Powołanie osoby

Powołanie osoby według Edyty Stein

Pojęciem powołania określa się wezwanie osoby do wyboru pewnej drogi życiowej lub objęcia funkcji. Odpowiedź osoby na powołanie jest swoistym aktem woli, podjętym w wolności, realizowanym i pogłębianym mocą świadomej decyzji. Musi ona być odpowiedzialna, kształtowana w prawdzie i poszukiwaniu dróg samorealizacji, opartych jedynie na osobowej relacji z Bogiem. „Jeśli całkowicie oddajemy się w ręce Boga, to wolno nam ufać, że On coś z nas wykrzesze. Do niego należy sąd. My nie potrzebujemy obserwować siebie i mierzyć”. W rozeznaniu powołania u człowieka wierzącego może pomóc konfrontacja swej wiary ze światem, który go otacza. Dlatego, „twierdza wewnętrzna”, o której pisała Edyta Stein, jest konieczna nie tylko, by otrzymać mistyczne łaski i zjednoczenie, ale również po to, by posiąść zdolność powzięcia decyzji o drogach życiowych, które każdy musi podjąć .

 

2.1. Sens i wartość osoby ludzkiej

Pytając o powołanie kobiety na podstawie pism Edyty Stein, należy przyjrzeć się strukturze oraz relacyjnemu wymiarowi osoby ludzkiej. Pojęcie osoby wiąże się ze światem duchowym, z ludzkim wnętrzem. Nie trzeba dowodzić, że człowiek ze swej natury nastawiony jest na coś, co go przekracza. „Człowiek jest nie tylko indywiduum psychofizycznym, ale również indywiduum duchowym, świadomym, spełniającym akty podmiotem, osobą”. Edyta Stein mówi o swoistym sacrum osoby ludzkiej, podając przy tym takie przymioty, jak: „tajemniczość, nieujawioność i nieujawnialność”. Jak mawiała, to właśnie życie duchowe cechuje się swoistymi aktami czucia.Wartość osoby ludzkiej, mimo że jest ona niezmienna, wyraża się na tyle, na ile ona sama potrafi obdarzać miłością. Edyta Stein zachęcała, by szerzyć wokół siebie dobroć, która ostatecznie ubogaca samego obdarowującego. „Abym mógł przeżyć radość z dobrego czynu, muszę wiedzieć, czym jest dobroć. Wiedza o dobroci jest momentem fundującym dla przeżycia mojej radości z dobrego czynu. Radość, jako uczucie a nie nastrój, może się nabudować tylko na wiedzy”.

Osoba na tyle może poznać samą siebie i utwierdzić się w danej cnocie, na ile skonfrontuje siebie z innym człowiekiem. „Na pytanie, kim jest człowiek, nie możemy odpowiedzieć pytając bezpośrednio o niego, lecz poprzez analizę relacji międzyludzkich”. Na wartość osoby ludzkiej szczególniejsze światło rzuca ludzka zdolność do miłowania. Miłość stanowi szczytowy wyraz afirmacji osoby. Nie można empirycznie zmierzyć uczucia miłości osobowej. Miłość może być relacją jedynie między osobami, a więc w sensie podmiotowym. Nigdy nie zaistnieje ona miedzy osobą a rzeczą, gdyż ze swej natury jest ona szczytem relacji osobowej. „W akcie miłości mamy ujęcie, względnie intendowanie osobowej wartości, która nie jest żadną wartością ze względu na inną […] gdyż ona jest samą wartością i kochamy ją «ze względu na nią samą»”.

Jak organiczna materia buduje nasze ciało, tak – zauważa Edyta Stein – osoba ma również swoisty „budulec”. Próbując go określić Edyta Stein stwierdza: „Czym osoba jest, widzimy od razu w tym, w jakim świecie wartości ona żyje, do jakich wartości ma dostęp i jakie dzieła […] stwarza”. Wnętrze osoby i to, kim naprawdę jest, ukazuje się wyraźnie wtedy, gdy zostanie pozbawiona swych zewnętrznych przymiotów. Wbrew tym, którzy opierają swoją moralność na tzw. „dobrych intencjach”, Stein twierdzi, że „myślenie nic nie zdradza z czystości i głębi duszy – lecz motywy, przez które ono jest kierowane”.

 

2.2. Istota osoby ludzkiej

Analizując strukturę osoby ludzkiej Edyta Stein stara się rozjaśnić jej „ciemne głębie”. Jedynie z perspektywy Bytu Absolutnego jest możliwe zrozumienie osoby ludzkiej. Stein poszukuje odpowiedzi na pytanie, przez co człowiek jest osobą? Nie chodzi tu o określenie bytu człowieka w ścisłym sensie tego słowa, ale o określenie jego istoty. Analiza pojęcia osoby wymaga zdefiniowania podstawowych pojęć antropologicznych, takich jak: ciało, Ja, dusza oraz duch. Nie znaczy to jednak, jakby „w człowieku istniał duch obok duszy”. „Dusza jest duchem [spiritus] według swej najbardziej wewnętrznej istoty, będącej podstawą wszystkich jej sił”. Świat jest odbierany przez ducha w sposób „prosty” [schlicht], natomiast w duszy jest on przyjmowany w nią samą, i w niej jest on „załamywany”. „Ponieważ życie osobowe jest wychodzeniem z siebie a jednocześnie byciem i trwaniem w sobie – a jedno i drugie stanowi istotę ducha – przeto byt osobowy musi oznaczać także byt duchowy”. W dziełach Edyty pojawia się także pojęcie „Ja”. Nie od razu Ja jest osobą. Dokonuje się to w wyniku pewnego procesu. „Każda osoba musi być pewnym Ja, to znaczy uświadomić sobie [Innen sein] swe własne istnienie, gdyż to wynika z rozumności”. Może zrodzić się pytanie, co to w ogólne znaczy być osobą i w którym momencie nią się staje? Być osobą, to być podmiotem własnego życia. Istotnym etapem stawania się osobą jest moment, gdy „uświadomi sobie swoją odmienność względem całego otaczające go świata”.

Byt człowieka tym różni się od bytu wyższych zwierząt, że cechuje go personalne życie. W centrum osoby łączy się ze sobą wymiar cielesny z wymiarem duchowym. Edyta Stein pisze, że nie ma idealnych osób a z drugiej strony nie ma człowieka całkowicie „bez uczuć”. „Człowiek nie jest ani zwierzęciem, ani aniołem, bo jest zarazem jednym i drugim. Jego cielesna zmysłowość jest inna niż u zwierzęcia a jego duchowość inna niż u anioła […]”. Edith Stein dość obrazowo charakteryzuje pojęcia „Ja” i „dusza”. Ja jest „punktem” na wzór właściciela, który zamieszkuje przestrzeń duszy, podobnie jak się zamieszkuje przestrzeń zamku. „Ja mówi człowiekowi, co dzieje się w jego duszy i w jego ciele”, chociaż nie jest ani jednym ani drugim. Z drugiej strony „Ja i dusza nie stoją obok siebie ani nie dają się od siebie oddzielić”. „Przez to życie Ja odsłania się jako życie duszy [seelisches Leben], a zarazem przez wyjście z siebie i wzniesienie się do światła – życie duszy ukazuje się jako życie ducha”. Ciało nie może w ogóle istnieć bez Ja.

Zdaniem Stein, „ciało należy rozumieć nie tylko jako samo ciało ożywione, ale «zrodzoną» istotowo postać, a przez duszę nie jedynie istotową formę pewnej istoty żyjącej, lecz całe praźdródłowe życie”. Bycie istotą duchową oznacza swobodne przekraczanie siebie, wychodzenie z siebie. Analiza struktury osoby doprowadza Edytę Stein do stwierdzenia, że „życie nie jest tylko niesione od wewnątrz lecz również kształtowane jest przez zewnętrzne sytuacje, przez rzeczy które ono spotyka, przez osoby z którymi żyje”. Pocieszające jest to, że osoba „ma możność zamknięcia się przed tym, co przenika do niej z zewnątrz”. Można by wskazać, jak życie osoby ludzkiej „przenosi się z powierzchni do jej głębi”. Życie jest niesione, „lecz niesienie jest samym życiem i do tego życia przynależy bycie świadomym siebie samego”. Przypatrując się zagadnieniu samoświadomości, Edyta Stein podkreśla, że „życie Ja jest jego istnieniem, lecz nie pokrywa się ono z istnieniem człowieka i początek obudzonego życia Ja nie jest równoznaczny z początkiem ludzkiego istnienia”.

O powierzchni i peryferiach można mówić tam, gdzie jest głębia i centrum. Na powierzchni osoby możemy się spotkać jedynie z aktami „zmysłowymi”. Na peryferiach można zobaczyć akty „nieosobowe”, które nie dotykają nawet powierzchni bytu. Stein rozróżnia przy tym różne refleksje nad osobą: że osoba jest, czym jest i jaka jest. Mówiąc o centrum osoby ludzkiej, Stein mówi o tzw. „jądrze osoby”. W innym miejscu jest mowa o „głębi” lub „rdzeniu” osoby [Kern der Person]. Jedynie życie duchowe, może być podłożem dla rozwoju bytu, jądra osoby. „Dlatego o osobie można powiedzieć, że ona ciągle się przemienia, mimo że jądro określające od wewnątrz cały proces kształtowania nie kształtuje się i nie przemienia w ten sam sposób”.

Po zachowaniu zewnętrznym osoby, możemy określić, która płaszczyzna struktury osoby została uruchomiona. Analizując strukturę „jądra osoby”, można wnioskować, iż im bardziej akty wypływają z wnętrza, tym bardziej są osobowe. Jądro to nie może mieć życia aktualnego, a zawarte w nim potencje, aktualizują się w życiu aktowym. To wewnętrzne „centrum” jest fundamentem rozwoju, otwarcia do wnętrza i rozstrzygania o tym, co do człowieka dociera z zewnątrz. Edyta Stein ma świadomość złożoności struktury osoby i tego, że rozwój osoby nie zawsze przebiega prawidłowo. Podkreśla, że osoba może żyć «życiem pozornym». Nie posiada ona wówczas „dostatecznej podstawy bytowej w jej własnym jądrze”. w skrajnych przypadkach osoba nie żyje «z samej siebie», nie żyje jej własnym życiem. Można w taki sposób funkcjonować, jednakże życie takie będzie przeżywane, jakby „obok”, a człowiek nie będzie w pełni realizował ideału człowieczeństwa.

W swoich analizach antropologicznych Edyta Stein używa także terminu „serce”. Określa on właściwy ośrodek życia. Stein nie waha przy tym stwierdzić, że człowiek „myśli sercem”. Wszystkie płaszczyzny życia – intelektualna, wolitywna i uczuciowa są ze sobą powiązane, tworząc całość życia osoby. Istotny jest tu wysiłek w kierunku integracji poszczególnych płaszczyzn. Nie można ich rozpatrywać oddzielnie, lecz jako jedność. Nie istnieją więc akty woli bez aktu rozumu, ani akty uczucia bez aktów woli. Każda z władz duchowych bierze udział w poznaniu świata: „w przypadku rozumu mamy zewnętrzne przyjęcie świata, w uczuciu – wewnętrzne zmaganie się ze światem, w woli – wyjście z siebie do zewnętrznego świata”. To właśnie w sferze rozumu, uczuć i woli rozwija się życie duchowe człowieka. Otaczającą rzeczywistość można jedynie przyjąć, odnieść do tego życia duchowego i zamknąć w uczuciach. Edyta Stein podkreśla, że „świadome duchowe życie jest najwyższym stopniem aktualności, a więc najwyższym bytowym stopniem jądra osoby”.

Zauważa również, że „osoba nie jest wydana światu, ale jest miejscem rozgrywania różnorakich procesów”. Ta analiza struktury osoby ma swoje fundamentalne znaczenie dla rozumienia powołania przez Edytę Stein. Dlatego wszelkie przeżycia, jakie stają się udziałem osoby, mają swoje znaczenie chociaż nie zawsze są dla niej zrozumiałe. Stein podkreśla, że: „gdy się patrzy od strony Boga – nie ma przypadków i całe moje życie aż do najdrobniejszych szczegółów zostaje nakreślone w planach boskiej opatrzności i przed oczyma wszystko widzącego Boga prezentuje się jako doskonałe powiązanie sensu. Wtedy to zaczynam radować się na światło chwały, w którym także mnie ma się kiedyś odsłonić tajemnica powiązania sensu. Dotyczy to nie tylko pojedynczego życia ludzkiego, ale również życia całej ludzkości, co więcej, całości wszystkich jestestw”. Mimo tajemnicy okrywającej ostateczny sens wydarzeń, człowiek powinien starać się go dostrzec. „Spostrzeżenie wewnętrzne stanowi fundament dla samodoświadczenia i samoobserwacji. W nim odkrywa człowiek np. swoje zdolności, nawyki – rozpoznaje siebie”.

 

2.2.1. Cielesno – duchowy wymiar osoby

Podkreślając, że osoba nie jest czystym duchem, ale do jej istoty należy wymiar cielesny, Edyta Stein stwierdza, że istnieje „zależność duchowo-psychicznego życia od dyspozycji i każdorazowego stanu ciała”. Stąd przedmiotem rozważań powinno być też to, „w jaki sposób życie duchowe człowieka znajduje swój wyraz w jego ciele i poprzez nie”. Człowiek nie jest istotą statyczną, dlatego też „odczuwanie stanów ciała dla ducha i duszy stanowi najbardziej zewnętrzne granice życia wewnętrznego”. Innymi słowy, „im bardziej człowiek zagłębia się w swe wnętrze, tym bardziej odwraca się od ciała, a nawet musi się od niego odrywać”. Warto zwrócić uwagę na to, że język niemiecki, którym posługiwała się Edyta Stein, zna dwa pojęcia na określenia ciała. Jedno z nich – Körper oznacza ciało fizyczne, drugie – Leib odnosi się do ciała osoby jako istoty cielesno-duchowej. Właśnie to drugie pojęcie jest preferowane przez Edytę Stein.

Wszelkie hołdowaniu ciału nigdy nie będzie się przyczyniać do rozwoju życia, „gdyż nie liczenie się z wewnętrznym źródłem siły prowadzi do zmaterializowania duszy i ciała”. Stein dostrzega, że człowiek, który całkowicie koncentruje swoją uwagę na ciele, hołdując życiu zmysłowemu, wybiera drogę „bezpłodnej aktywności”. Gdyby postrzegać ciało jedynie w wymiarze zewnętrznym, zostałoby ono zredukowane do ciała fizycznego [Kőrper], ale nigdy nie byłoby „moim ciałem”. Edyta Stein pisze, że „zmysły są wprawdzie organami ciała, lecz jednocześnie oknami duszy, przez które poznaje ona świat zewnętrzny. Zmysłowość jest wspólna ciału i duszy”. Obie te płaszczyzny mogą zostać zintegrowane tak, że „osoba może żyć aktami duchowymi, jak również doskonale odczuwać stany cielesne”.

Można także zbyt mocno zaangażować się w przeżywanie swej cielesności, rozkoszując się nią, troszcząc się i zabiegając o nią. Taka postawa przynosi szkody duszy, która – oddzielona od wartości duchowych – „nie zwraca się ku samemu źródłu światła”. Relacja osoby do własnej cielesności jedynie wtedy jest prawidłowa, gdy ciało jest „kształtowane i niesione od wewnątrz”. „Jeżeli mamy do czynienia z wymazanym horyzontem, nic dziwnego, że człowiek traci poczucie tożsamości, zamieniając się w «wiązkę ról», że życie traktuje jako proces bez celu, jako ciąg epizodów, chwil, ułomków, odcinków. Nie ma bowiem organizujących je transcedentaliów. Jest natomiast «przydatność języka» a wraz z nim «przydatność sumienia»”. Istotne jest by człowiek dostrzegał trwały cel, co pozwala na integrację wymiaru cielesnego i duchowego w pełni prawdy.

 

2.2.2. Osoba ludzka ukierunkowana na pełnię człowieczeństwa

Edyta Stein dostrzegała dynamikę rozwoju osoby. Jest ona zadana sobie samej, jest otwarta na kształtowanie siebie. Stein używa przy tym pojęcia „nosiciela”, by lepiej wyrazić istotę człowieczeństwa. Już w przeżyciach człowieka możemy dostrzec coś, co leży u ich podłoża, „co w nich ujawnia siebie i swoje trwałe własności jako identyczny ich «nosiciel» [Träger] tj. substancjalna dusza”. To tutaj doświadczana jest pełnia przeżyć, „przygodne osoby jako nosiciele ich specyfiki [Eigenart], forma rzeczy jako nosiciel jej pełni treści”. Pojęcie „nosiciela” nie jest określone, raczej jest pozbawione treści.

Osoba musi najpierw się wyzbyć siebie, by rzeczywiście stać się ową pustą formą, by „współujmując swoje ciało” odnaleźć się w Tym, który ją zamieszkuje. „Nosicielem” swego życia jest osoba zmierzająca do pełni. „Człowiek jest dany przez Boga, ale dany jako nosiciel. Nosi siebie jako osobę w wolności, która decyduje o jego losie”. Mówiąc inaczej, tylko osoba „noszona” w wolności, może zasługiwać na miano człowieka.

 

2.3. Bóg warunkiem rozumienia osoby ludzkiej

Osoba ludzka zawsze dąży do pełni jedności z drugą osobą. Szczytem tej jedności jest jej wymiar transcendentalny. Dusza posiada naturalną wolność otwarcia się na Boga i oddania się na drodze zjednoczenia, które jest jedynie możliwe miedzy osobami duchowymi. W tym przypadku mówi się o miłosnym zjednoczeniu . Osoba ludzka przyjmuje Boga i zaprasza Go do najgłębszego wnętrza duszy. Dlatego, jak pisała Edyta Stein „zjednoczenie duszy z Chrystusem jest odmienne od zjednoczenia między osobami. Polega ono na wpuszczeniu korzeni w Niego i wzrastaniu w Nim”.

By nawiązać osobowa relację z Bogiem, konieczny jest proces inicjacji chrześcijańskiej, o którym również wspomina Edyta Stein. Zjednoczenie nadprzyrodzone „rozpoczyna się chrztem świętym i umacnia poprzez inne sakramenty, w każdym w inny sposób” . Innym istotnym aspektem jest wymiar Prawdy. Jak pisze Stein, samo nawet szukanie Prawdy, którą dla osób ochrzczonych jest Bóg, jest już jej znalezieniem. Pisze to w oparciu o własne doświadczenie, gdyż to właśnie odnalezienie prawdy doprowadziło ją do odnalezienia Boskiego Oblicza. Była przekonana, iż „z poznania prawdy o sobie rodzi się miłość i szacunek dla bliźnich”. Złego ducha ogarnia nienawiść z racji niemożności przyjęcia prawdy. „Nienawiść jest znakiem bezsilności, jak miłość jest znakiem mocy”. Jedynie moc Boga i Ducha Świętego działającego w każdej osobie może w niej kształtować płaszczyznę spotkania, by ona sama autentycznie żyła owocami tego, co dokonuje się w jej wnętrzu.

Przemiana osoby ma także istotny wymiar eklezjotwórczy. „W ten sposób Kościół przekształca się w Ciało Chrystusa, ciało żywe, poprzez działanie Ducha Świętego, który zostaje udzielony całemu ciału”. Edyta Stein stanowczo podkreśla istotę pragnienia zjednoczenia z Bogiem. W życiu osobowym „głębia jest zamieszkaniem Boga i miejscem zjednoczenia z Nim; zanim dusza zacznie życie zjednoczone, właśnie jej życie już tutaj się realizuje, choćby do zjednoczenia nigdy nie doszło”.

 

2.3.1. Od osoby człowieka do Boga

Z powyższych treści wynika, iż osoba ludzka jest istotą stworzoną, która istnieje w całej swojej pełni i na najwyższym możliwym szczeblu. Edyta Stein, pragnąc zrozumieć istotę osoby, stara się skonfrontować wiedzę o człowieku z dociekaniami w ramach filozofii Boga. Człowieka jako osobę cechuje wolna wola i rozum. Ponosi on odpowiedzialność za to, co czyni z własnym życiem. By człowiek spełnił się w tym świecie i osiągnął szczęście, musi uzgodnić z wolą Boże swoją wolę . Winien to uczynić w całkowitej wolności. Pisząc o wolności Edyta Stein łączyła ten aspekt z wymiarem duchowym. „Ponieważ zachowanie jest «moim», jest sprawą mojej wolności, posiadam więc moc współpracowania nad kształtowania mej duszy”. W innym miejscu Edyta Stein pisze, że w ascezie objawia się wolność od ciała. Człowiek doświadcza wolności gdy nie ulega niepotrzebnej trosce o nie.

Badając refleksje Edyty Stein na temat osoby, J. Salman stwierdza, iż „człowiek tworzy samego siebie w swojej istocie zależnie od kierunku i obszaru, który wybiera, aby osiągnąć pełnię swej istoty. Wolność jest zawsze oddaniem [Hingabe], a przez to związaniem jako zaniechaniem wolności”. W swych dywagacjach na temat powołania Stein zauważa, że „wnętrze człowieka jest miejscem, w którym «on nie tylko ujmuje swój cały byt i może o nim decydować» lecz również miejsce, w którym może spotkać Boga. Dlatego oddanie, powierzenie się człowieka Bogu jest «najwyższym czynem wolności»”.

Istnieją różne sposoby korzystania człowieka z wolności. Zgodnie z jednym z nich człowiek powierza się w sposób spontaniczny biegowi codziennych wydarzeń. Tak postępując, człowiek egzystuje w świecie bez intelektualnego zaangażowania. Owocem takiej postawy jest wyłączenie głębi osoby z nurtu życia. Często w tym, do czego dąży Ja nie ma racjonalnej argumentacji. „«Wyrzeczenie się» wolności jest wolnym aktem Ja. Również uprawianie swa-woli jest wolnym aktem Ja”. Dla zachowania siebie – tak w jednym jak i drugim wypadku, Ja występuje przeciw sobie. W odróżnieniu od człowieka, „Bóg, kształtujący w doskonałej wolności swoje życie i będący przy tym całkowicie światłem, dla którego nic nie jest skryte, jest w najwyższym sensie Osobą”. W imieniu Boga «Ja jestem» kryje się „wiecznie żyjąca obecność [Gegenwart] bez początku i końca, bez luk i ciemności”. Jako obraz i podobieństwo Boga, człowiek powinien dążyć do kształtowania swojego wymiaru osobowego. Stein odnajduje podobieństwo między tym, co w człowieku jest czasowe, a tym co wieczne. Człowiek, choć jest osobą, nie może samego siebie kształtować w całkowitej wolności, a już na pewno nie jest dla samego siebie dostatecznym światłem. Dlatego też „duch człowieka jest dla siebie samego widoczny, lecz nie jest do końca przeźroczysty; jest w stanie coś innego oświetlić, ale nie jest wstanie całkowicie przeniknąć”.

Podobieństwo osoby ludzkiej do osoby jej Stwórcy sprawia, iż człowiek może i powinien troszczyć się o swój wymiar duchowy i coraz bardziej stawać się Bożym obrazem. Tylko wówczas człowiek zasługuje na miano osoby duchowej, gdy pozostawiając siebie, swoje egoistyczne naleciałości, nigdy siebie w sensie duchowym nie zatraci. Jak pokazało życie samej Edyty Stein, że ta praca jest możliwa i może wydać niezwykłe owoce. Nie chodzi tu jednak o jakiś nadzwyczajny poziom życia osoby, ale o to, co jedynie odpowiada jej wartości. „Tylko osoby duchowe mają wspólne z bóstwem to, że są osobami [Personhaftigkeit]. Tylko one posiadają życie osobowo-duchowe, a przez to coś, co przypomina duchową płodność”.

Szczególnym obszarem wolności człowieka jest jego duchowe życie. Tutaj osoba jest u siebie. Życie charakterystyczne dla człowieka odnosi się jednak nie tylko do ducha, ale też do wymiaru cielesnego. Edyta Stein twierdzi, że „cały przebieg naszego duchowego życia jest w bezpośredniej zależności od stanu naszego ciała”. Mimo to, celem życia duchowego jest pewien stopień niezależności od dynamizmów cielesnych. Tylko będąc w zażyłości z Bogiem „człowiek może dojść «aż do idealnej granicy zupełnego rozwiązania z cielesnych wpływów»”. Osoba pracująca nad swoim wnętrzem, winna być aktywna na poziomie swego życia duchowego. Chociaż człowiek został stworzony jako istota dobra, to jednak Bóg dopuszcza możliwość błądzenia człowieka, nawet gdy wie, że doprowadzi to do utraty przezeń szczęścia. Stąd też istotne jest, by osoba kierowała się zawsze dobrą wolą, tak w stosunku do siebie, jak i innych. Jak pisała Edyta Stein, zła wola przenika całego człowieka i „przemienia się w negatywny obraz samego siebie”. Człowiek, choć jest «ograniczonym obrazem Boga», może przekraczać siebie i wkraczać w otaczający świat nie opuszczając przy tym siebie.

Życie Boga jako osoby „ma całą pełnię w sobie i z samego siebie; znikąd niczego nie otrzymuje – jest ono tym, z czego wszystko inne bierze wszystko, co wszystko inne warunkuje, nie będąc samo uwarunkowane”. By rozeznać swoją życiową drogę powołania, należy iść w głąb swego wnętrza. Kiedy życie ludzkiej duszy „ukształtowane jest osobowo, tam wykształcona jest w pełni natura duchowa”. Dzięki niej dochodzi do osobowego spotkania z Bogiem. „Życie duchowe i duchowe posiadanie staje się tym silniejsze i tym pewniej wewnętrznie przyswojone i zabezpieczone, im głębiej we wnętrzu powstało przeżycie czy dokonało się przyjęcie. Tym, co najgłębsze, jest jednak miłość”. Ojciec prof. Jerzy Gogola, autor wielu artykułów o Edycie Stein, w oparciu o swoje studium podkreśla, iż Bóg „swoją pedagogią wyprowadza człowieka «z jego chaty» i pociąga za sobą, zapalając serce miłością. To przyciąganie Bożej miłości jest tak wielkie, jak przyciąganie kamienia przez ziemię”. Jedynie ta osoba będzie szukała Boga, która sama czuje się przez Niego poszukiwana. „To jej szukanie jest już konsekwencją tego, że ktoś ją spotkał i wzbudził w niej pragnienie poszukiwania”.

 

2.3.2. Od obecności do obrazu Boga w osobie ludzkiej

Warto wrócić jeszcze do różnych aspektów pojęcia „obraz” rozważanego w kontekście analiz autobiograficznych Edyty Stein. Rozróżnia ona trzy znaczenia tego pojęcia. Pierwsze odnosi się do działania artysty, który utworzył i ukształtował swe dzieło. Drugie mówi, że pojęcie to „stanowi wzrokowo uchwytną postać”. W trzecim znaczeniu chodzi o obraz, który odnosi się „do Boga, jak szkic do swej pełnej treści albo odbicie do obrazu pierwotnego”. By stać się Obrazem Bożym, konieczne jest „spełnienie się bytu ludzkiego w relacji «do», nie tylko w aspekcie inteligencji i woli, lecz również poprzez społeczną swą naturę”. Człowiek jest obrazem Boga, szczególnie przez to, że jest zdolny do pracy nad sobą oraz do świadomego życia duchowego. Pełnia bycia obrazem Boga ukazuje się w miłości. Jedynie przez wymiar miłości może upodobnić się do Boga. „Miłość zaś dochodzi do pełnego rozwoju dopiero w posiadaniu. Miłość jest oddaniem się dobru”. Aby się Bogu oddać w miłości, człowiek musi go poznać jako Tego, który kocha. I tylko On sam może mu się tak objawić.

Edyta Stein pisze, że „duch stworzony i miłujący staje się obrazem Boga. Lecz aby siebie kochać musi siebie poznać”. Wpierw winien uczynić to wobec Boga, wobec siebie, a później wobec swoich bliźnich. „Tym, co najgłębsze jest miłość, dlatego pamięć ma w miłości najpewniejsze oparcie”. Stąd też, miłując, człowiek dochodzi do poznania Boga. W duszy człowieka istnieje niezmienny i stały fundament, odzwierciedlający Trójcę Osób. „Tym stałym fundamentem jest miłość. Jeśli miłość w swym najwyższym wypełnieniu jest wzajemnym oddaniem się i zjednoczeniem, przeto wymaga wielości osób”. Wskazując na pewną prawidłowość w życiu emocjonalnym człowieka, Stein stwierdza, że „gdy pragnienie się spełni, wygasa. Posiadanie upragnionego stawia mu kres. Ale nie chceniu ani tym bardziej miłości”.

Człowiek jest obrazem Boga nie tylko dzięki konstytuującemu go duchowi. Bóg jest Wspólnota osób Boskich, co musi znaleźć odzwierciedlanie w całym człowieku. Edith Stein poszukuje bardzo konkretnego odzwierciedlenia Trójjedynego Boga w osobie ludzkiej. Tak, jak w świecie przyrodzonym jest harmonia, tak w osobie ludzkiej też musi ona istnieć. „Człowiek jest jednością [jest obrazem Bożej jedności], a jednocześnie w każdym z nas rozgrywa się trójjedyne życie wewnętrzne: 1) poznawcze uświadamianie sobie [Innensein] własnego bytu w pierwotnej pamięci, która jest zarazem pierwotną formą poznania; 2) odczuwanie siebie 3) afirmacja przez wolę własnego istnienia”. To wzajemne przenikanie się podstawowych form życia duchowego „czyni je właśnie obrazem trójjedni”.

Im bardziej człowiek jest zanurzony w Bogu, tym bardziej winien otwierać się na świat. To właśnie „pamięć w swym potrójnym działaniu sama stanowi trójjedyność i umożliwia strukturę życia wewnętrznego i wychodzenie na zewnątrz”. Jak podkreśla Stein, „bez pamięci nie byłoby «strumienia» życia duchowego, a przez to w ogóle istnienia duchowego”.

Główne ukierunkowanie życia wewnętrznego Edyta Stein upatruje w istnieniu ducha, ale także w zdolności wychodzenia poza siebie, jak też konfrontacji między wnętrzem i zewnętrzem. Zachęca przy tym do indywidualnego zaangażowania się w odkrywanie obrazu Boga w sobie. Bo „kto sam nie czuje wartości, lecz wszystkie uczucia zdobywa jedynie przez zarażenie się od innych, ten nie może przeżywać «siebie», stać się jakąś osobowością, lecz najwyżej jej złudnym obrazem”. Ważne, by osoba również odkryła to w swoim wnętrzu, że poprzez małość dziecka upodabnia się do wielkości Boga. „Dlatego określenie «obraz» nie jest tu wyrażeniem właściwym i trzeba je rozumieć tak, jak się rozumie określenie, że Syn stanowi obraz Ojca. Chodzi bowiem o prawdziwe dziecięctwo Boże”. Od człowieka zależy, na ile zaangażuje się w rozwój swego życia duchowego. Dlatego gdy osoba nie jest autentycznym obrazem Boga, wówczas nie istnieje jako osoba duchowa. Stein podkreśla jednak, że „nie wolno utożsamiać nie-rozwinięcia osoby z jej nie-istnieniem; raczej osoba duchowa istnieje, nawet jeżeli nie jest rozwiniętą”. By stawać się na Boży obraz, coraz bardziej podobnym do Niego, istotne jest wypełnianie Bożych przykazań. „Wypełniając przykazania boskie, zdobywamy głębsze poznanie Boga, a to znów pomnaża miłość”. W naturze samej miłości leży to, że chce i stara się „o głębsze poznanie i już w swym pierwszym zaczątku nie jest bez niego możliwa”.

Ukrzyżowany spogląda na nas i pyta, czy wciąż jeszcze chcemy dotrzymać tego co przyrzekliśmy Mu w godzinę łaski. Z pewnością ma powód, żeby tak pytać. Krzyż jest dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, znakiem, któremu się sprzeciwia. (E. Stein)