Metoda modlitwy serca


Jak zapewnia nas autor Metody świętej modlitwy i uwagi: Niektórzy ojcowie metodę tę nazywali „odpoczynkiem serca”, inni „uwagą”, „badaniem myśli” lub „strażą umysłu”. Wszyscy zaś zgodnie pracowali na glebie swych serc[1]. W największym skrócie można ją sprowadzić do dwóch etapów: umysłem odnaleźć serce i w tak odnalezione – wprowadzić Imię Jezus. Uważnie i z radością przysłuchując się temu cichemu wypo­wiadaniu modlitwy, można zauważyć ku pożytkowi duszy, że różna bywa nuta tego modlitewnego wołania, a mianowicie: jedni podno­szą ton przy wypowiadaniu pierwszego słowa modlitwy, to znaczy powiedziawszy „Panie", pozostałe słowa wypowiadają obniżając głos i jednostajnie. Inni zaczynają modlitwę niższym tonem, pod­wyższają go w środku modlitwy, to jest przy słowie „Jezu" i wy­krzykują je, pozostałe natomiast słowa znowu kończą obniżając ton, tak jak zaczęli. Inni znów, zaczynając i kontynuując wypo­wiadanie wszystkich wcześniejszych słów modlitwy tonem niskim i jednostajnym, dopiero przy końcowym „ulituj się" podwyższają głos, jakby w uniesieniu. A niektórzy wypowiadają całą, pełną modlitwę „Panie, Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną, grzesznikiem", podwyższają głos tylko przy wypowiadaniu słów „Synu Boży"[2].W jednym z traktatów filokalicznych przypisywanych Symeonowi Nowemu Teologowi znajdujemy bardzo praktyczną metodę tej modlitwy: Przede wszystkim natomiast potrzeba, byś pozyskał trzy rzeczy i w ten sposób rozpoczął drogę do zamierzonego celu: wolność od trosk o uzasadnione i nieuzasadnione sprawy, to znaczy obumarcie dla wszystkiego, następnie czyste sumienie, które strzeże cię przed wszelkim potępieniem ze strony twego własnego serca, wreszcie wolność od wszelkiej namiętności wiążącej cię z tym światem lub własnym ciałem.Następnie usiądź spokojnie w celi, w odosobnionym miejscu i staraj się uczynić to, co mówię: zamknij drzwi, wznieś się myślami ponad wszystko, co doczesne i błahe. Później skłoń brodę ku piersi, skieruj spojrzenie twych oczu i cały umysł na środek brzucha', powstrzymuj wdychanie powietrza przez nos, abyś oddychał nie całkiem swobodnie i myślami badaj swe wnętrze, by znaleźć miejsce serca, gdzie zwykły przebywać wszelkie władze duszy. Początkowo natkniesz się na ciemności i nieprzenikniony gąszcz. Jeśli jednak z wytrwałością będziesz powtarzał to ćwiczenie w dzień i w nocy, wówczas dziwna rzecz, zyskasz radość bez końca.Skoro twój umysł znajdzie miejsce serca, natychmiast dojrzy to, czego nie znał nigdy dotąd. Dojrzy obszary istniejące w sercu, a także siebie samego jaśniejącym i napełnionym darem rozeznawania. Myśl, która się odtąd pojawi, zanim się spełni i nabierze kształtu, zostanie usunięta przez umysł i zniweczona wzywaniem Imienia Jezus. Odtąd też umysł, żywiąc odrazę do demonów, będzie pobudzał naturalny gniew przeciw duchowym nieprzyjaciołom, ścigał ich i wyganiał. Reszty nauczysz się z Bożą pomocą uprawiając straż umysłu i zachowując w sercu Jezusa[3].Nicefor Pustelnik radzi: Z tego ośrodka rozumu [tj. serca] pozbądź się wszelkich myśli.[…] Podaj mu wówczas wezwanie: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną”. Przymuszaj go, by zawsze mówił je w twym wnętrzu, jednocześnie wyłączając wszelką inną myśl. Jeżeli w tym wytrwasz przez jakiś czas, to otworzy się ci się wejście do serca[4].Grzegorz z Synaju pozostawia kilka technicznych uwag: siedź na niskim stołku, wprowadź umysł z głowy do serca, tam go skup i zatrzymaj. Mocno pochylony aż do silnego bólu w piersiach, ramionach i szyi, wołaj wytrwale w myśli lub duszy: „Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną”[5].Kiedy rosyjski strannik rozpoczynał dzieło modlitwy zamknął się na tydzień w samotnym szałasie i każdego dnia odmawiał sześć tysięcy wezwań nie troszcząc się o nic i nie zwracając uwagi na myśli[6].

 

Praktyka modlitwy serca:

I. Znajdź ciche miejsce, usiądź na piętach (lub na stołeczku modlitewnym), na krześle, na stojąco, lub na klęczkach, albo w tzw. prostracji (leżąc na brzuchu – krzyżem z wyciągniętymi rękoma).

 

II. W skupieniu, jak na medytacji, powtarzaj w milczeniu słowa przez dłuższy czas (np. 0,5 godziny):

1. w pełnej wersji: „Panie, Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną, grzesznikiem”.

2. lub skróconej: „Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną”.

3. albo tylko Imię „Jezu”.

III. Zadbaj o to, by skupienie z umysłu schodziło powoli do serca.

 

W ciągu dnia noś w świadomości tę modlitwę (np. w pociągu czy tramwaju podczas jazdy), lub gdy jesteś sam - wędruj do serca ze słowem „Jezus”. Istotna jest wytrwałość i uciąglenie modlitewnej świadomości. Uspokaja to psychikę i ducha powierza Bogu. Jest to droga intensywnej ufności.

 

"Siedząc w spokoju swojej celi i skupiając umysł, wprowadź go - umysł - tą drogą, którą odbiera oddech, aby dotrzeć do serca. Popchnij go i zmuś do zstąpienia w serce razem z wciągniętym powietrzem. Gdy już tam się znajdzie, ustąpi cierpienie i trud, i odczujesz radość i łaskę, a rzeczy, które miały nastąpić, same z siebie się zdarzą dla ciebie. Jak człowiek powracający do domu po dalekiej podróży przepełniony jest radością na widok dzieci swoich i żony, tak umysł, gdy zjednoczy się z duszą, wzbiera rozkoszą i niewypowiedzianą radością."

św. Makary Wielki

 

 


 

[1] Filokalia, s. 260.[

2] Opowieści…, s. 123.

[3] Filokalia, s. 261.

[4] Filokalia, s. 281.

[5] Filokalia, s. 286.

[6] Opowieści…, s. 32.

Ukrzyżowany spogląda na nas i pyta, czy wciąż jeszcze chcemy dotrzymać tego co przyrzekliśmy Mu w godzinę łaski. Z pewnością ma powód, żeby tak pytać. Krzyż jest dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, znakiem, któremu się sprzeciwia. (E. Stein)