Odkrywanie modlitwy

Modlitwa św. Teresy Benedykty od Krzyża

Dla wielu autorów z duchowości modlitwa w życiu danej osoby jest swoistym termometrem, najlepiej opisującym jej życie duchowe. Chcemy zatem popatrzeć na duchowość św. Teresy Benedykty (Edyty Stein) przez pryzmat jej modlitwy. Najpierw przedstawimy jaka droga wiodła ją do odkrycia modlitwy w chrześcijaństwie i do jej praktykowania we jej własnym życiu. Następnie spróbujemy uchwycić jej rozumienie modlitwy, zarówno liturgicznej jak i osobistej, oraz jej podstawowe cechy, które uwydatniają się w życiu modlitwy naszej Świętej.

 

1. ODKRYWANIE MODLITWY

Edyta Stein przyszła na świat w domu, w którym pieczołowicie pielęgnowano tradycje żydowskie, których prawdziwą strażniczką, zwłaszcza po przedwczesnej śmierci ojca, stała się jej matka, Augusta Stein. Od wczesnego dzieciństwa Edyta styka się więc z modlitwą judaizmu, zarówno we wrocławskiej synagodze, jak i w domu, zwłaszcza modlitwą wspólnotową, jak to jest w tradycji judaistycznej, zanoszoną do Boga na głos, na co dzień i przy okazji celebracji świąt żydowskich.

Niektóre z dzieci Augusty Stein z czasem zaczęły odchodzić od wiary ojców, tak też stało się z Edytą. Nauka w szkole sprawia, że styka się z poglądami i postawami areligijnymi, co dość szybko powoduje, że tradycyjne wychowanie w judaizmie nie wytrzymuje próby czasu, czego konsekwencją staje się porzucenie wszelkich praktyk religijnych, w tym również modlitwy. Decydującym momentem stają się kilkumiesięczne odwiedziny kilkunastoletniej Edyty u jej najstarszej siostry Elzy, mieszkającej wraz ze swym mężem w Hamburgu. „Czas spędzony w Hamburgu – pisała po latach w Autobiografii – był pewnym studium przepoczwarzania się… Po uporaniu się z obowiązkami domowymi czytałam. Czytałam, a także słyszałam o sprawach, które nie wychodziły mi na dobre. Specjalizacja zawodowa mego szwagra wymagała posiadania w bibliotece książek nienadających się zupełnie na lekturę dla piętnastoletniej dziewczynki. Oprócz tego Maks i Elza byli zdecydowanymi ateistami i w ich domu nie było śladu jakiejkolwiek religijności. Tutaj także całkiem świadomie i z własnej woli zaprzestałam się modlić” .

Trudno powiedzieć, czy to hamburskie „przepoczwarzanie się” doprowadziło Edytę wprost do ateizmu, co do tego można mieć pewne wątpliwości . Faktem jest jednak, że w wieku około piętnastu lat Edyta w pełni świadomie i dobrowolnie odeszła od modlitwy i innych religijnych praktyk. Jakkolwiek po latach wyzna, że w tym czasie poszukiwanie prawdy było jej jedyną modlitwą, nie zmienia to faktu, że porzuca modlitwę jako taką i inne praktyki religijne.

Co więcej, jako istota z natury refleksyjna i starająca się zgłębić wszystko rozumowo, usiłowała tę swoją postawę uzasadnić od strony intelektualnej. Po ukończeniu liceum podejmuje studia germanistyki, historii i psychologii na Uniwersytecie Wrocławskim, a następnie filozofii w Getyndze i Fryburgu. Wśród studiujących wraz z nią wielu było takich, którzy znajdowali się w podobnej sytuacji religijnej jak ona. Edyta Stein stara się być bardzo uczciwa w swoich poszukiwaniach prawdy o świecie i sensie swojego istnienia. Tej uczciwości i rzetelności uczy się zwłaszcza od swego mistrza Husserla oraz metody fenomenologicznej, która staje się dla niej ważnym narzędziem w tym względzie.

W odkrywaniu wiary chrześcijańskiej i modlitwy dużą rolę w życiu Edyty odegrało świadectwo innych ludzi. Jako fenomenolog była szczególnie wrażliwa na fenomen wiary i życia modlitwy innych. Wiele w tym względzie zawdzięczała filozofom z kręgu Husserla, wśród których wielu przeszło na katolicyzm lub protestantyzm. Szczególnym świadectwem dla niej był Adolf Reinach oraz jego małżonka, którzy przyjęli chrzest w Kościele protestanckim. Po śmierci Reinacha podczas I wojny światowej Edyta zdumiona jest pełną pokoju i ufności postawą jego żony. Patrząc na nią, wchodziła w świat wiary. Po latach, na krótko przed własną śmiercią wyznała, że świadectwo wdowy Reinach było dla niej momentem, w którym jej niewiara załamała się .

W Edycie Stein rodzi się coraz większy szacunek do chrześcijaństwa. Ze swymi przyjaciółmi protestantami w Getyndze chodzi czasem nawet do kościoła protestanckiego na nabożeństwa. Będąc we Fryburgu z Pauliną Reinach, siostrą wdowy po Adolfie Reinachu, wstąpiły na chwilę do katolickiej katedry. Edyta tak to wspomina: „Gdyśmy tam pozostawały w nabożnym milczeniu, weszła jakaś kobieta obarczona koszykiem i uklękła w jednej z ławek na krótką modlitwę. Było to dla mnie coś zupełnie nowego. Do synagogi i zborów protestanckich, do których chodziłam, szło się tylko na nabożeństwo. Tu ktoś się oderwał od wiru zajęć, aby wstąpić do pustego kościoła, jakby na jakąś poufną rozmowę.. Nigdy tego nie zapomnę” . Było to jej pierwsze spotkanie z modlitwą osobistą, w ciszy i w głębi serca zanoszoną do Boga, modlitwą, która potem miała stać się jej tak bardzo bliska. Ten sposób modlitwy odnalazła w Kościele katolickim.

Momentem rozstrzygającym o decyzji na chrzest w Kościele katolickim okazała się lektura Życia św. Teresy od Jezusa, reformatorki Karmelu. Miało to miejsce w 1921 roku w mieszkaniu jej przyjaciółki Jadwigi Conrad-Martius i jej męża w Bergzabern, gdzie Edyta przebywała pod ich nieobecność. Było to jednocześnie jej pierwsze wyraźne spotkanie z Karmelem i jego duchowością.

Chrzest przyjmuje 1 stycznia 1922 roku. Odtąd świadomiei regularnie rozpoczyna praktykę modlitwy, którą równie świadomie zarzuciła w wieku piętnastu lat. Pozostając w kręgu tradycji karmelitańskiej, jeszcze przed wstąpieniem do karmelitanek, a później już w zakonie praktykuje modlitwę osobistą w ciszy. Po przyjęciu chrztu Edyta pozostawała również pod wpływem tradycji innych tradycji duchowych Kościoła katolickiego, zwłaszcza benedyktyńskiej. Jej kierownikiem duchowym przez długie lata był o. Rafał Waltzer, opat benedyktyński z Beuron. W opactwie benedyktyńskim odbywała swoje rekolekcje i dni skupienia, odkrywając wartość i piękno modlitwy liturgicznej Kościoła, sama też codziennie, jeszcze jako osoba świecka, modliła się modlitwą brewiarzową.

 

2. LITURGIA KOŚCIOŁA JAKO MODLITWA

Po swym nawróceniu i chrzcie Edyta poznaje i z fascynacją przeżywa różne formy modlitwy liturgicznej, zwłaszcza Liturgię Godzin oraz celebrację sakramentów. Dziej się to w okresie odnowy liturgicznej w Kościele, której wielkim propagatorem okazało się benedyktyńskie opactwo w Beuron. Patronka Europy odkrywa liturgię jako modlitwę Kościoła, jako „uwielbienie Trójjedynego Boga przez Chrystusa, z Nim i w Nim” , na czym właśnie polega nowość Nowego Przymierza. Stwierdza, że „w Nowym Testamencie człowiek współpracuje w dziele odkupienia w najściślejszym, osobistym złączeniu z Chrystusem: przez wiarę w Niego jako drogę do zbawienia i w głoszoną przez Niego prawdę, przyjmując zaofiarowane mu przez Chrystusa środki prowadzące do zbawienia; przez nadzieję, spodziewającą się z niewzruszoną ufnością obiecanego przez Chrystusa życia; przez miłość, która szuka na wszelkie sposoby upodobnienia się do Niego. Człowiek usiłuje […] jednoczyć się z Nim najściślej w Eucharystii, przedłużać Jego życie mistyczne przez przeżywanie liturgii roku kościelnego” .. Widzimy, jak modlitwa liturgiczna dla Edyty Stein koncentruje się na osobie Jezusa Chrystusa i pozostaje w ścisłym związku z życiem teologalnym człowieka: z jednej strony modlitwa liturgiczna wymaga życia teologalnego, z drugiej zaś życie teologalne karmi się i umacnia poprzez modlitwę liturgiczną. Jest to ważne stwierdzenie, będące świadectwem odnowionego, teologalnego podejścia do liturgii, nie redukowalnej jedynie do rytów i ceremonii.

Modlitwa liturgiczna nie tylko jest uwielbieniem Ojca w jedności z Chrystusem – Pośrednikiem, lecz stwierdza Święta, że „modlitwa Kościoła jest modlitwą żyjącego w nim Chrystusa, a swymi korzeniami dosięga Jego modlitwy w czasie, gdy żył na ziemi” . Tak więc w liturgicznej modlitwie Kościoła sam Chrystus jest orantem, tak jak czynił to podczas swego życia ziemskiego, modląc się psalmami, słuchając słowa Bożego, uczestnicząc w zgromadzeniach ludu. Podczas roku liturgicznego uobecnia się życie Chrystusa i Jego modlitwa, przeżywana w różnych okolicznościach Jego życia.

Zjednoczenie z Chrystusem, który stanowi ośrodek modlitwy liturgicznej, jednoczy również Kościół, będący Jego Mistycznym Ciałem. Stąd też liturgia według Współpatronki Europy jest modlitwą, która w szczególności jednoczy Kościół niebiański i ziemski, zaś najmocniejszym wyrazem tej liturgicznej jedności jest prefacja i sanctus we Mszy świętej . Owocem autentycznego uczestnictwa w misterium Chrystusa za pośrednictwem liturgii jest zawsze doświadczanie pewnej harmonii pomiędzy liturgią a życiem, do tego stopnia, że samo życie człowieka staje się niejako aktem liturgicznym . Wtedy też człowiek, jak zaznacza Edyta Stein, „jeśli w swym codziennym życiu otwiera się na działanie Boże – gromadząc siły do codziennej swej pracy w winnicy Pańskiej, pielęgnując zażyłą przyjaźń z Bogiem poprzez ciągłą modlitwę, szukając u Niego rady, pociechy i pomocy, przeżywając swe życie z Bogiem w ścisłej jedności z liturgią podczas roku liturgicznego – wówczas jego dusza coraz bardziej będzie się wypełniać życiem Chrystusa i spontanicznie szukać Bożego życia we wszystkich ludziach, z którymi wchodzi w relację” .

 

3. MODLITWA JAKO OSOBISTA RELACJA Z CHRYSTUSEM

Osoba Jezusa Chrystusa dla naszej Świętej stoi w centrum nie tylko jednak modlitwy liturgicznej lecz również modlitwy osobistej. Lektura Życia św. Teresy od Jezusa wprowadza Edytę Stein w świat osobistej modlitwy wewnętrznej, rozumianej jako przyjacielska rozmowa z Bogiem, o którym wiemy, że nas kocha . To osobiste wewnętrzne spotkanie modlitewne z Bogiem realizuje się w Jezusie Chrystusie. Od momentu lektury Życia św. Teresy od Jezusa przyjaźń z Chrystusem i jej pogłębianie poprzez modlitwę osobistą stanie się dla Edyty potężnym środkiem prowadzącym ją do zjednoczenia z Bogiem. Kiedy była krytykowana za to, że w swych konferencjach o etosie zawodów kobiecych zbyt mocno podkreślała wymiar nadprzyrodzony i konieczność zależności od Chrystusa, odpowiada: „gdybym nie miała o tym mówić, nie weszłabym chyba na żadną mównicę.

W istocie, zawsze mam do powiedzenia tylko jedną małą i prostą prawdę: jak rozpocząć życie trzymając za rękę Pana” .

Modlitwa dla niej to oddanie się z miłości Bogu, który jest miłością, „zanurzając się z miłującą duszą w czyny i słowa Chrystusa” . Chrystus jest dla Edyty Stein najdoskonalszym wzorem modlitwy. Wychwytuje z Ewangelii wszystkie chwile, w których Jezus modli się, zarówno jako wierny Izraelita, zanosząc głośno do Boga swe modlitwy, jak i trwając przed Bogiem w ciszy i spędzając nieraz długie godziny, a nawet noce na modlitwie osobistej.

Pragnie poznać Go i ukochać jak najgłębiej. Modlitwę odkrywa jako ważny środek do tego prowadzący. Edyta Stein za swoje przyjmuje terezjańskie rozumienie modlitwy jako przyja-cielskiego przebywania i dialogu z Bogiem. Ubogaca przy tym rozumienie tego modlitewnego, miłosnego dialogu, odwołując się do swoich wcześniejszych analiz, dotyczących najgłębszej według niej formy dialogu, zrozumienia i komunii z drugim człowiekiem, jakim jest wczucie, którego problematykę podjęła w swej rozprawie doktorskiej. Owo wczucie rozumie jako empatię, a więc jak sama to określa jako pewien rodzaj aktów doświadczenia tego, co przeżywa drugi człowiek na płaszczyźnie zmysłowej, psychicznej czy też duchowej . W akty takiego doświadczenia zaangażowany jest cały człowiek dokonujący emaptii, a więc zarówno jego intelekt, wola, uczucia i zmysły. Przez to doświadczenie nawiązuje się jednocześnie pewien rodzaj komunii z danym człowiekiem. E. Stein zwraca przy tym uwagę, że analogicznie można mówić o poznaniu i komunii poprzez empatię z Bogiem , jakkolwiek pisząc swoją pracę w 1917 r., a więc jeszcze przed swoim nawróceniem, ma na myśli Boga pojmowanego ogólnie jako absolut. Reinhard Körner, niemiecki karmelita, zwraca uwagę na to, że przy pomocy pojęcia empatii, wypracowanego przez E. Stein można opisać również istotę fundamentalnego dla tradycji judaistyczno-chrześcijańskiej aktu wiary, czy w ogóle doświadczenia Boga, które jest swoistym poznaniem – poprzez opisaną empatię – osobowego, objawiającego się Boga, rodzącym międzyosobową komunię z Nim. Biblijna wiara nie jest tylko sądem intelektu lecz poznaniem, w które jest zaangażowany cały człowiek i którego dopełnieniem jest egzystencjalne przylgnięcie człowieka wierzącego do Boga i zawierzenie Mu siebie . Wyraźne są echa takiego właśnie ujęcia problematyki doświadczenia Boga w dziełku Edyty Stein Drogi poznania Boga, zwłaszcza przy opisie nadnaturalnego, osobowego doświadczenia Boga .

Analogicznie tak rozumiana empatia jawi się jako istotny aspekt modlitwy wewnętrznej, pojmowanej jako osobowe i miłosne poznanie, dialog i komunia z Bogiem, udzielającym się w osobie Jezusa Chrystusa. Dzięki Człowieczeństwu Chrystusa Bóg stał się w pełni i po ludzku „empatybilny”, a więc dający się poznać, doświadczyć i w wierze umiłować . Fakt ten pozwala zrozumieć pasję, z jaką Edyta Stein, podobnie zresztą jak jej mistrzyni św. Teresa od Jezusa, broni konieczności oparcia modlitwy wewnętrznej na kontakcie z złowieczeństwem Chrystusa. Pisząc o św. Teresie od Jezusa i sama utożsamiając się z tym, co pisze, stwierdza: „Jej miłość do Zbawiciela była miłością do Boga – Człowieka. Miłość ta stała się natchnieniem do powstania i rozwinięcia się w Karmelu w różnej formie nabożeństwa do świętego Człowieczeństwa Boga” .

Co do sposobu modlitwy św. Teresa Benedykta nie wypracowała jakiejś własnej metody. Jako duchowa córka św. Teresy od Jezusa i św. Jana od Krzyża przyjęła za swoją doktrynę re-formatorów Karmelu na temat modlitwy, jej sposobu i dynamiki. Za św. Teresą przyjmuje dynamikę modlitwy zawartą w analizie siedmiu mieszkań Twierdzy wewnętrznej, ubogacając własnym doświadczeniem oraz współczesną sobie refleksją antropologiczną i teologiczną samo pojęcie duszy jako twierdzy duchowej, zamieszkałej przez Boga . Za św. Janem od Krzyża przyjmuje całą rzeczywistość czynnych i biernych oczyszczeń duszy, których Bóg dokonuje również poprzez życie modlitwy, przedstawiając je w Wiedzy Krzyża w charakterystycznej dla siebie perspektywie tajemnicy śmierci i zmartwychwstania, w której modlący się i oczyszczający się człowiek uczestniczy.

 

4. EKLEZJALNY WYMIAR MODLITWY OSOBISTEJ

Najgłębszym wyrazem osobistego dialogu Chrystusa z Ojcem, jaki spotykamy w Ewangelii, jest Modlitwa Arcykapłańska Chrystusa. W modlitwie tej – jak pisze nasza Święta – Chrystus „rozpieczętował arcykapłańską tajemnicę: wszyscy Jego uczniowie mieli usłyszeć, jak w swym przenajświętszym sercu rozmawia z Ojcem. Mieli poznać i doświadczyć o co w tej rozmowie chodzi i nauczyć się we własnym wnętrzu mówić do Ojca w niebie” . Modlitwa arcykapłańska Chrystusa odsłania tajemnicę życia wewnętrznego i modlitwy: tajemnicę miłosnego przenikania się i dialogu Boskich Osób Trójcy oraz tajemnicę zamieszkiwania Boga w duszy człowieka i dialogu człowieka z Bogiem. W ciszy modlitwy w łonie Trójcy przygotowało się i dopełniło dzieło stworzenia, wcielenia i odkupienia. Podobnie w ciszy modlitwy osobistej dokonywała się współpraca w tymże dziele. Święta zauważa, że „w ukryciu cichego domku nazaretańskiego spłynęła moc Ducha Świętego na samotnie modlącą się Najświętszą Dziewicę i dokonało się Wcielenie… W nocy ciemności, którą Bóg dotknął jego oczy, na samotnej modlitwie oczekiwał Szaweł Bożej odpowiedzi na swe pytanie: «Panie, co chcesz, abym czynił?» Na samotnej modlitwie dokonało się przygotowanie Piotra do misji wśród pogan. I tak przez setki lat powtarza się historia. Trwając na cichej rozmowie z Bogiem, dusze Mu poświęcone wpływają na bieg wypadków w historii Kościoła, odnawiających oblicze ziemi… W duszach tych odżywa ciągle na nowo Arcykapłańska Modlitwa Chrystusa” .. Dotykamy tutaj bardzo ważnej dla Naszej Świętej tajemnicy apostolskiej płodności modlitwy. Modlitwa osobista nie jest tylko osobistą sprawą człowieka modlącego się, lecz posiada zawsze również wymiar eklezjalny. Modlitwa wpływa na dzieje świata, staje się źródłem łaski dla innych i dla całego Kościoła. Wrażliwości na tę tajemnicę Edyta Stein i później Teresa Benedykta uczyła się z tradycji karmelitańskiej, dla której ten eklezjalny wymiar modlitwy osobistej jest szczególnie bliski. Niezwykle pociągającym przykładem w tym względzie dla naszej Świętej była postać św. Teresy od Jezusa, reformatorki Karmelu. Kiedy bowiem Teresa od Jezusa chciała pomóc Kościołowi w czasie kryzysu, wywołanego przez reformację, uważała że najbardziej skuteczny środek leży w odnowie autentycznego życia duchowego i modlitwy, a jako swoje własne powołanie oraz sióstr, które wokół niej się zgromadziły, odkryła powołanie do modlitwy za Kościół .

Z podobnie wielkim przekonaniem Teresa Benedykta broni owocności modlitwy osobistej dla Kościoła. W jej czasach niektóre prądy odnowy liturgicznej, dokonującej się w Kościele pomniejszały wartość modlitwy osobistej w porównaniu z modlitwą liturgiczną, uważając tę pierwszą za subiektywną i indywidualistyczną. „Nie trzeba – pisze jednak Święta w traktacie Modlitwa Kościoła – wewnętrznej, swobodnej modlitwy serca uważać za subiektywną i przeciwstawiać jej liturgii jako obiektywnej modlitwie Kościoła, bowiem modlitwą Kościoła jest każda prawdziwa modlitwa. Każda prawdziwa modlitwa czegoś w Kościele dokonuje” .

Z tego źródła zresztą ona sama czerpała siłę do owocnej pracy poprzez studiowanie, pisanie, nauczanie, a później do modlitwy wstawienniczej za Kościół i własny naród w czasie wojny, a w końcu do męczeństwa. Jedna z jej uczennic w Spirze wyznaje o niej: „wcale nie mówiła nam o religii. Jednak czułyśmy, że głęboko przeżywała swoją wiarę.. Kiedy widywałyśmy ją modlącą się w kaplicy, wydawało się nam, że przybliżamy się do obecności tajemnicy Boga w duszy człowieka” . Rzeczywiście, długie godziny spędzała w kaplicy Sióstr Dominikanek w Spirze na modlitwie osobistej przed Najświętszym Sakramentem. Modlitwa i komunia z Bogiem, do której ona prowadzi, były źródłem niezwykłego promieniowania Edyty Stein na ludzi, z którymi się stykała. Ona sama była świadoma tego, że wewnętrzne modlitewne skupienie się na Bogu mieszkającym w głębi duszy jest źródłem wszelkiego oddziaływania apostolskiego. Wyznaje, że „im bardziej skupiony żyje ktoś we wnętrzu swej duszy, tym silniej promieniuje i innych w swą orbitę wciąga” , czy też na innym miejscu: „Bóg może, przez miłość do duszy, która przyjęła Go do siebie, przyciągnąć do siebie inną duszę… Jest to jedna z najbardziej niezwykłych rzeczy w życiu duchowym, że Boża wolność niejako podporządkowuje się woli swoich wybranych, wysłuchując ich. Przekracza to wszelkie zrozumienie” . Odkrycie apostolskiego wymiaru modlitwy stało się dla Edyty Stein jednym z ważnych motywów do realizacji swego powołania życiowego w zakonie karmelitańskim. Odkryła, że tam najbardziej będzie pomocna Kościołowi, swojemu narodowi, swojej rodzinie. Wspomina: „Zawsze zdawało mi się, że Pan zachował dla mnie w Karmelu coś, co tylko tam mogłam znaleźć” . W Karmelu jeszcze bardziej dojrzewa w niej pragnienie włączenia się w zbawcze dzieło Chrystusa poprzez modlitwę, a także poprzez ofiarę z własnego życia, która przyjmie formę ekspiacji.

 

5. MODLITWA POD KRZYŻEM

Nasza Święta zdawała sobie sprawę ze związku, jaki istnieje pomiędzy modlitwą a życiem. Związek ten jest obustronny: jakość życia wpływa na jakość modlitwy, ale też jakość modli-twy wpływa na jakość życia. Odpowiedni styl życia skupionego, nacechowanego miłością bliźniego, duchem umartwienia i pokory pomaga w głębszym i bardziej autentycznym przeżywaniu modlitwy. Ale też autentyczne spotkanie z Bogiem na modlitwie przemienia życie człowieka, daje siłę przyjmowania z miłującą uległością, a nawet pragnienia wyzwań, które Bóg stawia przed człowiekiem, jakkolwiek byłyby trudne i naznaczone cierpieniem.

Bardzo charakterystyczne dla duchowej drogi Edyty Stein jest dojrzewanie poprzez modlitewny kontakt z Bogiem, a zwłaszcza z tajemnicą Chrystusa Ukrzyżowanego, do zgody na krzyż we własnym życiu i do podjęcia ekspiacyjnego cierpienia w zjednoczeniu z cierpieniem Chrystusa. Wiemy, że po nawróceniu, a zwłaszcza po wstąpieniu do Karmelu Święta coraz bardziej żyje tą tajemnicą, rozeznając że tym krzyżem, do którego przyjęcia czuje się wezwana jest przede wszystkim krzyż nienawiści i przemocy, związanej z faszyzmem, prześladowaniem Kościoła oraz Żydów, a potem z okropnościami wojny. „Uważałam, że ci, którzy rozumieją, iż to jest krzyż Chrystusowy, w imię reszty winni wziąć go na siebie. Dziś wiem o wiele lepiej, co znaczy być poślubioną Bogu w znaku krzyża” . Pragnienie krzyża i cierpienia, z nim związanego, a nawet śmierci wyraża w swych pismach jeszcze wielokrotnie, np. w swym testamencie, który kończy słowami: „już teraz przyjmuję śmierć taką, jaką mi Bóg przeznaczył, z doskonałym poddaniem się Jego woli i z radością” , czy też w jednym ze swych listów: „Scientiam Crucis [wiedzę Krzyża] można zdobywać tylko wtedy, gdy się samemu, do głębi Krzyża doświadczy. Od początku byłam o tym przeświadczona i powiedziałam z głębi serca: Ave Crux, spes unica [witaj, Krzyżu, jedyna nadziejo]” .

Dzisiaj być może takie pragnienie krzyża i cierpienia wydaje się nam podejrzane. Czasem może doszukujemy się w takiej postawie ukrytego masochizmu. Pytamy, czy cierpienie nie jest złem, czy Jezus nie przyszedł, aby nas od cierpienia wyzwolić? Sama Teresa Benedykta jasno daje do zrozumienia, że w jej pragnieniach cierpienia i krzyża nie ma nic z jakichś chorobli-wych urojeń. Wyznaje: „człowiek w naturalny sposób raczej od cierpienia ucieka, a ten, kto by je poszukiwał dla perwersyjnego zadowolenia z bólu nie ma w ogóle nic wspólnego z pragnieniem cierpienia zastępczego” .

Wyraźnie odróżnia cierpienie zastępcze, ekspiacyjne od skłonności chorobliwych, masochistycznych do cierpienia. Pisze, że „jedynie ze zjednoczenia z Boską Głową otrzymuje ludzkie cierpienie moc ekspiacyjną” oraz że mogą go pragnąć jedynie ci, „którzy jako członki Mistycznego Ciała otrzymują swe życie, siły, sens i kierunek od Głowy” . Modlitwa nato-miast jest uprzywilejowanym miejscem, w którym człowiek otwiera się na owo życie, siłę, sens i kierunek, jaki własnym życiem wyznacza Głowa, czyli Chrystus. Dlatego jedynie człowiek modlitwy jest w stanie pragnąć tego, przed czym się wzdryga ludzka natura, jeśli jednocząc się z Bogiem na modlitwie odkrywa, że tego pragnie Bóg, że ten krzyż i to cierpienie w Jego oczach ma wartość. Przykładem takiego podejścia jest modlitwa w Ogrójcu samego Jezusa, którego ludzka natura wzdrygała się przed krzyżem, ale właśnie na modlitwie umacnia się Jego nadprzyrodzone spojrzenie na swą misję i zgoda na wolę Ojca. Podobną logikę Ewangelii, która umacniała się dzięki modlitwie, odkrywamy w życiu i w męczeństwie Teresy Benedykty.

 

ZAKOŃCZENIE

Podsumowując doświadczenie modlitwy św. Teresy Benedykty (Edyty Stein) należy stwierdzić, że szczególnie w jej życiu widoczny jest fakt, iż modlitwa w najgłębszej swej istocie jest łaską. Dla niej odkrycie modlitwy chrześcijańskiej, zarówno w jej wymiarze liturgicznym jak i osobistej modlitwy wewnętrznej związane było z łaską nawrócenia, będącą jednocześnie łaską poznania Chrystusa i przylgnięcia do Niego. Owocem tego przełomowego dla całego jej życia spotkania z Chrystusem było pragnienie spotykania się z Nim na modlitwie. Odtąd Chrystus zawsze jest obecny w centrum modlitwy, zarówno liturgicznej jak i osobistej, jako jedyna droga do komunii z Ojcem.

Charakterystyczny dla Teresy Benedykty jest również eklezjalny wymiar modlitwy osobistej, przejawiający się zwłaszcza w jej płodności i skuteczności apostolskiej. Jako karmelitanka ten właśnie aspekt modlitwy przeżywała jako własne powołanie w Kościele, świadoma tego, że ostatecznie autentyczna modlitwa świętych stanowi źródło największej mocy i skuteczności przemiany świata, jego dziejów i jego oblicza. Jej osobista historia życia naznaczonego krzyżem nienawiści nazistowskiej do Kościoła i jej narodu, której ciężar na sobie dźwigała i która doprowadziła do jej śmierci męczeńskiej, nadaje również życiu jej modlitwy charakterystyczny rys modlitwy zanoszonej pod Krzyżem Chrystusa, jako ofiara i ekspiacja, przeżywana w łączności z Jego ofiarą krzyżową. Zapatrzona w Chrystusa podjęła wezwanie do takiej modlitwy, z góry zgadzając się wszystkie możliwe konsekwencje, które zresztą przyszło jej ponieść.

O. DR ANDRZEJ RUSZAŁA OCD

Ukrzyżowany spogląda na nas i pyta, czy wciąż jeszcze chcemy dotrzymać tego co przyrzekliśmy Mu w godzinę łaski. Z pewnością ma powód, żeby tak pytać. Krzyż jest dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, znakiem, któremu się sprzeciwia. (E. Stein)