Powołanie Edyty Stein

Powołanie Edyty Stein

1.1. Środowisko życia Edyty Stein

Gdy patrzy się na portret rodzinny, obraz rodziny Steinów, nie zdradza on burzliwych relacji, uczuć, czy trudnych losów, jakie czekały Edytę. Pojawia się ona „[…] na rodzinnym portrecie zbiorowym jako najmłodsze dziecko «beniaminek». Jest to typowy «familienbild»”, który przedstawia żydowską rodzinę reprezentowaną przez postaci o twarzach godnych, spokojnych i inteligentnych. „[…] Króluje matka Augusta Stein piękna o mocnych rysach”. Nietrudno dostrzec, iż „matkę Edyty cechowała niezwykła osobowość, przedsiębiorczość i odwaga”.

Mimo to, dla postronnego obserwatora pozostawał zakryty fakt, iż domem Steinów kierowała autorytarna matka Augusta. Musiała być zaradna i mężna, gdy los sprawił, że została sama z gromadą dzieci, które trzeba było wychować. Ten dom w swoim wyglądzie, nastrojony religijnie, mógł sugerować, że „jest się w domu pobożnego rabina”. A tymczasem był to dom licznej rodziny, która w rzeczywistości nie była aż tak bardzo religijna, prowadzony przez Augustę Stein. Czyniła wszystko sama, gdyż po dziewięciu miesiącach od urodzenia 11-go dziecka - Edyty - zmarł jej mąż.

Edyta wychowywała się więc bez ojca ziemskiego. Ojciec niebieski powoli zacznie zastępować jej tą wielką stratę. Być może, dzięki temu doświadczeniu straty, Edyta Stein jeszcze bardziej miała otwarte serce i duszę na tą nadprzyrodzoną relację. Jednocześnie jednak wszystkie dziecięce uczucia zostają przeniesione na matkę. „Miłość do matki miała przez sam fakt, że nie znała ziemskiego Ojca. Matka – symbol ojca i matki jednocześnie. Nie znała ludzkiej miłości ojca. Modli się do Boga, przez pryzmat miłości matki”.

Edith Stein miała bogatą i oryginalną osobowość. Rozmawiała na swój temat tylko z niektórymi osobami ze swego kręgu. Już jako nastolatka miała swój indywidualny świat, do którego nie mieli dostępu nawet najbliżsi. „Nie zwierzałam się ani matce ani komukolwiek innemu. Prowadziłam osobliwe życie pełne nagłych i niezrozumiałych zmian dla zewnętrznego obserwatora […], byłam jak żywe srebro: ciągle w ruchu, kipiąca nadmiarem zabawnych pomysłów, zuchwała i wścibska, nieokiełznanie przy tym uparta, gdy coś sprzeciwiało się mej woli ”.

 

1.1.1. Relacje matka – córka

Postawa matki bywa decydująca w odniesieniu do osobowości córki. Czy jakakolwiek matka chce krzywdy dla swego dziecka? Mimo, że odpowiedź na to pytanie może być tylko przecząca, relacje córek z matkami bywają czasem napięte. Nie inaczej było w relacji Edyty Stein do jej matki. Już jako czternastolatka, Edith „sympatyzowała” z prądami feministycznymi. Była osobą pełną energii nie tylko fizycznej, ale również intelektualnej. Jej postawę cechował jednak swoisty bunt. „Matka świadoma zdolności córki nie chciała nic sugerować, ale obawiała się o przyszłość dziecka, które z dala trzymało się judaizmu, a poza tym było również radykalnym zwolennikiem emancypacji”. Na pewnym etapie życia, Edyta staje przed paradoksalnym wyborem. Gdy wydawało się, że już dużo w życiu zrozumiała, czerpiąc siłę i przykład ze swojej rodziny, postanawia pozostawić wszystko i iść własną indywidualną drogą. Ten radykalizm w kształtowaniu własnego losu będzie jej towarzyszył przez całe życie.

„Mimo przykładu autentycznej wiary i pobożności matki oraz pilnego przestrzegania w rodzinie zewnętrznych praktyk religijnych dziecięca wiara Edyty nie wytrzymywała konfrontacji z wpływami większości nauczycieli, a także części starszego rodzeństwa i krewnych, mniej lub bardziej jawnie manifestujących swoją religijną obojętność a nawet ateizm. Młodzieńczy krytycyzm w połączeniu z jednostronnym intelektualizmem stanowił subiektywne podłoże duchowego kryzysu, w wyniku, którego Edyta u progu dojrzałości uważała się za osobę niewierzącą”. Po wielu latach w pewnym liście przyzna, że nigdy nie musiała korzystać z niczyjej pomocy, była niemal samowystarczalna. Gdy zbuntowana panna Stein przerwała naukę, jej matka przez cały czas milczała, dzięki czemu decyzje Edyty nie prowadziły do rodzinnych awantur. „Jakiegoś ranka pod koniec lata matka zapytała – czy doprawdy ciągle nie mam na nic ochoty. Odpowiedziałam, że żałuję, iż nie poszłam do gimnazjum. Po co żałować – rozumowała. Niektórzy rozpoczynają naukę w 30 roku życia”. Wyraźna aprobata ze strony matki dla odpowiedzialnych decyzji Edyty była dla niej na pewno prawdziwym skarbem. To właśnie w Auguście Stein Edyta znajduje nie tylko matkę, ale również przyjaciółkę. Czy jednak ta więź przetrwa próbę czasu i będzie trwała przez wszystkie dni życia Edyty?

Młoda żydowska kobieta odkrywa, że drugi człowiek nie zawsze jest jedynym lekarstwem na boleści tego świata. Jak trudna może być relacja miedzy matką a córką pokazują okoliczności konwersji Edyty Stein na wiarę katolicką. Postanawia ona szukać prawdy w Kościele katolickim. Jednej z przyjaciółek Edyty, Augusta Stein wyznała, jak bardzo przeżywała uczęszczanie swojej córki na Eucharystię. Dlatego „mimo, iż Edyta starała się zachowywać jak najciszej, ona za każdym razem słyszała skrzypnięcie drzwi i wiedziała, że mogła to być tylko Edyta, i że na pewno szła do kościoła. Nigdy jednak ani słowem nie wspomniała o tym Edycie”.

Wrażliwe, kobiece wnętrze Edyty otworzyło się na Chrystusa. Zapragnęła przyjąć chrzest, wiedząc jednocześnie, jak wielkim to będzie ciosem dla całej rodziny Steinów. Na początku roku 1922 podejmuje ostateczną decyzję. To posuniecie było szczególnym dramatem dla matki i trudną próbą dla ich wzajemnej więzi, z czego Edyta doskonale zdawała sobie sprawę. „Toteż rozmowa, w której Edyta wyznała prawdę swej matce, była dla młodej konwertytki najcięższym przeżyciem. Edyta Stein przygotowana była na ostry spór, pełne oburzenia wyrzuty, a nawet na najgorsze: formalne wykluczenie z rodziny. Któregoś dnia wyznała: «Mamo, jestem katoliczką». Wówczas pani Stein, ów pomnik siły i opanowania, zaczęła bezradnie płakać, po raz pierwszy w obecności córki. W następnych tygodniach i miesiącach wrażliwa Edyta czyniła wszystko, by ulżyć matce”.

Edyta Stein liczyła się z możliwością odrzucenia przez swoje środowisko, tak rodzinne jak i społeczne. W żydowskiej synagodze był nawet zwyczaj, że gdy jeden z członków został chrześcijaninem, odmawiano modlitwy za zmarłych. „Trzeba było wielkiej pewności znalezienia prawdy, by zdecydować się na zranienie matki, wierzącej Żydówki. Będzie jednak chodziła ze staruszką do Synagogi. Chrzest nie zawęził, wprost przeciwnie - poszerzył jej serce”. Ze swej strony Edyta Stein, mimo fascynacji katolicyzmem nie starała się wpływać na zmianę postawy matki. Z grona krewnych jedynie siostrzenica Eryl, która była ortodoksyjną Żydówką, czuła się w obowiązku wpływać na decyzję swej ciotki. Bracia i siostry natomiast, znając dobrze Edytę nie próbowali tego robić, domyślając się, że i tak nie osiągną skutku. Droga Edyty nie osiągnęła jednak kresu z chwilą przyjęcia chrztu.

Zarówno Augusta Stein, jak i jej najmłodsza córka miały świadomość osobowej relacji z Bogiem. Można zadać pytanie, czy patrzyły w tym samym kierunku? To właśnie wiara w Boga, chociaż stała się przyczyną napięć, była jednocześnie elementem łączącym obydwie kobiety. To z niej rodziły się także gesty czułości. „Przytuliłam do serca jej srebrno-białą głowę” – napisze później Edyta, wspominając odejście z domu, by wstąpić do Karmelu. Wspomnienie to wskazuje na moment jeszcze trudniejszy od konwersji na katolicyzm, gdy „po jedenastu latach Edyta zdecydowała się jednak na swój zamiar wstąpienia do klasztoru. W domu zapanowała ciężka atmosfera. Od czasu do czasu matka próbowała przypuszczać nowy atak. Potem znowu następowała cicha rezygnacja”.

Już bardzo wcześnie pojawiła się w niej myśl o wstąpieniu do klasztoru. Swoimi myślami o życiu zakonnym, młoda konwertytka nie mogła podzielić się ze swoja matką, bo ta nie była na to przygotowana i początkowo byłoby to dla niej zbyt wielkim ciosem. Najmłodsza z rodziny Steinów dobrze wiedziała, jaki ciężki okres ma przed sobą. Najbardziej obawiała się reakcji matki na wieść o jej wyborze życia zakonnego, stąd szukała wspólnej płaszczyzny, na której by mogła się spotkać ze swoja matką.

„[…] W pierwszą niedzielę września nastąpiła decydująca rozmowa z matką. Reakcja jej była rozpaczliwa. Na szczęście pozostali członkowie rodziny nie zareagowali tak gwałtownie, choć także dla nich decyzja ta była całkowicie niezrozumiała”. Pełną napięcia relację obydwu kobiet, odsłania ostatnia wymiana zdań, gdy Edyta poszła z matką do synagogi. Po nabożeństwie matka zapytała, czy podobało jej się kazanie, na co Edyta, odpowiedziała twierdząco. Kontynuowała, że nawet w judaizmie może być pobożnie, na co Edith Stein, nie zaprzeczając odrzekła: „Naturalnie, jeśli nie poznało się czegoś innego”. Wtedy matka wręcz rozpaczliwie zapytała: „Dlaczego ty Go poznałaś? Nie chcę mówić nic złego przeciwko Niemu. Mógł być nawet dobrym człowiekiem. Ale dlaczego czynił się Bogiem?”.

W tym czasie w Niemczech panowały antysemickie nastroje. W sytuacji zagrożenia zawsze bardzo istotnym czynnikiem są dobre, wspierające relacje z ludźmi. Edyta podjęła postanowienie, że zanim zrealizuje swój życiowy zamiar, więcej czasu musi poświęcać dla swojej matki, gdyż cała otaczająca je atmosfera bardzo przygnębiająco na nie wpływała. Postanowiła zgromadzić materiały do kroniki rodzinnej. Korzystała przy tym ze świetnej pamięci Augusty Stein, by zgromadzić niezbędne informacje.

Edyta podejmując decyzje wstąpienia do klasztoru oczekiwała błogosławieństwa od swej matki, pozostawiając jej decyzję, czy zechce to uczynić. Nie do końca jednak uzyskała aprobatę matki. Edith Stein nie dała po sobie poznać, jak bardzo przeżywała postawę matki wobec swego zakonnego powołania. Wyrazem niesłabnącej więzi były listy, które matka co piątek otrzymywała od swojej córki. Odpowiedzią było milczenie. „Relacja pomiędzy matką a córką nigdy nie została całkowicie zerwana. To właśnie będzie jednym z najcięższych krzyży, jakie Edyta będzie musiała dźwigać, by móc iść za swoim powołaniem”.

W klasztorze Edyta przyjmuje imię siostra Teresa Benedykta od Krzyża. Jedna z jej sióstr napisała, że matka, w tajemnicy przed rodziną, odwiedzała wrocławski Karmel. Po trzech latach od wstąpienia do klasztoru, Edith Stein otrzymuje bardzo serdeczny list od matki, która ciągle jednak „pozostaje przy swojej wierze”. Po śmierci Augusty, s. Benedykta nie zapomni o niej w swojej modlitwie. To jedyny dar, jaki może złożyć uboga, ale jednocześnie bogata duchowo, córka - karmelitanka. Przyjaciółka Edyty, Jadwiga Conrad – Martius wspomina: „Jako pamiątkę po matce otrzymała Edyta jej hebrajski modlitewnik, o który zresztą sama poprosiła. «Kiedy po raz pierwszy po mym chrzcie znalazłam się z Nią na cmentarzu, najpierw modliła się z niego sama, a potem podała mi otwarty na modlitwie, którą dzieci odmawiają przy grobie swoich rodziców». Bez tego wspomnienia nie miałaby odwagi prosić o tę książkę”.

Pełną napięcia relację obu kobiet charakteryzuje syntetycznie J. Wyleżyska: „Matka, ortodoksyjna Żydówka, mądra i kulturalna kobieta i córka-filozof, która uwierzyła w Chrystusa”. Matka i córka pragnęły wyjść sobie naprzeciw, ale było to trudne, wręcz czasami niemożliwe. Mimo tych napięć relacja s. Teresy Benedykty od Krzyża z jej matką odcisnęła niewątpliwie głębokie piętno w jej życiu i pomogła stawić czoła ostatecznej próbie w obozie koncentracyjnym Auschwitz. To pełna miłości macierzyńska troska, jaką widziała u matki sprawiła, że s. Benedykta „na kolejnych etapach w piekle obozu zajmowała się dziećmi, kiedy przerażone matki przestały reagować na wszystko. Jej cierpienie było dojrzałym owocem scientiae crucis [poznania krzyża], które rozświetlało absurdalność Auschwitz”. W rzeczywistości obozowej jej hart ducha był owocem działania łaski Bożej, opartym o szereg dobrych cech charakteru przekazanych jej przez matkę.

 

1.1.2. Konwersja na wiarę katolicką na tle relacji z małżeństwem

Reinach

Okoliczności konwersji na katolicyzm wskazują, że Bóg wziął pod uwagę cechy osobowości Edyty, m. in. „umiłowanie rozumu, umiejętność logicznego myślenia, zdecydowanie, skłonność szukania prawdy absolutnej oraz pewien radykalizm”. W swym otoczeniu Edith spotkała osoby, które autentycznie żyły Bogiem, w tym szczególnie małżeństwo Adolfa i Anny Reinachów, gorliwych protestantów. Życie Adolfa i jego żony Anny a szczególnie ich żywe świadectwo, stało się pierwszym rozdziałem Biblii, którą przyszło Edycie Stein czytać. Adolf Reinach był naukowcem, prawą ręką filozofa E. Husserla. Już pierwsze spotkanie z nim wywarło na Edycie niezatarte wrażenie, które przerodziło się w platoniczne uczucie. Był to Żyd, który przyjął chrześcijaństwo, wstępując do kościoła ewangelickiego. Pierwsza rozmowa z Adolfem była dla Edyty wielkim szczęściem i przepełniła ją głęboką wdzięcznością. „Wydawało mi się, że nigdy dotąd nie zetknęłam się z człowiekiem tak wielkiej dobroci. Tu spotkałam się zupełnie z czymś innym. Był to jakby wgląd w zupełnie nowy świat”. Trudno się zatem dziwić, że przedwczesna śmierć Adolfa Reinacha głęboko naznaczyła Edytę.

Śmierć Adolfa wstrząsnęła życiem Edyty i wpłynęła na całkowitą zmianę jej światopoglądu. Poczuła ona pragnienie pójścia w głąb w spotkaniu z Bogiem. To właśnie postawa autentyzmu, szczerości, oddania oraz ufności wdowy po mężu, zostawiła niezatarty ślad w życiu Edith Stein. Chrześcijańska postawa Anny, „nadzwyczajna w swej zwyczajności”, która zachowując pogodę ducha wierzy, że spotka męża po śmierci, okazała się dla niej „zetknięciem z Krzyżem”. Dodaje również: „Zobaczyłam po raz pierwszy chrześcijaństwo triumfujące nad ościeniem śmierci”. Edyta prosi wtedy o przymnożenie wiary i zostaje wysłuchana. „Dzięki wierze doświadczyła jedynej wierności, która nigdy nie zawodzi: wierności samego Boga, Przyjaciela i Oblubieńca”. Edyta Stein miała wielki szacunek i miłość dla bliźnich, dlatego można sądzić, że żywiła go także wobec siebie. Zależało jej na wzroście i rozwoju duchowym. Nieustannie „odczuwała tęsknotę za czymś, co przynosiło pokój serca”.

Nie ulega wątpliwości, że Edyta Stein, pomimo wszystko miała świadomość swego wybrania. Polega bowiem ono, na „doświadczeniu człowieczej słabości, na uchwyceniu się Boga mocniejszego od swojej słabości, na zejściu mocą Zmartwychwstałego tam, gdzie On zstąpił, do głębi ludzkiego serca”. Wybrany może stawać się nowym człowiekiem, kochając miłością Chrystusową.

 

1.2. Relacje w szkole i na uczelni

Czytając teksty Edyty Stein dotyczące wychowania czy kształcenia człowieka, można by zadać pytanie – skąd pochodzi zawarte w nich tak wielkie doświadczenie pedagogiczne i mądrość wychowawcza? Swe bogate doświadczenie zdobywała przez wiele lat jako studentka we Wrocławiu, Getyndze czy Fryburgu. Już wtedy ujawnił się jej dar szczególnej empatii. Potrafiła współodczuwać zarówno dobre sytuacje jak i duchowe ubóstwo. Stąd jej silna reakcja na życie studenckie wraz z jego moralnymi wykrzywieniami i pijaństwem, jakie obserwowała w swoim studenckim otoczeniu. Swoje odczucia opisuje w specyficznych słowach: „Napełniło mnie to takim wstrętem, że całe tygodnie nie mogła się z tego otrząsnąć”. Niewątpliwie jej niezwykła wrażliwość została ukształtowana przez pracę w zawodzie, jako wykładowczyni w Instytucie Pedagogicznym w Münster, nauczycielki we Wrocławiu oraz w szkole dominikanek w Spirze.

 

1.2.1. Z rówieśnikami i z uczennicami

Jej niewątpliwy dar pedagogiczny osiągnął dzięki wrodzonemu talentowi, ale też konsekwencji szczególną doskonałość. Jej praca pedagogiczna zyskała też nowy akcent dzięki wierze. Edyta Stein miała świadomość, że nic nie może dać z siebie, gdyby tego nie otrzymała, czerpiąc z samego źródła. Prowadząc liceum dla dziewcząt i seminarium nauczycielskie, zyskała sobie szybko uznanie, dzięki swojej osobowości, w której powagę łączyła się z pogodą ducha, a ogromna życzliwość – z taktem i dyskrecją. „Uczennice były pod wrażeniem jej głębokiej pobożności, z jaką uczestniczyła we Mszy św. Codziennie też spędzała długie chwile na cichej modlitwie przed tabernakulum”.

Te cechy jej charakteru były też szczególnie pomocne wtedy, gdy przez okres ośmiu lat pracowała w seminarium nauczycielskim, prowadzonym przez siostry dominikanki w Spirze. Oto jak ją postrzegano: „Jest niezwykle wymagająca, ale wzbudza zaufanie. Wiele osób tak świeckich jak i duchownych, zwraca się do niej po radę”. W innym miejscu pisze jedna z jej uczennic: „Jej wygląd był subtelny, delikatny i kobiecy. […] Była powszechnie lubiana i uważana za najmądrzejszą, najsprawiedliwszą i najlepszą nauczycielkę w naszej szkole. […] «Nie można już wcale stwierdzić, jaki ma temperament, bo jest w pełni zrównoważona»”.

W środowisku nauczycielskim była znana jako nauczycielka j. niemieckiego i literatury. „Oznaczała się sumiennością i pracowitością. Żyła skromnie, szybko zyskując sympatię i autorytet. Prosta, otwarta i życzliwa dla wszystkich, wywierała wpływ na siostry i uczennice”. Jej postawa wskazywała, że w swoim życiu odnalazła cel, swoiste centrum, wokół którego uporządkowała swoją osobowość. Takie założenia chciała też przekazać swoim wychowankom. Odważnie udzielała również wskazówek wszystkim, którym leży na sercu kształcenie młodego człowieka, mówiąc: „Dzieci w szkole potrzebują nie tylko tego, co mamy, lecz tego, czym jesteśmy”.

 

1.2.2. Ze środowiskiem filozoficznym

Jej postawa nie pozostała niezauważona w środowisku uniwersyteckim, gdzie rozpoczęła pracę jako docent w Niemieckim Instytucie Pedagogiki Naukowej w Monasterze. „Coraz częściej zapraszano ją z okolicznościowymi wykładami i odczytami do różnych miast niemieckich [Fryburg, Heidelberg, Monachium, Kolonia] a nawet za granicę [Wiedeń, Praga, Zurych, Genewa]. Przemawiała zazwyczaj na temat sytuacji kobiety, jej chrześcijańskiego etosu oraz wychowania do spełniania funkcji i zadań we współczesnym świecie”. Była mocno zaangażowana w prowadzenie kursów przygotowawczych do filozofii oraz wykładów z podstawowych problemów etyki. Zajmowała się jednak także fizyką i matematyką, zgłębiając tajniki filozofii przyrody. Prowadziła również, jak sama to określa żartobliwie „przedszkole filozoficzne”. W zajęciach tych brały udział bardzo różne osoby m.in. „trzy studentki, ojciec z zakonu benedyktynów oraz jeden pastor ewangelicki”.

Były przypadki, iż prof. E. Husserl odsyłał interesantów do Edyty Stein, która była jego asystentką. Dzięki temu, coraz większe kręgi osób poznawały szczególną osobowość kobiety – naukowca. Jedna z nich tak opisuje to spotkanie: „Edyta Stein przyjęła mnie nader serdecznie […]. Cechowały ją spokój i rzeczowość. Swymi szarymi zarękawkami i prostą fryzurą sprawiała trochę wrażenie nauczycielki szkoły podstawowej, ale to nie było wrażenie antypatyczne. Nabrawszy z miejsca zaufania do niej powiadomiłam ją o tym, jak skonsternowałam Husserla ujawnianiem swych związków z socjalizmem. Mogłam tę okoliczność zataić […], ale takie postąpienie wydawało mi się rzeczą nieuczciwą i niepiękną. Edyta Stein przyznała mi rację. Sprawę potraktowała z humorem i obiecała uspokoić prof. E. Husserla co do mojej osoby”.

Dla wielu ze swoich przyjaciół, znajomych i profesorów pozostawała ona wciąż koleżanką z uczelni, nawet po przekroczeniu progu klauzury. Edyta jednak domagała się szacunku i uznania swojej nowej tożsamości. W jednym z listów do Romana Ingardena napisze: „Czy nie mógłby się Pan wreszcie przełamać i nazywać mnie «Siostrą Benedyktą», tak jak do tego obecnie przywykłam? Kiedy pisze Pan «Panna Stein», muszę się zastanawiać, co to właściwie znaczy”. Z listów pisanych do swego dwa lata młodszego polskiego kolegi, Romana Ingardena, daje się odczytać relację Edyty Stein do niego, podobną do relacji starszej siostry. Polski filozof przybiera w nich postawę opiekuńczą, chwilami pouczającą, czasem wręcz polemiczną np. gdy gorszy się jej decyzją chrztu.

 

1.3. Edyta Stein jako kobieta

Edyta była osoba nacechowaną radykalizmem we wszystkich swoich działaniach i w takim duchu chciała również poświęcić swoje życie, zachęcając innych do wyrzeczeń, jako nauczycielka i jako karmelitanka. Była przekonana, że swoją duszę człowiek możne zyskać, oddając się całkowicie Bogu, który tylko może ja przyjąć. „I tylko Bóg człowiekowi może sam się ofiarować tak, że wypełni całą jego istotę nie tracąc przy tym niczego z siebie. Dlatego bezgraniczne oddanie, będące zasadą życia zakonnego, jest jednocześnie jedynym możliwym i adekwatnym spełnieniem tęsknoty kobiecego serca”. Były jej obce tendencje maskulinizacji kobiecości; miała świadomość, iż może ona być zagrożeniem dla wielu kobiet. Starała się rozwijać te zalety, którymi została obdarzona według natury i łaski. Jej duchowy kierownik przyjął prywatne śluby zakonne, które złożył na jego ręce. Opat Rafał pisze o Edith Stein, iż cenił ją za „prostotę, naturalność, «przejrzystość», macierzyńską wrażliwość oraz siłę woli i charakteru”.

Inaczej sprawa przedstawiała się odnośnie próby jej habilitacji. Pomimo iż miała duży dorobek naukowy, zamiar habilitowania kobiety był na te czasy tak niecodzienny, że nie znalazła uznania nie tylko w środowisku akademickim, ale nawet u jej profesora, Edmunda Husserla. „«Husserl był zdania, że kobiety nie powinny się habilitować» – wspomina Ingarden. Jak potoczyłyby się jej losy gdyby nie ów antyfeminizm?”. Jako kobieta miała zawsze pozytywny stosunek do niepowodzeń i cierpienia. I w tej sytuacji właściwe nastawienie również było niezbędne. „Z powodu tej całej sprawy nie jestem już ani trochę złą czy smutną, ale uważam ją za bardzo komiczną”.

 

1.3.1. Duchowa matka, nauczycielka i działaczka społeczna

Edyta Stein miała w swoim środowisku bardzo dobrą opinię. Nigdy jednak z tego nie korzystała, nieustannie udzielając pomocy potrzebującym. Ważne dla niej było, okazanie wsparcia duchowego, ale też materialnego. Tak o niej pisze jej zaufana przyjaciółka, również Żydówka i filozof: „Jasno i otwarcie poświęcała się przyjaciołom, rozumiała ich pracę i życie. Rozglądała się, gdzie może pomóc. Dzięki jej własnej otwartości każdy otwierał się przed nią. Nieraz bezpardonowo krytykowała, ale to nie sprawiało bólu, lecz pomogło, dlatego że się nie wywyższała”.

Głód wiedzy nie zdominował do końca osobowości Edyty. Nie unikała nowych wyzwań, a nawet, można powiedzieć, lubiła podejmować ryzykowne decyzje. Wiosną 1914 roku Edyta porzuca studia, by służyć jako pielęgniarka w Czerwonym Krzyżu, oddając się pracy w lazarecie. Matka Edyty Stein bardzo wyraźnie zabroniła jej tej posługi. „«Nie dam ci pozwolenia!» – «Wobec tego muszę to uczynić bez niego»” – odparła mężnie Edyta Stein. Miała świadomość, że za niektóre czyny może być wykluczone nie tylko z rodziny, ale i ze społeczeństwa.

Pomimo wszystko „Edyta była matką chrzestną wielu katechumenów z judaizmu, wielu sama przygotowała do chrztu świętego. Stale jednak bezowocne pozostawało jej apostolstwo wśród członków rodziny”. Dla Edyty Stein było ważne, by znaleźć swoje powołanie w świecie i zgodnie z nim postępować. Ówczesna sytuacja polityczna znalazła duży oddźwięk w jej prywatnych listach. Pisała do Romana Ingardena, że „narody są osobami, które mają swoje życie, swoje stawanie się i wzrastanie, i przemijanie”. W innym miejscu pisze, że ważne są normy etyczne, którymi powinno się kierować państwo. Powołaniem kobiety jest chronić życie i scalać rodzinę. Nie może im być to obojętne, czy życie państwa i narodu będzie również to interesowało. Państwo winno ono realizować pewne wartości, przede wszystkim sprawiedliwość, jak również służyć rozwojowi osobowemu swych obywateli. „Ponad wszelkimi roszczeniami państwa istnieje jako najwyższa norma Bóg”.

Czy panna Stein była popularna ze swoimi poglądami? Do końca nie można tego orzec. Jednak warto podkreślić, że w swych wypowiedziach zawsze ceniła jednostkę, kierując się personalizmem chrześcijańskim. Już jako „młoda adeptka nauki opowiadała się również w swym nowym studium za państwem pojmowanym jako wspólnota ludzi, której każdy członek ponosi cząstkę odpowiedzialności”. Była przeciwniczką wszelkiego naruszania praw obywateli, a tym bardziej kobiet, co było nagminnie praktykowane w państwie autorytarnym. Odważnie, z jeszcze większym naciskiem podkreślała, iż „każdy człowiek podlega przede wszystkim Najwyższemu Panu i tego nie mogą zmienić żadne ziemskie układy władzy”. Edyta Stein cechowała się nadprzyrodzoną pogodą ducha, jak prawdziwa matka, nawet w środku obozowego piekła. Jedna ze współwięźniarek obozu – s. Judyta, portugalska zakonnica zeznaje po latach: „Widziałam też niemiecką karmelitankę. Stała blada, ale spokojna, a nawet pocieszała swoje towarzyszki w cierpieniu”.

 

1.3.2. Karmelitanka i współczesna „Estera”

Edyta Stein ostatecznie wstąpiła za klauzurę w wieku 42 lat. Jak później powie do swojej siostry Erny, że chce umrzeć za swój naród, tak teraz postanawia umrzeć dla samej siebie. Czyni to jedynie ze względu na Boga. „W karmelitańskiej wspólnocie była traktowana jak każda postulantka, bez szczególnych względów”. Większości sióstr pozostała nieznana; choć przewyższała je wiedzą i intelektem, powierzone jej prace wykonywała niezręcznie i nieumiejętnie. „Upokorzenie przyjmowała spokojnie, wdzięczna, że może się wreszcie poświęcić zajęciom, które w okresie jej wybujałego feminizmu, wydawały się poniżające”. Czas wyciszenia i utwierdzania się w powołaniu zakonnym, był niewątpliwie dla Edyty Stein czasem łaski. Szybko jednak się zorientowała, że „[…] prowadzić życie religijne oznacza porzucić wszystko, co doczesne i żyć tylko Bogiem”. Tak pisała: „Stopniowo jednak zrozumiałam, że na tym świecie żąda się od nas czegoś innego i nawet w życiu kontemplacyjnym nie wolno zrywać kontaktu ze światem, że naukę można wykorzystać jako służbę Bożą […]”.

Żydówką Edyta Stein pozostała do końca swoich dni, nigdy nie wypierając się swego pochodzenia. Można powiedzieć więcej – była z niego dumna, o czym będzie jeszcze mowa w dalszej części niniejszej pracy. Miała świadomość, że dalsze pozostawanie w klasztorze w Echt, grozi jej śmiercią. Dowiedziawszy się, że mogłaby przenieść się do klasztoru karmelitanek w Szwajcarii, nie skorzystała z tej możliwości i pozostała, by nie opuścić swej siostry Róży. „Ten wspaniały gest jest dla niej czymś zupełnie oczywistym. Edyta uczestniczyła w cierpieniu swojej siostry prawdopodobnie do ostatniej chwili, przeżywając także jej śmierć”.

Znamienne są słowa, które s. Benedykta wypowiedziała w 1938 r., kilka dni przed Nocą Kryształową. Nabrały one szczególnego znaczenia w kontekście śmierci jej matki oraz ciągle zagrożonego losu najbliższych: „Myślę nieustannie o królowej Esterze, która została wzięta ze swojego narodu, aby wstawiać się za nim przed królem. Jestem taką bardzo ubogą, bezsilną małą Esterą, ale Król, który mnie wybrał, jest nieskończenie potężny i miłosierny. Jest to wielką pociechą”. Edyta Stein wyraziła tu głęboką wiarę w Opatrzność, połączoną z postawą pełną ufności w miłosierdzie Boże. Siostra Teresa Benedykta od Krzyża, miała świadomość, że istnieje jednak coś więcej niż „zimna nienawiść, wrogość, śmierć naszej istoty, ducha i ciała”. Innym razem podkreślała z naciskiem: „Nigdy nie wolno nam dopuścić do tego, by ostatnie słowo należało do nienawiści”. Taka postawa pozwoliła jej opanować lęk przed śmiercią, już „za życia umarła w niej żądza wiedzy, bycia w świecie, życia za wszelką cenę, które nigdy nie daje pełni szczęścia, lecz pozostawiają nasze JA wciąż nienasyconym”.

Ukrzyżowany spogląda na nas i pyta, czy wciąż jeszcze chcemy dotrzymać tego co przyrzekliśmy Mu w godzinę łaski. Z pewnością ma powód, żeby tak pytać. Krzyż jest dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, znakiem, któremu się sprzeciwia. (E. Stein)