Siedem lekcji o modlitwie serca

MEDYTACJA - MODLITWA SERCA

Każdy, kto zetknął się z tradycją duchowości Wschodu, zarówno tego bliższego
nam jak i dalszego, stawia zwykle pytanie o wartość modlitwy Jezusowej, która
swymi korzeniami sięga najstarszej tradycji chrześcijaństwa, tradycji wspólnej dla
chrześcijaństwa Wschodu i Zachodu. Pytanie to nie jest obce także Ojcu Świętemu.
Przed niedzielną modlitwą Anioł Pański, trzeciego listopada 1996 roku Jan Paweł II
mówił o medytacji zwanej modlitwą serca, która poprzez powtarzanie inwokacji:
"Panie Jezu Chryste, Synu Boży, bądź miłościw mnie grzesznemu!" staje się jakby
oddechem duszy. "Wypowiadana w głębokości serca, posiada tajemnicze odniesienie
wspólnotowe. Mała modlitwa - jak ją nazywali Ojcowie - jest wielkim skarbem i
jednoczy w obliczu Chrystusa wszystkich modlących się". Papież podkreślił, że
modlitwa ta nazywana modlitwą Jezusową rozpowszechniona została także na
Zachodzie dzięki Opowieściom rosyjskiego pielgrzyma.
Jakkolwiek modlitwa Jezusowa została rozwinięta przez kościoły wschodnie, to
jednak jej korzenie są wspólne także dla modlitwy różańcowej, którą niekiedy nazywa
się modlitwą Jezusową Zachodu. "Dlatego ci, co szukają drogi do odnowienia całego
człowieka i zjednoczenia z Bogiem - pisze A. Rosenberg - słusznie sięgają po taki
przewodnik do ciszy i pokoju. I mogą to czynić bez obawy - chodzi bowiem w tej
metodzie medytacji przekazanej pod nazwą modlitwy serca o ćwiczenia sięgające w
swej istocie i intencji aż w czasy apostolskie." Posiada ona zatem wymiar
ekumeniczny, ale ma również wymiar międzyreligijny, bo przecież powtarzanie
krótkich formuł modlitewnych znane jest w wielu religiach, podobnie jak posługiwanie
się w modlitwie różańcem.
Dziś wielu młodych ludzi podąża na Wschód poszukując nauczycieli modlitwy i
medytacji. Być może nie musieliby tam podążać, gdyby ktoś ukazał im ścieżkę
modlitwy Jezusowej. "O wiele więcej osób - mówił Ojciec Święty Jan Paweł II do
biskupów francuskich 24 lutego 1982 roku - byłoby zdolnych do modlitwy myślnej,
lecz nikt ich tego nie uczył. Teraz więc, bez życia wewnętrznego, wierni tracą
żywotność, ich modlitwa staje się brzmiącym cymbałem a praktyka religijna, jeśli
istnieje, wyjaławia się." Z tego też powodu ponowne odkrycie modlitwy Jezusowej
uznać należy za łaskę, która przychodzi w odpowiednim momencie, wybranym przez
Boga, abyśmy mogli wypełnić nakaz Pisma Świętego: "Módlcie się nieustannie" (1Tes
5,16).

 

Lekcja I - Bądź jak góra

Kiedy się modlisz, bądź jak góra
Nieruchomo osadzona w ciszy.
Jej myśli zakorzenione są w wieczności.
Nie rób niczego, siedź, bądź,
a poznasz owoce płynące z modlitwy.

Tak wielu ludzi skarży się dziś, że ma trudności na modlitwie. W dużej mierze
dzieje się tak dlatego, że zapominamy o naszym ciele, a przecież teologia
chrześcijańska jest teologią wcielenia. To, że Chrystus przyjął ludzkie ciało wyraźnie
potwierdza fakt ważności ciała ludzkiego w dziele zbawienia. Starcy, którzy nauczali
modlitwy Jezusowej dobrze wiedzieli jak wielką rolę odgrywa ciało w modlitwie. Byli
przekonani, że modlitwa to nie tyle sprawa mówienia czy myślenia o Bogu, ale przede
wszystkim sprawa bycia z Bogiem, dlatego zachęcali, aby modlić się całym sobą.
Świadczy o tym nauka starca Serafina z góry Athos. Młodemu filozofowi z Paryża,
który pragnął uczyć się praktyki modlitwy Jezusowej powiedział: "Przed
rozprawianiem o modlitwie serca - naucz się najpierw medytować jak góra. Zapytaj ją,
co czyni, aby się modlić." Medytowanie jak góra uczy nie tylko doświadczania istoty
samego Bytu, prostego faktu istnienia, ale również przypomina słowa Jezusa: "Ty jesteś
skałą i na tej skale zbuduję Kościół mój".
Pod koniec XIV wieku, dwaj mnisi z Athos, Kallistus i Ignacy Xantopoulos w
dziele Centuria zebrali naukę Ojców Pustyni i hezychastów, którzy z modlitwy
Jezusowej uczynili podstawową praktykę. Można tam znaleźć słowa Grzegorza Synaity
dotyczącą postawy ciała na modlitwie - "Już wcześnie rano, usiądź na niskim stołku,
sprowadź swego ducha z głowy do serca i tam go zatrzymaj. Skłoń się aż do odczucia
bólu; piersi, ramiona i szyję silnie natężając, wypowiadaj ustawicznie w swojej duszy i
duchu: Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną! Tak oprzesz się pokusom, które ciągle
cię nękają".

 

Lekcja II - Bądź jak kwiat

Kiedy się modlisz, bądź jak kwiat,
Zawsze skierowany ku słońcu.
Jego łodyga jak kręgosłup, zawsze jest prosta.
Bądź otwarty, gotowy przyjąć wszystko bez lęku,
- a nie zabraknie ci światła w drodze


Góra nauczyła młodego filozofa czym jest wieczność i niezmienność, kwiat
nauczył go czym jest przemijanie i znikomość ludzkiego bytu. Kwiat uczy także postawy
ciała (wyprostowany kręgosłup jak łodyga bardzo pomaga w koncentracji umysłu), ale
uczy również skierowania umysłu ku światłu. To bardzo praktyczne podejście do nauki
modlitwy było dobrze znane w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Często podkreślano
wtedy związek między praxis i theoria. Praxis oznaczało „aktywne życie” chrześcijan,
nie tyle w sensie apostolatu czy pełnienia uczynków miłosierdzia (chociaż działania te
zawierały się w praxis), ale w sensie „wysiłku zdobywania cnoty”. Theoria, zazwyczaj
tłumaczona jako „kontemplacja”, oznaczała „wizję światła” na podobieństwo wizji
apostołów na górze Tabor. Jakkolwiek wierzono, że jedno i drugie przepełnione jest
łaską, to jednak istniało przekonanie, że na drodze do Boga nie pozostajemy całkowicie
bierni. Uważano, iż theoria nie będzie nam dana, jeżeli nie będzie poszukiwana.
Tradycja Zachodu zna również doświadczenie "wizji światła" - dzięki św. Benedyktowi,
który "zobaczył cały świat w jednym promieniu słońca".
Podobnie jak kwiat pochyla się pod wpływem wiatru, tak również psychofizyczny
aspekt modlitwy Jezusowej znajduje swój wymiar z praktyce pokłonów. We wczesnych
regułach monastycznych zalecano nawet 100 pokłonów w czasie modlitwy.
"Róża kwitnie, dlatego, że kwitnie, nie pytając dlaczego" - pisał Anioł Ślązak -
podobnie powinniśmy powtarzać słowa: "Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!" i nie
pytać dlaczego. Dla studenta filozofii przebywanie wśród kwiatów było również nauką
bezinteresowności na modlitwie, modlitwą dla miłości Boga, który sam jest nagrodą.

Lekcja III - Bądź jak ocean

Kiedy się modlisz bądź jak ocean,
W swej głębi zawsze nieporuszony.
Jego fale przypływają i odpływają.
Bądź spokojny w swym wnętrzu,
a złe myśli same odejdą.


Taka jest natura naszego umysłu - myśli przychodzą i odchodzą. Jeśli umysł
chcemy opanować umysłem, powodujemy tylko większe zamieszanie, najlepiej więc
pozostawić go w spokoju. Potrzeba ciszy, milczenia i samotności, aby móc się dobrze
modlić, potrzeba także prostoty. Wiedza, która wszystko analizuje, abstrahuje, uogólnia
i ocenia może być wielką przeszkodą w modlitwie, pozbawia nas bowiem
spontaniczności, a w konsekwencji prostoty i szczerości. Biblii obce jest myślenie
pojęciowe, czy teoretyczne w sensie współczesnym. Podobnie nauczali Ojcowie
Pustyni, mimo że wielu z nich było ludźmi wykształconymi. Postawa ta nie wynikała z
wrogości wobec intelektu, ale z poczucia tajemnicy, czyli niepoznawalności istoty Boga
i spraw boskich na drodze czysto rozumowej, a jedynie poprzez doświadczenie w
miłosnym zachwycie. Czytanie Pisma świętego było podstawowym obowiązkiem
mnichów. Niektórzy znali je na pamięć, przynajmniej Nowy Testament i Psalmy, nie
dyskutowano jednak na jego temat. Świadczy o tym wiele apoftegmatów.
Najsłynniejszy z nich wspomina św. Antoniego Pustelnika, który w czasie dyskusji nad
fragmentem Pisma świętego pochwalił wypowiedź abba Józefa, który powiedział: "Nie
wiem!". Trzeba jednak wiele wiedzieć i wiele doświadczyć, aby stanąć przed
Tajemnicą, do której droga prowadzi często przez noc i ciemności i mieć odwagę
powiedzieć - "Nie wiem!". „Usiądź w milczeniu i wejdź w ciemność – mówi Pan.”
Rosyjski pielgrzym, po okresie praktyki modlitwy Jezusowej napisał: "Tak
przywykłem do tej modlitwy, że jeśli przez moment przestaję ją mówić, to czuję jakby
mi czegoś brakowało, jakbym coś utracił. Zaczynam modlitwę i robi mi się lekko i
radośnie (...) Myśli, które kiedyś przychodziły mi do głowy, jakoś same całkiem
przycichły i nie myślałem już o niczym oprócz modlitwy, do której zacząłem nakłaniać
mój umysł, a serce z czasem już samo zaczęło napełniać się ciepłem i jakimś miłym
uczuciem". Bez lęku zatem, mimo trudności, mógł powtarzać słowa modlitwy: "Panie
Jezu Chryste zmiłuj się nad nami!".

Lekcja IV - Bądź jak oddech

Kiedy się modlisz, pamiętaj o oddechu,
Dzięki niemu człowiek stał się istotą żyjącą,
Oddech od Boga pochodzi i do Boga wraca.
Zjednocz słowo modlitwy ze strumieniem życia,
a nic od Dawcy życia cię nie odłączy.


Hebrajskie słowo ruach oznacza wiatr, oddech i Ducha. Oddech rozumiany
był jako tchnienie życia, nadawał moc słowu, które stawało się jakby obdarzone
życiem, miało niejako swój byt, swoje istnienie. Z tego powodu Ezaw nie mógł
otrzymać drugiego błogosławieństwa. Słowo ma tak wielką moc, że Bóg stwarza świat
przez SŁOWO i przez SŁOWO świat zbawia. Słowo w tradycji biblijnej nie tyle
oznacza, co uobecnia, szczególnie dotyczy to imienia; dlatego też wszystkim epifaniom
Boga w Starym Testamencie towarzyszyło pytanie o imię Boga. Człowiek zaś od
niepamiętnych czasów wzywał imienia Pana, a cała historia Izraela świadczy, że Bóg
odpowiadał na to wezwanie - "Mojżesz i Aaron i Samuel wśród tych, co wzywali Jego
imienia, wzywali Pana, On ich wysłuchiwał".
Teraz może łatwiej nam zrozumieć dlaczego niekiedy słowa modlitwy: "Panie
Jezu Chryste zmiłuj się nad nami!” powtarzano w rytm oddechu, zgodnie z zaleceniem
Jana Klimaka Synaity (żyjącego w VII wieku) -"Niechaj wspomnienie Jezusa
towarzyszy każdemu oddechowi".

Lekcja V - Bądź jak ptak

Kiedy się modlisz bądź jak ptak,
Śpiewający bez wytchnienia przed obliczem Stwórcy.
Jego pieśń wznosi się jak dym kadzidła.
Niech i twoja modlitwa będzie jak gruchanie gołębia
a nie poddasz się zniechęceniu.
Modlitwę medytacyjną określano jako ruminatio czyli przeżuwanie.
Określenie to nawiązywało do Starego Testamentu, gdzie jest mowa o zwierzętach
czystych, które przeżuwają. Św. Augustyn przejmując tą starożytną tradycję zachęcał do
przeżuwania czyli medytowania, "aby być czystym stworzeniem, nie zaś nieczystym".
Najbardziej znanym zwierzęciem, które przeżuwa jest oczywiście krowa i dlatego
często stawiano ją za wzór dla medytujących. W tradycji hebrajskiej pojęcie medytacji
zostało określone terminem haga. Izajasz posługiwał się nim wyrażając pomrukiwanie
lwa, kwilenie gołębicy czy ryczenie niedźwiedzia. Na górze Athos nie było niedźwiedzi,
lwów, ani krów, dlatego uczono się modlitwy od gołębicy. Ptak uczy wolności,
bezinteresowności, wznoszenia się ponad ziemskie ograniczenia. Gołębica jest też
symbolem Ducha Świętego.
Dziś serwuje się nam gotowe odpowiedzi na wszystkie problemy, lubimy też
mieć wszystko nazwane, określone i opisane. Jest to choroba prowadząca do duchowej
śmierci, bo tak jak ptak schwytany i zamknięty w naszych dłoniach traci swą wolność i
umiera, tak wszystko to, co ujęte i zamknięte w słowach staje się zwykłą śmiertelną
wiedzą. A człowiek z natury swej jest wolny jak ptak i miłość jest jak ptak, i droga jest
jak ptak, i tysiące innych rzeczy jest jak ptak i potrzebuje wolności, aby żyć i objawiać
w ciszy radość swego istnienia. ”W ciszy i ufności leży wasze siła’ – mówi Pan.
Ciche monotonne powtarzanie prostych słów modlitwy także może
przypominać śpiew ptaka. Rosyjski pielgrzym, zgodnie z zaleceniem starca powtarzał
modlitewne wezwanie trzy a potem nawet dwanaście tysięcy razy dziennie. Ta ilość
może wydawać się nam czymś absurdalnym. Pielgrzym jednak wypełnił polecenia
swego nauczyciela i doświadczył jak słowa modlitwy rozbrzmiewają w jego wnętrzu,
mimo że formalnie ich nie powtarzał, w czasie snu, pracy, spożywania posiłków i
odpoczynku. Zrozumiał wtedy, co to znaczy "modlić się nieustannie". "Gorszący
początkowo mechanizm - pisze Walter Nigg - prowadzi w istocie do usunięcia
wszelkich zewnętrznych środków pomocniczych i okazuję się drogą do jednego z
najwyższych wzniesień ducha, do nieustannej modlitwy wewnętrznej." Ojcowie
Pustyni posiadali głębokie doświadczenie modlitwy i nie byli tak naiwni, aby sądzić,
że ilość jest najważniejsza. Powtarzanie prowadzi do zapamiętywania, rodzi
habitualną postawę, jakby nawyk nieustannego pamiętania o Bogu, która sama staje
się modlitwą. Jan Kasjan, który spopularyzował za Zachodzie w swych Rozmowach
naukę chrześcijańskich mnichów z pustyni egipskiej, daje nam wiele cennych rad:
"Bardzo mało modli się ten, kto zwykł modlić się tylko wówczas, gdy klęczy. W ogóle
nie modli się ten, kto nawet klęcząc, daje się odwieść od modlitwy przez roztargnienie
serca. Jacy więc chcemy być podczas modlitwy, tacy musimy być przed modlitwą."
Dla życia modlitwy ważne jest więc wszystko, co robimy w naszym codziennym
życiu.

 

Lekcja VI - Bądź jak Abraham

Kiedy się modlisz, bądź jak Abraham
Składający swego syna w ofierze.
Był to znak, że gotów jest oddać wszystko.
I ty pozostaw wszystko,
a w opuszczeniu Bóg napełni cię swą obecnością.

Bóg powiedział do Abrahama: "Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego
ojca..." Filon Aleksandryjski jak również wielu mistyków interpretuje te słowa w
duchu ascetyczno-mistycznym, jako pozostawienie ziemskich nieuporządkowań i
myśli. Jan Tauler tekst Księgi Rodzaju zestawia ze słowami Chrystusa: "Kto ze względu
na mnie opuści wszystko, stokroć tyle otrzyma, a nadto i życie wieczne odziedziczy".
Abraham miał także złożyć swego syna w ofierze, a więc absolutnie wszystko, co
kochał. Bóg nie pragnie ofiar z ludzkiej krwi, ale przyjmuje gotowość ludzkiego serca
do oddania wszystkie w miłości. Wyrzeczenie się wszystkiego oznacza całkowite
ubóstwo.
Modlitwa Jezusowa wydaje się być jak najbardziej ubogą modlitwą. Czy można
sobie wyobrazić coś bardziej prostego jak powtarzanie jednego wezwania - "Panie Jezu
Chryste zmiłuj się nad nami!"? Być może łatwiej jest wyzbyć się bogactw
materialnych, czy tak ich używać, aby nie były przeszkodą na modlitwie niż wyzbyć
się bogactwa myśli i wyobrażeń. Ojcowie Pustyni zalecali jednak: "Kiedy się modlisz,
nie wyobrażaj sobie w tym czasie Boga za pomocą widzialnego obrazu. Nie pozwól
też twemu rozumowi chwytać choćby śladu myśli, lecz bądź bezcielesny wobec
Bezcielesnego". W modlitwie wyrzekamy się naszej wiedzy o niebie i ziemi, o życiu,
o miłości, o drodze a nawet wiedzy o Bogu; w modlitwie nie chodzi o wiedzę o
rzeczywistości, lecz o rzeczywistość samą, taką - jaka - jest; nie o wiedzę o niebie,
lecz o niebo samo, nie o wiedzę o miłości, lecz o zdolność kochania, nie o wiedzę o
życiu, lecz o życie całe, nie o wiedzę o drodze, lecz o drogę, którą można kroczyć, nie
o wiedzę o Bogu lecz o bycie z Bogiem.

Lekcja VII - Bądź jak Jezus

Kiedy się modlisz, to Jezus
modli się w tobie do Ojca w Duchu.
Jesteś niesiony żarem Jego miłości.
Bądź jak rzeka służąca każdemu,
a przyjdzie czas że przemienisz się w Miłość.


Bóg - jak wiemy z Pisma świętego - jest obecny w imieniu. Gdy więc w
modlitwie wymawiamy imię Jezusa, On staje się obecny w nas i między nami, jest
naszym nauczycielem i mistrzem. „Choćby Ci dał Pan chleb ucisku i wodę utrapienia,
twój nauczyciel już nie odstąpi, ale oczy twoje patrzeć będą na twego mistrza. Twoje
uszy usłyszą słowa rozlegające się za Tobą: To jest droga , idźcie nią!, gdybyś zboczył

na prawo lub lewo.” Cała nasza modlitwa prowadzi to tego, aby mieć świadomość
bliskości i obecności Boga we wszystkim , co nam się w życiu wydarza, zarówno w
tym , co mile i przyjemne jaki w tym, co trudne i bolesne. Ojcowie Pustyni mówili o
chodzeniu w Bożej obecności, o życiu "w obliczu Tego, który patrzy na nas z wysoka".
Powtarzać imię Jezusa, to także wołać: "Maranatha! (Przyjdź Panie! Przyjdź Panie
Jezu!)". Angielski benedyktyn, ojciec John Main, który w naszym stuleciu odkrył na
nowo praktykę medytacji chrześcijańskiej, zalecał swym uczniom, aby podczas
medytacji powtarzali wezwanie: „Maranatha!”. Dziś istnieje na świecie, zarówno na
Wschodzie jak i na Zachodzie, ponad tysiąc grup medytacyjnych, które praktykują
medytację według zaleceń ojca Johna Maina.
"Nikt nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten,
komu Syn zechce objawić." Dlatego może Ojcowie Pustyni bardziej dbali o to, aby
być z Bogiem niż o to, aby o Nim mówić. Gdy młody filozof spytał starca Serafina o
Jezusa, otrzymał taką naukę: "By modlić się jak Syn - trzeba byś stał się synem i
utrzymywał z Tym, którego On nazywa swym i naszym Ojcem te same związki
bliskości jak on; jest to dzieło Ducha Świętego, który przypomni ci wszystko, co Jezus
powiedział". Powtarzanie prostego wezwana modlitwy - "Panie zmiłuj się nad nami!"
- to również trwanie z Jezusem na modlitwie w Ogrójcu, który modlił się "powtarzając
te same słowa".

Zakończenie

Góra uczy sensu wieczności,
Kwiat, gdy więdnie uczy przemijania,
Ocean uczy spokoju wśród przeciwności,
a miłość uczy zawsze Miłości.


Zadziwiające i różnorodne skutki rodzi modlitwa Jezusowa w nas, gdy ją
praktykujemy z oddaniem przez dłuższy czas. Wspomina o tym rosyjski Pielgrzym,
który doświadczył wielu błogich pociech, tak samo w duchu, w odczuwaniach jak i w
objawieniach: "W duchu - pisał on - zaznajemy na przykład słodyczy miłości Bożej,
wewnętrznego pokoju, zachwycenia umysłu, czystości myśli, uszczęśliwiającego
myślenia o Bogu. W odczuwaniu - miłego ciepła serca, słodyczy wypełniającej
wszystkie członki, radosnego drżenia serca, rześkiej lekkości; odczuwamy życie jako
przyjemne, nie trapią nas choroby i troski. W objawieniach - oświecenie, wnikanie w
Pismo święte, rozumiemy mowę stworzenia, czujemy się oderwani od ziemskiego
zgiełku, poznajemy słodycz życia wewnętrznego, jesteśmy pewni bliskości Boga, jak
również Jego miłości do nas".
Każdy z nas może osiągnąć szczyty modlitwy Jezusowej bez żadnej techniki,
poza jedną - "techniką" miłości. Bez niej modlitwa nic nie znaczy. Modlitwa - jak
powiedzieliśmy na początku - jest łaską, jest więc darem absolutnie wolnym i nas
jednak zależy, co z tym darem zrobimy. Gdzie jest największe dobro, tam najłatwiej
zasiać wielkie zło, dlatego trudno jest spodziewać się wielkich owoców modlitwy bez
poważnie potraktowanej ascezy i wyrzeczenia.
Ostatecznie modlitwa Jezusowa, jak każda modlitwa, jest wyrazem miłości i do
miłości prowadzi. Miłość wystarcza sama sobie, nie pyta: "Dlaczego?", bo w sobie
znajduje odpowiedź i oparcie. Kocham dla samej miłości i mam odwagę być
kochanym. Jedynie miłością może odpowiedzieć człowiek na bezwarunkową miłość
swego Stwórcy i Zbawiciela.
Gdy postępujemy na drodze modlitwy, słowa stopniowo zanikają, rodzi się cisza,
w której objawia się miłość Boga, bo "Bóg jest miłością". Gdy promieniujemy miłością,
wtedy pociągamy innych do Boga, dlatego modlitwa Jezusowa staje się także
największym dziełem ewangelizacyjnym.

 

Jan Mirosław Bereza OSB

Ukrzyżowany spogląda na nas i pyta, czy wciąż jeszcze chcemy dotrzymać tego co przyrzekliśmy Mu w godzinę łaski. Z pewnością ma powód, żeby tak pytać. Krzyż jest dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, znakiem, któremu się sprzeciwia. (E. Stein)