Specyfika medytacji karmelitańskiej


 

Modlitwa ma imię człowieka. Każdy podąża swoją drogą. Modlitwa ma imię Boga. Dla każdego jest Drogą. Karmel najczęściej i najchętniej kojarzy się wielkim modlitewnym nurtem, być może dlatego, że modlitwa jest oddechem życia chrześcijańskiego, być może dlatego, że przed modlącym otwiera się Jezus. W dokumentach odnowionego Karmelu potwierdzona zostaje modlitwa jako najważniejsze zajęcie, jako najważniejsza część (potior pars), w odróżnieniu od służby bliźniemu (posterior pars)[1], to co odróżniało działanie do wewnątrz (ad intra), od działania zewnętrznego (ad extra), co różniło rzeczy niebieskie od rzeczy ziemskich[2].

 

1. Kosztowanie mocy Boskich słów

Pierwotnie Karmel zafascynowany prorokiem Eliaszem (1-2 Krl) chciał przechować na ziemi tę niezwykłą gorliwość i pragnął dorównać ogniowi słów i miłości, która go pochłaniała. Słowa Eliasza: Żarliwością rozpaliłem się o chwałę Pana (1 Krl 19,10), były niegasnącym żarem modlitwy. Modlitwy, która odwoływała się do chwały. Żarliwość rozpalała serca i pozwalała wychodzić z samotności eremów na drogi człowieka, jak kiedyś Eliasza zmuszała, by zastąpił drogę Achabowi (1Krl 17,1). Modlitwa żywiona psalmodią i – jak mówiła Reguła pierwotna – rozważaniem Prawa dzień i noc, była czuwaniem przy tajemnicy Bożych słów, spijaniem ich sensów. W zaciszu doliny Wadi’ain es-Siah, prowadząc życie utkane z Bożych słów, smakowali w sercu potęgi Bożej obecności i słodyczy niebieskich chwał, albo jak określa to autor listu do Hebrajczyków – kosztowali wspaniałości słowa Bożego i mocy przyszłego wieku (6,5). Modlitwa stała się czerpaniem. W centrum takiej modlitwy zamieszkiwało zadziwienie naturą obecności Boga, zawarte w słowach spadkobiercy ducha Eliasza – Elizeusza: Żyje Bóg, w którego obecności stoję (2 Krl 3,14). Boski typ obecności, boskie Jestem, z całą mocą wbijało się, ogarniało i porywało życie łacińskich eremitów z Karmelu. Ale jeszcze bardziej było to zapytywaniem i kosztowaniem własnej tajemnicy, ludzkiego „jestem” osadzonego w Boskiej prawdzie. Karmel podziela to wydobywające się z mroków historii pragnienie, by żyć boskim typem obecności, uczyć się Boskiego Jestem. W jej promieniowaniu można zmierzać do kontemplacji, duchowego i pełnego miłości poznania natury rzeczy, do zjednoczenia z Bogiem, zjednoczenia zasadniczo z Jego słowami, z Jego jedynym Słowem. Jest to ten jedyny typ wypowiedzenia, który Karmel przechowuje – wypowiedzenia siebie, tak jak Ojciec kiedyś wypowiedział Syna, rodząc Go. Modlitwa jest rodzeniem. Ale dla Karmelu jest ona jeszcze bardziej drogą milczenia, drogą zasłuchania – ciszy miłującej i stęsknionej. Człowiek, rezygnując od początku z prób wypowiedzenia siebie na modlitwie, umieszcza się świadomie w ciszy jak w wielkim eschatologicznym oczekiwaniu, by Słowo jeszcze mocniej mogło się objawić. Modlitwa jest jak czuwanie u bram Słowa, aby ono nadchodziło i się rodziło. By Słowo mogło zostać przyjęte, winno się czuwać u bram własnych słów, by nie rozpraszały tego, kim człowiek jest i co jest do wymodlenia. To nadchodzące i rodzące się w człowieku Słowo, jest jedynym uzasadnieniem milczenia i samotności wybranej przez eremitów. Modlitwa karmelitańskich eremów znaczona jest wiekowym syceniem się Słowem. Ci, którzy dostąpili tajemnicy milczenia, dostąpili pełni wieków. Eremici w pierwotnym samorozumieniu byli bliscy Słowa w tym też znaczeniu, że przy Nim napotykali Maryję. Bracia Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel bratali się ze Słowem, razem ze swą Siostrą. Karmelitańskie czuwanie, przeżuwanie Boskich słów, wplatało się w oczekiwanie Maryi, było wspólnym czuwaniem, oczekiwaniem na narodziny Słowa. Serce synów Eliasza, zwłaszcza po przybyciu do Europy, chciało być jeszcze bardziej Ziemią świętą dla Chrystusa, dalszym, duchowym ciągiem obecności na tej ziemi, po której przechadzał się Pan w porze delikatnego wiatru. Tak więc rozważanie i czuwanie przy Bożych słowach przerodziło się w gościnność dla jedynego Słowa.

 

2. Przyjaźń ofiarowana

Karmelitańska modlitwa pogłębiona została i związana z geniuszem św. Teresy z Avila. Swej modlitwy nie wywodzi ani z głębi pustyni, ani z wnętrza zatłoczonych miast, ale z głębi miłującego serca. Stała się prostą, gorącą odpowiedzią na bardzo szczególne odkrycie, że Bóg jest samotny, że ma tak niewielu przyjaciół. Dlatego modlitwa była rozumiana jako rodzaj wewnętrznej, duchowej gościnności – polegała na towarzyszeniu Dostojnemu Gościowi. Gościnność przekształca się w przyjaźń. Karmelitański klimat modlitwy podkreśla gościnność serca i miłosną uwagę. Dlatego modlitwa rozumiana jako rodzaj wewnętrznej, duchowej gościnności, polega na towarzyszeniu Dostojnemu Gościowi. Gościnność przekształca się w przyjaźń. Teresa z Avila całą siłą kobiecego przekonania wypowiada słowa o przyjaźni pomiędzy Bogiem a człowiekiem: Modlitwa wewnętrzna… jest… to poufne i przyjacielskie z Bogiem obcowanie i po wiele razy powtarzana rozmowa z Tym, o którym wiem, że mnie miłuje (Ż 8,5). Modlitwa jest czasem przyjaźni wybieranej i potwierdzanej, czasem wzajemnym. Przemierza dziedziny więzi, dąży do uczynienia miejsca w sercu i całym życiu, w końcu staje się życiem jedynym, wspólnym, oblubieńczym. Modlitwa Karmelu wyrasta z podziwu, podziw zaś z zapatrzenia w duchowe piękno Boga. Teresa podaje bardzo prostą metodę: Przedstaw sobie Pana stojącego tuż przy tobie i patrz…(Tamże). Nie żądam od was o Nim rozmyślań ani natężonej pracy rozumu, ani zdobywania się na piękne, wysokie myśli i uczucia – żądam tylko, byście na Niego patrzyły…(Tamże). To właśnie patrząc, usilnie wpatrując się w Boga człowiek oczyszcza swój wewnętrzny, duchowy wzrok. Zwłaszcza modlitwa kontemplacyjna wiąże się z przejściem przez trud oczyszczenia. Ono uczy zasadniczego widzenia rzeczy. W oczyszczeniu doznaje tej samej prawdy, o której wspomina Jan Paweł II w Novo millennio ineunte: urzeczenie serca (nr 33). Owo „urzeczenie serca” sięga tajemnicy obecnego w człowieku Boga. Przywołajmy znów Teresę z Avila: On blisko jest, usłyszy cię bez głosu, nie potrzeba ci skrzydeł, aby latać i szukać Go; wystarczy udać się na samotność i patrzeć i oglądać Go obecnego we własnym wnętrzu i nie oddalając się od Gościa tak drogiego… cieszyć się Nim. Wtedy powstaje coś w rodzaju Bożej atmosfery – jak to nazywa bł. Elżbieta od Trójcy Przenajświętszej – którą dusza oddycha. W niej rodzi się głębia spojrzenia przenikliwego. Perłą karmelitańskiej modlitwy jest miłosna uwaga (hiszp. atención amorosa), jak nazywa ją św. Jan od Krzyża: Dusza powinna tylko z miłością patrzeć na Boga… trwać niewzruszenie z miłosną uwagą prostą i szczerą, jak ten, który otwiera oczy z myślą o miłości. Otwieranie oczu w myślą o miłości pozwala właśnie tę miłość dostrzegać i być wierny dobru. W miłosnej uwadze objawia się to, co godne miłowania, zwłaszcza ten, który Jest Miłością. Miłością obejmuje się całą rzeczywistość i gruntowne dobro, jakie w niej tkwi.W języku św. Jana od Krzyża wyrażenie „przyjaciel” przybiera formę oblubieńczą. W rozwiniętej przyjaźni dokonuje się wymiana miłości:Oblubieńca... [tj. dusza] oka­zuje Mu wdzięczność za wielkie łaski, jakie otrzymuje ze zjednoczenia się z Nim. Mówi bowiem, że dzięki temu zjednoczeniu otrzymuje głębokie i rozliczne wiadomo­ści o Nim samym, pełne miłości, a przez nie władze jej i zmysł duchowy — przed tym zjednoczeniem ciemny i śle­py — teraz zostają oświecone i zapalone miłością i mogą już tym światłem i żarem miłości odpowiadać na miłość Tego, który je tak oświecił i rozmiłował. Kto bo­wiem prawdziwie kocha, wtedy tylko jest całkowicie zadowo­lony, gdy wszystko, czym jest, co znaczy, co ma i otrzy­muje, odda umiłowanemu. (ŻPM 3,1)To, co jednak najistotniejsze w bożo-ludzkiej przyjaźni, to obdarowanie boską godnością. Św. Jan od Krzyża tłumaczy:Jeśli ktoś kocha i daje dary drugiemu, daje mu i ko­cha go według swego stanu i właściwości. Tak i twój Oblubieniec, o duszo, będąc w tobie, daje ci łaski według swojej godności. Jest wszechmocny, więc obdarowuje cię dobrem i kocha cię z wszechmocą. Jest mądry, więc od­czuwasz, że świadczy ci dobrodziejstwa i kocha cię z mądrością. Jest nieskończenie dobry, więc czujesz, że kocha cię z dobrocią. Jest święty, więc widzisz, że kocha cię i daje ci łaski z świętością. Jest sprawiedliwy, więc kocha cię i obdarowuje sprawiedliwie. Jest miłosierny, łaskawy i łagodny, więc czujesz Jego miłosierdzie, łas­kawość, łagodność. Jest również potężnym, wzniosłym i delikatnym bytem, odczuwasz zatem, że kocha cię z mo­cą, wzniośle i delikatnie. Jest promienny i czysty, czujesz więc, że z największą czystością cię kocha. Jest praw­dziwy, więc naprawdę cię kocha. Jest wspaniałomyślny, więc poznajesz, że kocha cię i obdarza łaskami z całą wspaniałomyślnością, dla twego tylko dobra, bez żadne­go swego interesu. A ponieważ jest mocą największej pokory, z największą dobrocią i szacunkiem cię kocha i równa cię z sobą (ŻPM 3,6).W takim klimacie duchowym wyrasta również bł. Kandyda od Eucharystii, karmelitanka w Ragusa. Ona sama nazywa modlitwę słodkim myśleniem, łagodnym światłem, spontanicznością i czułością serca[3], niezmierzoną miłością, która trwa zamknięta w sercu dla Miłości[4]. Przypomina to określenia św. Teresy od Dzieciątka Jezus, która pisze o wzniesieniu serca, prostym wejrzeniem ku Niebu, okrzyku wdzięczności i miłości… Bł. Kandyda od Eucharystii spotyka się z Bogiem w kontekście – jak to nazywa – podwójnej wiary[5]. Z jednej strony odnosi się ona do obecności Boga w duszy, z drugiej – do obecności w Eucharystii. Tak przeżywana wiara znajduje swe potwierdzenie w ewangelicznych słowach i obietnicach, jak tej pochodzącej z Ewangelii św. Jana: Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim (J 6,56), czy też Apokalipsy: Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną (Ap 3,20). Wiara, która uświadamia sobie wspólnotę nie tylko stołu, ale i życia, pozwala błogosławionej z Ragusy stwierdzić:Kontemplując z podwójną wiarą naszego Umiłowanego w Najświętszym Sakramencie, żyć Tym, który przychodzi każdego dnia, pozostawać z Nim w głębi duszy, to nasze życie[6].Modlitwa rozumiana w ten sposób ma swe przedłużenie w misterium Trójcy Świętej, pozwala wejść w tajemnicę odwiecznego dialogu Ojca z Synem, pozwala zamieszkać w ich boskiej miłości, w także zanurzyć się w niezmierzonych głębinach boskiego istnienia. Z tego wynika że modlitwa chrześcijańska jest doskonałym darem Boga, dzięki któremu możemy trwać zjednoczeni z Ojcem przez Syna w Duchu Świętym. Możemy użyć określenia bł. Kandydy, iż modlitwa dokonuje się w łonie Trójcy Świętej[7]. Bóg jest Miłością, łonem, mieszkaniem i kustodią dla modlącego się[8]. Człowiek modląc się trwa jak dziecko w łonie matki, związany z nią pępowiną, poprzez którą czerpie życie. Bł. Kandyda zwraca uwagę, że modląc się, kryjemy się w Chrystusie. Dzięki takiemu modlitewnemu usytuowaniu, Bóg może od wewnątrz przemieniać nasze życie.Również drogą przyjaźni podąża św. Teresa od Jezusa de Los Andes. Juanita Solar przekonana jest, że jedną z kluczowych postaw jest przyjaźń duchowa. Zdaje sobie jasno sprawę z niewystarczalności tylko ziemskiej miłości. Spogląda na trud jaki zadają sobie rówieśnicy, krewni, przyjaciele, by sprostać wymaganiom doczesnego miłowania. Widzi, jak wysiłki ludzi ku zjednoczeniu w ramach naturalnej miłości są bezskuteczne. Tłumaczy swej siostrze: Ci, którzy kochają się wzajemnie na ziemi, usiłują, moja kochana Rebeko… mieć jedną duszę i jeden ideał, lecz ich wysiłki są bezużyteczne, ponieważ stworzenia są bezradne[9]. Juanita odkryła tak wcześnie sekret miłości Boga, który jako Jedyny, potrafi zaspokoić tęsknotę ludzkiego serca.Mówiąc o przyjaźni, Juanita dostrzega i wskazuje zasadniczo na jej funkcję duchowego wzrastania. Z jednej strony prawdziwa przyjaźń bardzo pomaga w podążaniu drogą doskonałości[10] i polega we wzjamemnym doskonaleniu się i wzrastaniu coraz bardziej w Bogu[11]. Po drugie, wypływa ona z relacji modlitewnej z Bogiem. Modlitwa Juanity posiada swój niepowtarzalny klimat i realizm. W życiu duchowym człowiek często skupia się na motywacjach, intencjach, a na modlitwie także na konkretnych korzyściach materialnych czy duchowych dla siebie i innych. Zapomina o słowach św. Pawła: wszyscy szukają własnego pożytku, a nie - Chrystusa Jezusa (Fil 2,21). Dla pełni życia należy odkryć bezinteresowność miłości. Juanita pisze:Bóg jest miłością. Czyż nie szuka w duszach jedynie miłości? Przed każdą czynnością winniśmy spojrzeć na Niego... Czy możemy być bardziej zjednoczeni? Czynimy to nie ze względu na grzeszników, ani dla żadnej korzyści, ale tylko dlatego, że kochamy[12].Dopiero w takim kontekście rozjaśniają się słowa św. Pawła o miłości: gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał (1Kor 13,3). Bez miłości unieważnione byłyby wszelkie zwycięstwa nad sobą, umartwienia, ofiary, nawet męczeństwo... Juanita szuka odpowiedzi na pytanie, dlaczego Bóg aż tak kocha człowieka. Otrzymuje ją, gdy natrafia na tajemnicę Boskiego Serca: Stwórca posiada Boskie Serce, pełne miłości nieskończonej i tym miłosnym ogniem płonie, jak tylko spotyka kogoś, kogo może pochłonąć. Szesnastoletnia dziewczyna objawia nam czas Oblubienicy: Zostałam pochwycona w sieci miłości Boskiego Rybaka[13]. Niemożliwością jest wyrazić, jak bardzo Go kocham. Mój umysł zajęty jest tylko Nim samym. On jest moim ideałem, bezkresnym ideałem[14]. Świadoma swych zobowiązań, w internacie, pośród szeregu innych dziewczyn żyje dla Umiłowanego: Co noc daję Mu pocałunek, w którym oddaję całe moje istnienie. Jestem tak blisko Jego ołtarza... oddzielają nas tylko drzwi. Więc wyobrażam sobie, że On jest więźniem, a ja otwieram Jego więzienie i przyjmuję Go do swego serca[15]. Należałoby zwrócić uwagę na przedziwny sposób gościnności. Niejako kontynuując ten modlitewny nurt gościnności Teresy z Avila, święta z Los Andes zapisze: Usiłowałam nie myśleć o sobie, ani nie mówić o sobie. To dużo kosztowało, lecz będę to czyniła dla Jezusa, aby Go pocieszyć. Ostatniej nocy powiedział mi, że bardzo cierpi. Oparł się na moim sercu i za­płakał…[16] U Juanity pojawia się potrzeba jeszcze innej gościnności: przeniesienia Chrystusa z Tabernakulum do serca. Wyjaśnia Matce Angelice:Utrzymuję, jak to tylko możliwe jedność z Naszym Panem wewnątrz czystości mej duszy, jak w małej celi. ...i mówię Panu: „Mój Jezu, może nikt nie myśli o Tobie, dlatego tu masz serce ciągle otwarte. Adoruję Cię, kocham Cię. Chcę być zawsze Twoja”. W ten sposób pozostaję skupiona i wolna od świata... modląc się o stałe zjednoczenie z Naszym Panem[17]Święta z Chile wskazuje, że modlitwa jest wspólną pracą Chrystusa i człowieka we wnętrzu. W liście do Gracieli Montes Larraín pisze: Pomoże Ci wiele w modlitwie świadomość, że Chrystus także pracuje w naszym wnętrzu, a my, naszymi czynami dajemy mu materiał, by mógł formować swój obraz[18]. W ten sposó modlitwa zanurzona w czynie, przynosi owoc obfity. Przyjaźń pojawia się również jako boski rodzaj solidarności względem planu Ojca. Jak by to ujęła Teresa z Avila – przyjaźnić się to podzielać te same pragnienia. Nasza święta z Chile stwierdza: Jako zaręczona z Nim, muszę pragnąć dusz i ofiarować mojemu Narzeczonemu krew, którą On przelał za każdą z nich[19]. A gdzie indziej dodaje: Będę Go naśladować i zbierać u stóp Krzyża krew mojego Jezusa, którą przechowywać będę w mojej duszy i którą muszę dawać duszom moich bliźnich tak, aby przez krew Chrystusa mogli oni być obmyci[20].Najważniejszą kategorią przyjaźni i upodobnienia jest droga krzyża. Właśnie tę jako najbardziej uprzywilejowaną wybrał Ojciec dla swego Syna. I Syn dzieli się nią z tymi, których miłuje. Juanita dostrzega to i przyjmuje z całą miłością:On przychodzi ze swoim Krzyżem, nad którym napisane jest tylko jedno słowo, poruszające moje serce po najbardziej wewnętrzne włókna: „Miłość". O, jakże piękny ukazuje się w zbroczonej krwią tunice. Ta krew jest cenniejsza dla mnie niż wszystkie klejnoty i diamenty całego świata"[21].Szczytem, ukoronowaniem duchowej przyjaźni jest zjednoczenie. Odnośnie do tego tematu Juanita notuje:Potem [Pan] powiedział mi, że Najświętsza Trójca jest w mojej duszy i powinnam Ją adorować. Na­tychmiast pogrążyłam się w skupieniu, kontemplowałam Ją, i wydawało mi się, że jestem napełniona światłem. Moja dusza była unicestwiona. Widziałam Jego nieskończoną Wielkość i tak uniżył się, aby zjednoczyć się ze mną, nędzną nicością…[22]Tajemnica zjednoczenia rozlewa się w miłości na cały Kościół, tryska potrzebą dzielenia się swym darem, co oznacza, by jak najwięcej ludzi wciągnąć w przestrzeń tej miłości. W istocie chodzi o dzielenie się Umiłowanym. Miłość dojrzała, eklezjalna nie chce zastrzegać Zbawiciela dla siebie, do czego skłonna by była miłość doczesna. Co więcej, z relacji tej wypływa utożsamienie się ze zbawczą misją Chrystusa. Juanita pisze: Jesteśmy zbawicielkami zjednoczonymi z naszym Zbawicielem. Jesteśmy hostiami, gdzie mieszka Jezus. W nas żyje, modli się i cierpi za grzeszny świat. (…) Dusza zjednoczona i utożsamiona z Jezusem może wszystko. Wydaje mi się, że tylko modlitwą można to osiągnąć. (…) Zbawić duszę nie jest niczym innym, jak darowaniem jej Jezusa, a ten, kto Go nie posiada, nie może dać niczego[23].Realizacja charyzmatu nie byłaby pełna, gdyby nie była dzielona ze środowiskiem, w którym się żyje. Rodzina i przyjaciółki stanowiły dla Juanity naturalne otoczenie, której miłość do Chrystusa została przekazana. Do Rebeki, swej siostry pisze 15 kwietnia 1916:Chciałabym zapalić Ciebie tą miłością. Jakim szczęściem byłoby dla mnie, gdybym mogła Jemu dać Ciebie! O, nigdy niczego nie potrzebuję, gdyż w Jezusie znajduję wszystko, czego szukam! On mnie nigdy nie opuszcza. Jego miłość nigdy nie maleje. On jest tak czysty, tak piękny.[24]Przyjaźń rodzi przyjaźń, dar rodzi dar, Bóg narodzony w sercu, rodzi inne serca dla Boga. Dla tej wymiany i mnożenia przyjaźni, święci zadają sobie wiele trudu.

 

3. Wpatrywanie się w Boga

O. Bartłomiej od św. Bazylego, wspólczesny św. Janowi od Krzyża, rozpowszechnił w zakonie sposób modlitwy, którego nauczył się w Pastranie. Przez modlitwę rozumiano podniesienie ducha do Boga, w którym przedstawia się Naszemu Panu swoje potrzeby, i prosi Go o wsparcie oraz trwa przed Jego Majestatem. Dzieli się na siedem części: przygotowanie, czytanie, rozmyślanie, kontemplacja, dziękczynienie, prośby i zakończenie. Dla doskonałej modlitwy konieczne są trzy rzeczy: czystość sumienia, pokój i skupienie ducha, czystość intencji[25]. Modlitwa Karmelu wyrasta z podziwu, podziw zaś z zapatrzenia w duchowe piękno Boga. Teresa podaje bardzo prostą metodę: Przedstaw sobie Pana stojącego tuż przy tobie i patrz… (D 26,1). Nie żądam od was o Nim rozmyślań ani natężonej pracy rozumu, ani zdobywania się na piękne, wysokie myśli i uczucia – żądam tylko, byście na Niego patrzyły… (D 26,3). To właśnie patrząc, usilnie wpatrując się w Boga człowiek oczyszcza swój wewnętrzny, duchowy wzrok. Zwłaszcza modlitwa kontemplacyjna wiąże się z przejściem przez trud oczyszczenia. Ono uczy zasadniczego widzenia rzeczy. W oczyszczeniu doznaje tej samej prawdy, o której wspomina Jan Paweł II w Novo millenio ineunte: urzeczenie serca (nr 33). Owo „urzeczenie serca” sięga tajemnicy obecnego w człowieku Boga. Przywołajmy znów Teresę: On blisko jest, usłyszy cię bez głosu, nie potrzeba ci skrzydeł, aby latać i szukać Go; wystarczy udać się na samotność i patrzeć i oglądać Go obecnego we własnym wnętrzu i nie oddalając się od Gościa tak drogiego… cieszyć się Nim (D 28,2). Modlitwa jest jak zdzieranie zasłon, welonu przypadkowości, pokonywanie barier zmysłów. W widzeniu natury rzeczy człowiek dobiera do prawdy zawartej w rzeczach, w boskim świetle ocenia ich wartość. Modlitwa odsłania dramat niewystarczalności natury i jej skłonność do uwodzenia powierzchownym pięknem. Modlitwa toruje drogę do piękna ukrytego. Uczy się człowiek, jak żyć ukryty dla Boga ukrytego, ogarnięty i zawładnięty Jego tajemnicą.Ale kontemplacja może rodzić się z wyczerpania. Gdy nie możemy się już dłużej modlić, patrzmy na Niego, radzi bł. Elżbieta w swoim liście (L 56). Wypatrywanie Boga z głębi niemocy wznoszenia, zza przytłoczenia codziennością… Wtedy sam wzrok umęczony jest modlitwą.

 

4. Poryw serca

Najpełniej żar modlitwy objawia się w płomienności pragnienia. Wywodzi się ono z najczystszego, boskiego, najbardziej stwórczego pragnienia samego Boga, który zapragnął i stworzył człowieka dla siebie. Człowiek je nosi, niż żyje i w nim się porusza – coś najbardziej pierwotnego dla religii, dla modlitwy. Żyjąc, zmierza ku sobie, ku swej tajemnicy, którą jest Bóg. Sięgając swego początku, sięga jednocześnie Boga, który tkwi u jego początku. Tak modlitwa staje się najszybszym zmierzaniem do swej tajemnicy, ale i wyprowadza człowieka z siebie. Pragnienie ludzkie życia dla Boga od początku jest wspomagane przez Boskie pragnienie. Wznosi człowieka. Mała Teresa napisze: Dla mnie modlitwa jest wzniesieniem serca, prostym wejrzeniem ku Niebu, okrzykiem wdzięczności i miłości zarówno w cierpieniu, jak i w radości; na koniec jest to coś wielkiego, nadprzyrodzonego, co rozszerza mą duszę i jednoczy mnie z Jezusem (C, 25r-v).To nie tylko spontaniczne bicie serca dla Chrystusa, ale głęboka, ludzka potrzeba, która wyraża sens samego bycia. Dlatego Karmel jest tradycją, która wyrasta z modlitwy. A może nie tyle z modlitwy, co z rozmodlenia – żyje, by przemodlić życie. Wznoszenie, a raczej poryw serca, bez konieczności artykułowania tysięcznych próśb, bez przypominania Bogu ciągle o moim zagrożonym istnieniu, znaczy, że nie chodzi o słowa, ale – by iść bezpośrednio w Boga. Modlitwa jest jak porwanie w Boga. Razem z człowiekiem jego sprawy zostają porwane w Boga. Porwany w niebiosa już nie potrzebuje mówić o cierpieniu, ale cierpi razem z Bogiem, już nie potrzebuje mówić o miłości, ale miłuje razem z Bogiem, już nie mówi o swoich potrzebach, ale potrzebuje Boga. W modlitwie dokonuje się rozszerzenie serca, łaska nowego, głębokiego pojmowania. Jest to niezwykła łaska pogłębienia zdolności do miłowania. Serce jest niemal rozrywane przez nieskończoność Boga. Modlitwa jest umiejętnością przyjmowania Boga prawdziwego, rzeczywistego, trwaniem pomimo bólu boskiego przychodzenia. Spragniony Bóg przychodzi i pragnie, by ogień miłości płonął i rozszerzał. 5. Trawienie miłościąBł. Elżbieta z Dijon pragnęła modlitwą miłości objąć całe życie: Budzić się w Miłości, poruszać się w Miłości, zasypiać w Miłości, z duszą w jego duszy, z sercem w jego sercu, z oczyma utkwionymi w Jego oczach, aby ten kontakt z Nim mnie oczyszczał i uwalniał od mojej nędzy (L 177). Modlitwa to życie dojrzewające pod Boskim wejrzeniem. W kontemplacyjnym świetle wszystko obfituje prawdą, objawia ją i dopowiada. Modlitwa wtedy ma naturę ognia – to droga człowieka trawionego miłością. Św. Jan od Krzyża napisał: wsparty, bez żadnego oparcia; bez światła i w ciemności kroczę, trawiony miłością. Trawienie miłością znaczy, że modlitwa nie jest środkiem znieczulającym, jakąś terapią wspomagającą dobre samopoczucie, ale swego rodzaju odpowiedzialnością za Boga. Człowiek będący blisko Boga nie może nie kochać Jego boskich zamierzeń, tajemniczych dróg pośród historii. Miłując poświęca się temu dziełu zbawienia, duchowo angażuje; dzieło to w nim dojrzewa. Serce rozpłomienia się tym samym żarem nieugaszonym, który obejmował ducha umierającego Chrystusa wołaniem „Pragnę”. Modlitwa razem z Chrystusem zstępuje do piekieł i razem z nim zmartwychwstaje. Teresa z Avila pragnęła trwać nawet do skończenia świata w czyśćcu, modląc się o uratowanie przynajmniej niektórych. A Elżbieta się modli: będę gotowa żyć nawet w piekle, aby z piekielnej otchłani bezustannie wznosiła się ku Tobie modlitwa kochającego Cię serca (Dz, 24.01.1900).W świetle takiej modlitwy cierpienie nabiera najbardziej czystego, zbawczego znaczenia. Elżbieta zauważa: To zaś światło ukazuje mi, że cierpienie, w jakiejkolwiek postaci się pojawia, jest największym dowodem miłości, który Bóg może okazać swemu stworzeniu (L 315). Karmel poprzez noce ciemne i kontemplację oczyszczenia najbardziej chyba ujawnił duchowe znaczenie modlitewnego cierpienia. Cierpienie, zdecydowane trwanie przy krzyżu, jest modlitwą kenotyczną, modlitwą posłuszeństwa, uniżenia, która najbardziej wywyższa, pozwala zasiadać po prawicy. Tylko w takiej szkole można mówić, jak Elżbieta (Dz, 17.03.1899), o uroku cierpienia, któremu nic nie może dorównać. Dlatego też Teresa z Lisieux wybiera wydziedziczenie, wygnanie: Od dawna już nie należę do siebie, oddałam się całkowicie Jezusowi, który ma teraz pełną swobodę czynienia ze mną tego, co Mu się podoba. On dał mi pociąg do życia w całkowitym wygnaniu, pozwolił poznać wszystkie cierpienia, na jakie bym tam napotkała, pytając mnie, czy chcę wypić ten kielich goryczy do dna (C, 10v). Jej modlitwa, zwłaszcza pod koniec życia sięga w gęsty mrok ponurego ateizmu, gdy zasiada do stołu z grzesznikami, i spożywa gorzki chleb niewiary. Istnieje czas modlitwy gorzkiej jak piołun, gdy nieme słowa zamierają w sercu. Ale człowiek tak heroicznie bierze cierpienie na siebie, by jak bł. Elżbieta, pomóc Jezusowi zapomnieć o cierpieniach (Dz, 12.02.1899). Rozmodlona miłość nie cofa się przed niczym. 6. Bóg modlitwy – odpoczynkiem i spotkaniemModlitewna miłość choć czasem przemierza drogi krzyżowe, ostatecznie odnajduje status oblubieńczy. Po przejściu pól bitewnych, czasu oczyszczenia, dotrzeć można do komnat Oblubieńca. Jest ona jak radość poranków wyśnionych. Bł. Elżbieta z Dijon przywołuje taki wymiar modlitwy: Ona jest odpoczynkiem, wytchnieniem. Po prostu przychodzimy do Tego, którego kochamy i jak małe dziecko w ramionach matki trwamy przy Nim, pozwalając mówić sercu (L 123). Ponieważ modlitwa jest więzią dusz (Bł. Elżbieta, L 20), jest wspólnym życiem w ramionach – pomaga nam zatem głębiej wchodzić w tajemnicę Kościoła. Dobrze jest modlić się wzajemnie i spotykać się przy Bogu. Tam nie liczy się ani odległość, ani nie ma rozłąki… (L 36). Modlitwa Karmelu nie tylko sięga szczytu ludzkich aspiracji, ale akcentuje wspólne bycie z Bogiem, byciem w Bogu. Ostatecznie to On wszystko ogarnia i zamyka w swej Tajemnicy.


 

[1] D. P. Maroto OCD, L’orazione nel Carmelo teresiano dal secolo XVI fino al 1950, [w:] L’orazione nel Carmelo…,dz. cyt., s. 38 (35-57).

[2] Podstawy teologiczne modlitwy i ich karmelitańska specyfika zostały ujęte w następujących dokumentach Zakonu: Il Carmelo teresiano. Vita di orazione. Lettera pastorale del P. Finiano della Regina del Carmelo, Preposito Generale O.C.D. a tutto l'Ordine, Roma 1977; Nel cammino del nostro rinnova­mento. Documento capitolare sulla vita dell'Ordine (Kapituła generalna 1979); Il Carmelo Teresiano. Rinnovamento cultura­le e presenza nella Chiesa, Roma 1985.

[3] Madre Maria Candida dell’Eucaristia, Colloqui eucaristici, Roma 2004, s. 129.

[4] Tamże, s. 133.

[5] Tamże, s. 119.

[6] Tamże, s. 119.

[7] B. Forte, La preghiera nella vita trinitaria, w: Al fuoco del’Eucaristia. Atti della settimana eucaristica in ricordo della Serva di Dio Madre Maria Candida dell’Eucaristia (1884-1949), Ragusa 10-16 gennaio 1995, Roma 1995, s. 85 (c. 83-95).

[8] Madre Maria Candida dell’Eucaristia, Nel tuo candore eterno. Preghiere, Roma 2003, s. 6.

[9] Św. Teresa de Los Andes, Dziennik…, dz. cyt., s. 77.

[10] List 44, [w:] Św. Teresa de Los Andes , Diario…, dz. cyt., s. 170.

[11] List 82, [w:] Tamże, s. 239.

[12] List 40, [w:] Tamże, s. 163.

[13] Św. Teresa de Los Andes , Dziennik, dz. cyt., s. 76.

[14] Tamże, s. 76.

[15] Tamże, s. 93.

[16] Tamże, s. 93.

[17] List 36, w: Św. Teresa de Los Andes , Diario…, dz. cyt., s. 153

[18] List 13, w: Tamże, s. 123.

[19] Św. Teresa de Los Andes , Dziennik…, dz. cyt., s. 77.

[20] Tamże, s. 87.

[21] Tamże, s. 77.

[22] Tamże , s. 154.

[23] List 130, w: Diario…, s. 320.

[24] Dziennik, s. 76.

[25] E. Pacho, Estudios Carmelitanos, Burgos 2000, s. 105.

Ukrzyżowany spogląda na nas i pyta, czy wciąż jeszcze chcemy dotrzymać tego co przyrzekliśmy Mu w godzinę łaski. Z pewnością ma powód, żeby tak pytać. Krzyż jest dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, znakiem, któremu się sprzeciwia. (E. Stein)