teologów”, aby przez to dopowiedzenie uwidoczniła się głębia relacji Boga i człowieka i ich kulturowego ujawniania się.

Na wstępie zadajmy pytanie: czy w naszej odnaiwnionej kulturze i umysłowości świętość może być kategorią liczącą na uznanie społeczne i stanowić busolę dla naszego bycia w świe­cie? Jest to pytanie, które pojawiło się również o cały wiek wcześniej w rozważaniach R. Otto w jego książce Świętość. Myślę, że pojawiało się jeszcze znacznie wcześniej, w tzw. okresach odczarowania świata, a szczególnie w okresie Oświe­cenia. Dla naszej refleksji istotne jest to, że trop R. Otto wiąże się bezpośrednio z E. Husserlem i E. Stein, a więc mistrzem i uczennicą, twórcą szkoły fenomenologicznej i jej znakomitą przedstawicielką. Trzeba od razu powiedzieć, powołując się na sukcesywnie dokonywaną prezentację tego nurtu filozoficz­nego, że fenomenologia może być rozpatrywana jako „wyda­rzenie w kulturze” i jako droga do uświęcania filozofów. Warto zatem zauważyć, że filozofowanie E. Husserla, E. Stein, Heideggera, a także R. Otto splata się biograficznie i merytorycznie. Szczegół biograficzny, ujawniający dyskusję wskazanych fenomenologów nad książką Otto, jak i  fakt poświęcenia przez Husserla seminarium jej problematyce, i to w 1918 roku, a więc w okresie rozkwitu szkoły, jest ważny, bo dementuje przypisywaną Husserlowi antymetafizyczność i reli­gijne desinteressement. Dla komentatorów filozofii Husserla zaskakujące wydawać się mogą przemilczane w literaturze przedmiotu jego wypowiedzi wskazujące na fenomenologię jako drogę do „ponownego odsłonięcia źródeł religijnych”. A jednak Husserl powiedział: „moja filozofia, fenomenologia, nie pragnie być niczym innym jak tylko drogą, metodą, za pomocą której wskazuje się drogę powrotu do Boga ludziom, którzy odeszli właśnie od chrześcijaństwa i od chrześcijańskich Kościołów”.

Zauważmy, że intencja Husserla, aby ludziom ponownie odsłonić źródła religijne, daleko wykracza poza powinności nowożytnego czy współczesnego filozofa. To „przekroczenie” wzmocnijmy jeszcze jedną, z 31 grudnia 1934 roku, jego wypowiedzią: „Ja pragnę tego samego, czego pragną Kościoły - doprowadzić ludzkość do wieczności. Moim zadaniem jest próbować tego poprzez filozofię. Wszystko, co napisałem dotychczas, są to tylko prace wstępne: jest to jedynie wykuwa­nie metod. Do jądra, do tego, co istotne, człowiek - niestety, w ciągu tylko jednego życia nie dojdzie. A jest rzeczą tak ważną, by od liberalizmu i racjonalizmu doprowadzić filozofię z powrotem do tego, co jest istotne, do prawdy. Przedmiotem każdej prawdziwej filozofii musi być kwestia bytu ostatecz­nego, prawdy, l to jest dziełem mojego żywota”.

Nie będziemy rozwijać niezwykle ważnego wątku filozofi­cznego zawartego w tych wypowiedziach, dotyczącego religij­nych, metafizycznych źródeł każdej kultury, a także filozofii jako jej dziedziny. Zaufajmy wielkim filozofom i antropologom z różnych opcji filozoficznych, że jest to ustalenie nie do podważenia. Jeśli tak jest, to fenomenologia należy do tych nurtów w humanistyce, które wskazując na wagę istotno­ściowych poszukiwań, stawiaj ą kwestię prawdy i bytu ostatecz­nego jako ich ukoronowanie, jako ich cel. Stąd komentator szkoły Husserlowskiej - Peter Wust mógł napisać:

 

„Od samego początku musiało być chyba w intencji owego nowego kierunku filozofii ukryte coś całkiem tajemniczego, jakieś pragnienie powrotu do tego, co obiektywne, do świętości bycia, czystości i nieskalania rzeczy, do samych rzeczy... właściwa pierwotnej intencji tej szkoły otwartość na przedmiot kazała wielu jego uczniom zmierzać dalej ku rzeczom, ku stanom faktycznym, ku samemu byciu, a nawet ku temu, co stanowi habitus katolika, dla którego nie jest nic bardziej stosowne niż wieczne przymie­rzanie się poznającego umysłu do miarę stanowiących rzeczy”.

 

Zauważmy, że E. Stein nie tylko jest wierna podstawowym intuicjom badawczym Husserla, ale je twórczo rozwija, i tak splata ze swym życiem, że przysługuje jej rzadkie miano świętego filozofa. Jej poszukiwania prawdy, istoty rzeczy, eidos Boga, Absolutu, prowadzą ją nie tylko do pisania rzetelnych artykułów naukowych, wspaniałych książek czy cenionych translacji. One torują jej drogę do spotkania Boga i przeżywania Boga. E. Stein uobecnia to, o czym myślał jej filozoficzny mistrz Husserl, że filozofia i religia mają ten sam cel: poznanie i spotkanie Boga. Stąd odsłaniając fenomenologicznie źródła religijne, jednocześnie wielbi Boga.

Uobecnianie wartości

Pytanie, jak urzeczywistniają się wartości w naszym życiu? jest kolejnym, na które starają się odpowiedzieć od zawsze filozofo­wie, w tym również fenomenolodzy, jak i każdy człowiek próbujący sensownie żyć. I tym razem pozostawmy na boku wielką dyskusję na ten temat, która przetoczyła się i przetacza przez humanistykę. Odnotujmy jedynie, że kwestia ta poróżniła samych fenomenologów, dzieląc ich na idealistów i realistów. Za bytem obiektywnym wartości, za ich transcendentnym statusem opowiedzieli się realiści, a w ich gronie znalazła się E. Stein. Dla niej Husserlowskie przesłanie „z powrotem do rzeczy” znaczyło: z powrotem do istoty rzeczy, a zarazem z powrotem do Absolutu, który jest prawdą transcendentalną, a dalej do Absolutu, który jest Światłem i Bogiem jednocześnie. Jest bytem wiecznym, nieskończonym i oświecającym, stwarzającym wszelkie byty skończone. Jest Prawdą Jedyną, poru­szającą, harmonizującą i udzielającą się stworzeniu. Wszelkie byty mają sens dzięki Niemu. Jest nie tylko Pierwszym Poruszycielem, ale bytem podtrzymującym rzeczywistość istot­nie istniejącą. Wieczne Światło - Logos hierarchicznie or­ganizuje byty stworzone, wpisując je w Boski plan stworzenia: „Co urzeczywistnia się w rzeczach, zarysowane jest w Logosie nie tylko jako coś jeszcze «nierzeczywistego», lecz już w Nim jest czymś rzeczywistym i działającym: urzeczywistnianie się tego w rzeczach jest skutkiem tej działalności”.

Celowo odwołuję się do tej wypowiedzi E. Stein, a nie do najczęściej cytowanej o Logosie jako „powiązaniu sensu wszystkich jestestw w boskim planie stworzenia”, bo za­rysowuje ona właśnie realistyczną opcję fenomenologiczną, przeciwstawiającą się Husserlowi, a ponadto wskazuje na drogę urzeczywistniania się wartości w ludzkim życiu, pod warunkiem pierwotnej względem nich obecności i działania Boga; obecności, która jest Prawdą, Miłością i Dobrem. Husserl rozdziela na gruncie filozoficznym pracę „badawczą umysłu” od „oddawania czci Bogu”. Próbuje pokazać, jak można „dojść do Boga bez Boga”. „W swojej egzystencji uczonego muszę niejako eliminować Boga po to, aby utorować drogę do Boga ludziom takim, którzy [...] nie posiadają pewności wiary poprzez Kościół. Ja wiem, że takie moje postępowanie mogłoby być niebezpieczne dla mnie samego, gdybym sam nie był człowiekiem głęboko przywiązanym do Boga i wierzącym w Chrystusa”. Pozostawmy bez komentarza tę „Husserlowską próbę”. E. Stein jest w pełni świadoma jej karkołomności i nie przejmując się powinnością badacza, odkrywa w porządku poznawczym i ontologicznym udzielanie się wartości transcendentnych od Boga samego do pojedynczego człowieka. Co więcej, odkrycie to sama sobą uobecnia.

W. Stróżewski, zastanawiając się nad statusem wartości, zauważy: „wartości «wcielone», mimo swego ułomnego sposo­bu istnienia, wchodzą w związek z wartościami transcendent­nymi, z drugiej natomiast strony przenikają niejako i przeświet­lają sam byt swego «nosiciela». Mówiąc inaczej: uczestniczą, czy partycypują w wartościach transcendentnych czy ideal­nych, a wskutek tego nadają nowy, aksjologiczny sens bytowi, w którym same zostały urzeczywistnione”.

I dodaje: „W żadnym przypadku prawda ta nie objawia się tak jasno jak w przypadku świętości. Świętość osoby ludzkiej dokonać się może tylko dzięki temu, że partycypuje ona w Świętości Absolutu. Szczególnie «łaska», [...] nie jest tu metaforą: wartość świętości zostaje ostatecznie dana przez Świętość Samą, tożsamą z Osobowym Bogiem. Ale nawet tu nie zachodzi tożsamość wartości świętości ze Świętością samą. Otwarcie się człowieka na świętość jest czymś szczególnie tajemniczym - wszak nawet ono nie może dokonać się bez łaski, choć wysiłek ludzkiego podmiotu jest tutaj niezbędny”.

Jeśli powrócimy do dzieł i życia E. Stein, to utwierdzimy się w tym, co na temat „partycypacji w wartościach”, w tym w wartości najwyższej - świętości, która jest „dana” przez Boga - mówi W. Stróżewski.

Szczególnie jej dzieła takie jak Twierdza duchowa i Wiedza Krzyża, i fakty biograficzne, konwersja połączona z Chrztem św. (1922 r.), List w sprawie Żydów do Piusa XI, wstąpienie do Karmelu (1933), sporządzenie duchowego Testamentu (1939), potwierdzają otwartość E. Stein jako filozofa i człowieka na wartość prawdy, miłości, dobra i świętości. Co więcej, wyznaczają one zarazem  drogę duchowego  doskonalenia się E. Stein, która, z dystansu oceniając siebie, powie:

 

„Moje koleżanki darzyły mnie miłością i podziwem. Trwałam więc w naiwnym złudzeniu, że wszystko jest we mnie w porządku, co zdarza się często ludziom niewierzącym, wyznającym zasady idealizmu etyczne­go. (...) Uważałam też, że mam prawo bezlitośnie potępiać wszystko, co wydawało mi się negatywne, a więc słabości, pomyłki i błędy innych, czasem nawet w sposób drwiący i ironiczny. Były osoby, które mnie nazywały „uroczo złośliwą”.

 

Zatem droga duchowego doskonalenia E. Stein zmierza od „uroczo złośliwej” ironistki, pełnej zarozumiałości i pewnej swej wartości intelektualistki oraz etycznej idealistki, w kierun­ku pokory:

 

„Zmieniło się zupełnie moje ustosunkowanie do ludzi i siebie samej. Nie zależało mi, jak ongiś, na tym, by zawsze mieć rację i w każdym przypadku „pokonać” przeciwnika. Pozostała mi wprawdzie bystrość w dostrzeganiu słabości drugich, jednak nie wykorzystywałam już jej, aby ranić bliźnich w najczulsze miejsca, lecz raczej starałam się ich oszczędzać. (...) Przekonałam się bowiem, że tylko wyjątkowo ludzie poprawiają się z błędów, gdy mówi się «słowa prawdy»; pomaga to jedynie wówczas, gdy sami na serio pragną być lepszymi i upoważniają nas do takiej krytyki.

 

Ta przemiana „z pychy w pokorę” przebiega pod dyktando miłości: „Miłość, z jaką podchodzę do drugiego człowieka, jest w stanie napełnić go nową mocą życia, gdy jego siły ustają”. Ona to staje się kolejnym odkryciem poznawczym i egzysten­cjalnym E. Stein, według którego doskonali się i uobecnia duchowo. Jej słynne powiedzenie: „nie zakładajcie nigdy prawdy bez miłości. Miłość bez prawdy, a prawda bez miłości są wierutnym kłamstwem”, stanie się receptą na sensowne życie. „By stać się prawdziwą - powie - miłość zawsze musi być oddaniem się. W miłości osiąga się najwyższą pełnię życia”. Recepta ta pozwoli E. Stein chodzić zarówno w Prawdzie, jak i w Świetle, trzyma już bowiem za rękę Pana Boga. Jej filozofowanie i życie stapiają się w jedno. Zmierzają w kierunku Boga. Zmierzanie to jest też poszukiwaniem świadectw świętych, a więc wybranych przez Boga. Zaczyna od Teresy z Avila, poprzez Elżbietę Turyńską, Katarzynę ze Sieny i na Janie od Krzyża kończy.

E. Stein na temat świętości wypowie się wprost, pisząc o Katarzynie ze Sieny, Brygidzie Szwedzkiej i Elżbiecie Turyńskiej, proroczo mówiąc o drodze, po której kroczą wybrani przez Boga, bowiem wiemy, że po stuleciach do tych współpatronek Europy dołączy i ona: „I tak przez setki lat powtarza się historia. Trwające na cichej rozmowie z Bogiem dusze mu poświęcone wpływają na bieg wypadków w historii Kościoła, odnawiając oblicze ziemi”147. Komentując poglądy E. Stein na temat studiowanych przez nią świętych, s. Immakulata napisze: „Życie świętych najlepiej odczytują święci, gdyż doskonale rozumieją działanie łaski w człowieku. Ci natomiast, którzy jej nie doświadczyli, stoją zakłopotani, a nawet zgorszeni ich pozornie szaloną i ekstrawagancką postawą, inspirowaną przecież przez Ducha Świętego, który prowadzi każdego jego jedyną i niepowtarzalną drogą”.

Jedyna i niepowtarzalna droga E. Stein ujawnia jednak nie tylko nieodzowne przeżywanie wartości, przez odniesienie do bytu transcendentnego (o przeżywaniu jako warunku poznania wartości mówił także Husserl: „Wielkim, świętym modlitwom Kościoła nieustannie grozi niebezpieczeństwo, że staną się czcze, bo się ich już nie nasyca osobistym przeżyciem”), lecz także tzw. przeczucie i „dar widzenia”. Według R. Otto to one charakteryzują „wybranych przez Boga”. Ważne jest jednak, co się z tymi darami uczyni. E. Stein odkrywa, szczególnie na kartach Twierdzy duchowej, że dusza jest siedzibą miłości nadprzyrodzonej: „Bo w najgłębszą głębię duszy zostaje się wciągniętym „przez coś, co działa z większą siłą niż cały świat. I doświadcza się tam wdarcia nowego, potężnego, wyższego życia - życia nadprzyrodzonego, boskiego”149. Ostro polemizu­je z W. Goethem, wykazując mu literackość i ornamentacyjność duchową - o czym już pisaliśmy - a w konsekwencji zmarno­wanie darów duchowych, w które został wyposażony. To marnotrawstwo dotyczy szczególnie wartości cierpienia, która symbolizowana jest przez Krzyż, największy atrybut świętości, skupiający w sobie istotę chrześcijaństwa. Jak mówi E. Stein o Fauście Goethego: „Dzieło to należy do nielicznych, utworów bardzo wielkiej klasy, bo z ukazanej  w nim pełni  życia ludzkiego pozwala ono odczytać ważne pytania człowieka dotyczące grzechu i odkupienia, pytania o głębokim zasięgu i wymiarze.  Lecz  na te  kwestie  daje  tuszujące  pozorne odpowiedzi”. E. Stein ze swym radykalizmem poznawczym od takich wypowiedzi stroni. Czyni ze swego życia wspinaczkę na  Górę  Karmel,  a łaska  Boga przemienia,  transformuje niejako, jej biograficzne fakty w finalny stan hezychia, a ona sama - „podmiot w wezwaniu”, „podmiot wezwany do święto­ści” - osiąga Prawdę w sensie mądrościowym i absolutnym zarazem. Jest „uświęcona w prawdzie”.

„Husserl pojmował swą filozoficzną drogę jako misję” - tak komentuje filozofowanie Husserla T. Gadacz. Wielekroć wspominał o świadomości swej misji. Wciąż do niej wracał. Był przekonany, że jego naukowe dążenie do prawdy zmierza do tego samego celu, co dzieło ewangelizacyjne Kościołów. Jego uczennica uobecniła tę filozoficzną, fenomenologiczną drogę w życiu. W ten sposób sięgnęła po świętość bycia filozofem (o którą upominał się Husserl), ale i świętość bycia człowie­kiem.

T. Gadacz uważa, że Husserl przygotował swoich uczniów także do męczeństwa: „Pod datą 5 grudnia 1933 r. - pisze - a więc sześć lat przed wybuchem wojny, Husserl nazwał ludzi autentycznej nauki bohaterami ducha. Nauka, służąc prawdzie, wymaga bowiem takiego samego męczeństwa jak wiara; męczeństwa, które jest zasadą Kościoła. «Również w nauce będą męczennicy. Jeśli bowiem dzisiaj ktoś opowiada się za czystą nauką i chce ją przeforsować, to musi być bohaterem i mieć odwagę na poniesienie męczeństwa»)”.

Prawda, pełnia, oddanie, to atrybuty miłości, wydobyte w dziele i drodze życia E. Stein, które są istotowo związane z miłością jako najwyższą wartością, która łączy człowieka z człowiekiem, człowieka z Bogiem, a Boga z Jego stworze­niem. Można wręcz powiedzieć, że tak pojęta miłość przenika Boski plan stworzenia, jest fundamentem świata i życia; pozwala przekroczyć czysto ludzki wymiar rzeczywistości. Można się też zastanawiać, czy ta często analizowana kwestia nie jest zbanalizowanym, po wielekroć powtarzanym ewan­gelicznym truizmem, zaczerpniętym z tekstów św. Jana.

Zapewne można by tak stwierdzić, gdyby oddzielić ją od tego paradoksalnego faktu, który zaistniał na początku naszej ery — ukrzyżowanie Chrystusa w pełnym oddaniu się za zbawienie ludzkości; gdyby oddzielić je też od drogi Krzyża Edyty Stein, świadomie podejmującej ofiarę całopalną za naród żydowski.

Święty realizm

Realizm oparty na Ewangelii, na Słowie Bożym - to rezultat jedności życia i filozoficznej twórczości E. Stein. W Wiedzy Krzyża podnosi ona wprost zagadnienie realizmu. Mówi o rea­lizmie dziecka, artysty i świętego. Nie ulega kwestii, że jej rozważania, stopniujące realizm w zależności od głębi ducho­wego zakorzenienia, zmierzają do pokazania, że największymi realistami są święci. O ile w sensie filozoficznym dojdzie się do Boga i życiowo tę drogę zaświadczy, przekonanie to staje się oczywiste. Nie można odkryć Absolutu i jednocześnie żyć tak, jakby go nie było. Jeśli „jedyną modlitwą” w początkowym okresie filozofowania E. Stein było poszukiwanie prawdy, autentyczne poszukiwanie prawdy, to nie tylko musiała ona znaleźć Boga, ale i żyć w jedności z Nim. Jej maksymalistyczne założenia, wywiedzione ze szkoły fenomenologicznej Husser-la152, które otwarły jej poszukiwania na Absolut, doprowadziły ją do radykalizmu życiowego, który przejawił się w uobec­nianiu wartości najwyższej — świętości. Droga E. Stein do świętości rozpoczyna się od przeczucia Absolutu; wyznaczają dążność do zjednoczenia z Absolutem - rzeczywistością istot­nie istniejącą; zmierza do poznania miłością; przez szukanie prawdy, również przez fenomenologię transcendentalną; wie­dzie przez upodabnianie się do Umiłowanego - uobecnianie miłości; w którym następuje przemiana duszy; a zarazem wyraża się jedność dzieła i życia. Stąd w pełni odpowiedzial­ności świętego filozofa E. Stein może powiedzieć: „naszym celem jest zjednoczenie z Bogiem, naszą drogą ukrzyżowany Chrystus, jedność z Nim podczas ukrzyżowania”. Ave crux, spes unica. A dalej: „gdzie jest prawdziwie żywa wiara, tam nauki wiary i «wielkie dzieła» Boga stanowią treść życia, podczas gdy wszystko inne schodzi na drugi plan i jest kształtowane przez nie. Na tym polega święty realizm: pier­wotna wrażliwość wewnętrzna duszy, która odrodziła się w Duchu Świętym”. Uogólnijmy, uobecniają to przykłady świętych, których droga, mimo piętna indywidualnego, jest uniwersalna w sensie kulturowym i religijnym zarazem. Uobec­nianie świętości, które polega na uczestnictwie w życiu Boga, wyposaża postaci świętych w emanację i przyciąganie. Dzieje się tak dlatego, że postaci te -jak pisze Ambroise-Marie Carre: „budzą pragnienia i zachęcają do ich realizacji więcej osób, niż myślimy; — mają w sobie coś dziecięcego, naiwnego, spon­tanicznego, co zaprasza ich do dzielenia się z innymi tym, co egoiści wszystkich krajów wykorzystują dla własnej wygody; - ostro, a jednocześnie ze swobodą aż do końca, dążą do absolutu; - potrafią użyć siły swoich uczuć, zapobiegającej oschłości umysłu, której ofiarą pada wielu z nas; - mają w sobie potrzebę, coraz bardziej świadomą, jednania ludzi — w za­chwycie — ze wszystkim, co żyje; — ukochali Boga i naszych braci miłością, która może wzniecić pożar w każdym uległym sercu...”.

E. Stein, skrywająca się za naśladowanymi postaciami, wzrastała w miłości dzięki karmelitańskiej regule; wzrastała w niej dla Boga i dla innych. Naturalna w „chodzeniu w Świetle”, „w chodzeniu w Prawdzie”, uczyła łączności tego, co codzienne, z tym, co nadprzyrodzone. Nasze rozważanie poświęcone jej życiu i dziełu zakończyć możemy anegdotą dającą wiele do myślenia. Cytowany przeze mnie prof. Stróżewski zapytał kiedyś R. Ingardena, człowieka bliskiego naszej Świętej: „Jaką kobietą była E. Stein?”. Ingarden odpowiedział: „Była zupełnie normalna, a oni chcą z niej zrobić świętą”.

 

Kulturowe oscylowanie wokół świętości

Rozmaite przedsięwzięcia związane z kultem świętych — o któ­rych będziemy mówić w następnym szkicu są konsekwencją urzeczywistniania najwyższych wartości kulturowych, do któ­rych od zawsze zaliczane były piękno, prawda i dobro. Aby jednak zachodziła komunikacja kulturowa na nich oparta, wyczuwalna musi być obecność Transcendencji. Tę najwyższą z wartości wysokich — świętość, uobecniają święci przez „rzutowanie w absolut”157 swego życia i dzieła. Ich indywidual­ne zdarcie ostatniej zasłony przed Transcendencją w niekomunikowalnym werbalnie olśnieniu, błysku, ekstazie, „locie du­cha”, skutkuje kulturowo. To w świętych objawia się rodzaj obecności, w której widzialne łączy się z niewidzialnym, w której człowiek spotyka Boga, a Bóg człowieka. Ich „magnetyczne” drogi ku doskonałości promieniowały w historii i w różnych strefach geograficznych i kulturowych, przybiera­jąc rozmaite warianty istotowej wartości świętości - uczest­niczenia w życiu nadprzyrodzonym, transcendentnym, w życiu Boga; wartości jako takiej obecnej poza czasem. Promieniowa­ły i nadal udzielają się uczestnikom kultury w czytelnych na „miarę ich Światła” postaciach. Kultury powstawały przecież w metafizycznym przeczuciu sacrum iprofanum. Warto jednak zauważyć, że współcześnie właśnie te wartości: piękna, prawdy i dobra skorelowane z wartością świętości uległy zrelatywizo-waniu i jednoczesnemu zbanalizowaniu. Jeśli sądzi się, że dla współczesnej kultury „Bóg jest martwy”, to równocześnie przyjmuje się sąd, że „współczesna kultura wypiera Boga z ludzkiego życia”. Wziąwszy jednak pod uwagę dzieje kultury i myśli, trzeba konsekwentnie powiedzieć, że w takim razie współcześnie nie ma kultury w ustalonym wyżej sensie. Zasadnicza bowiem oś sacrum i profanum, która aksjologizowała opozycję dobra i zła, wokół której każda kultura konstytu­uje się od swego zarania, uległa destrukcji, pociągając kolejne jej relacyjne wiązanie: prawdę i fałsz. Stąd nie może dziwić nas opisywanie dzisiejszej kultury w terminach simulacrum ~ kopii tego, co rzeczywiste, czy ostrzej: „wysypiska śmieci”. Prowa­dzi do tego wprost relatywizowanie ponadkulturowych warto­ści, w tym świętości. Świętość — jako byt absolutny, jako udzielanie się Bytu Nieskończonego — Boskiego sytuuje się bowiem poza wszelkim relatywizmem. Jest -jak próbowałam pokazać — realizmem najwyższego rzędu. Warto sobie ten fakt uświadomić, by kulturowe wydarzenia religijne (o czym w na­stępnym szkicu): odsłonięcie Krzyża Pokoju poświęconego św. Teresie Benedykcie od Krzyża - Edycie Stein (30 września 2008), nadanie Lublińcowi patronatu Świętej Edyty Stein (10 października 2008) czy projekt uczynienia z Edyty Stein patronki polskich nauczycieli, nie były tylko widowi­skiem, opisanym w terminach spektaklu kulturowego (na równi z teatralnym czy sportowym). Traktowanie ich bowiem jako jednego z przejawów popkultury jest nie tylko spłyceniem religijności, lecz równocześnie kultury. Autentyczne wydarze­nia religijne -jak nas przekonuje E. Stein - odsłaniają „źródła” kultury i są dla niej często ratunkiem przed destrukcją. Są kulturowym wydarzeniem religijnym, a nie spektaklem parateatralnym. Świadomość tej prawdy uobecnia nam właśnie dzieło i życie świętego filozofa i świętego człowieka - Edyty Stein. Parafrazując po raz kolejny nasze motto, możemy powiedzieć: to przez nią przemawia Bóg, chcąc mówić do tych, których zostawiła na ziemi. To ona i inni święci, przedzierając się do Absolutu, sprawiają, że kultura oscyluje wokół wysokich wartości, a oddalając się i przybliżając do Świętości, zapewnia sobie długie trwanie. Warto dla wsparcia tych refleksji dołączyć pogląd L. Kołakowskiego, że bardzo niewielu jest świętych, „Ale oni świat zbawiają, im zawdzięczamy, że wolno nam odrzucić przypuszczenie, że rzeczywistość ludzka jest wynalaz­kiem diabła, o nich możemy powiedzieć, że są kryształową duszą świata, nosicielami jego możliwego przeznaczenia w domu”.

Postscriptum

Potraktujmy zakończenie inspirującego tekstu T. Gadacza jako aktualizującą wykładnię naszej refleksji:

 

„Przypomniałem tutaj [w Świętość bycia filozofem] ów fenomen konwersji, drogi do wiary w szkole fenomenologii nie tylko w celach historyczno-filozoficznych czy systematyczno-naukowych. Przyświecał mi inny, ukryty, a może jawny cel: ukazanie uczciwości w dążeniu do prawdy i wolności wewnętrznej, odpowiedzialności za słowo, które nadają doświadczeniu religijnemu autentyzmu i głębi przeżycia. „Jednakże zbyt wielu ludzi było religijnych powierzchownie; wprawdzie wierzyli oni, że są religijni w swej głębi i że są mocni w swojej katolickiej wierze, dziś jednak zbankrutowali” - mówił Husserl. Dla Husserla rola Kościoła sprowadza się do syntezy wiary i rozumu. Kościół bez refleksji, bez pogłębionej duchowości staje się zbyt rozpolitykowany, jakby z tego świata. Nauka natomiast oddzielona od wiary popada w materializm i bezdenny racjonalizm. Potrzeba obecnie, jak się wydaje, odnaleźć jakąś odpowiednią syntezę. Problem nie jest w niczym mniej aktualny. „Dzisiaj z sekularyzacji i z rozpolitykowania dojrzewa Kościół i dojrzewa kler do prawdziwego życia wewnętrznego” - pisał Husserl. To intuicyjne po­szukiwanie prawdy, intelektualna uczciwość w dążeniu do niej i osobiste świadectwo Mistrza otwarło tak wielu jego uczniom własne drogi do syntezy wiary i rozumu”.

Prof. dr hab. Anna Grzegorczyk, UAM

Fragmenty książki Obecność i wartości, Wydawnictwo Poznańskie 2010, s. 81-96.

Ukrzyżowany spogląda na nas i pyta, czy wciąż jeszcze chcemy dotrzymać tego co przyrzekliśmy Mu w godzinę łaski. Z pewnością ma powód, żeby tak pytać. Krzyż jest dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, znakiem, któremu się sprzeciwia. (E. Stein)