Małżeństwo jako powołanie

 

MAŁŻEŃSTWO JAKO POWOŁANIE KOBIETY

według E. Stein

Na tle analiz dotyczących osoby ludzkiej i jej powołania, zostanie przedstawiona specyficzna tematyka powołania kobiety. Powołanie do rozwoju osobowego mieści w sobie przede wszystkim powołanie do żywej relacji z Bogiem, gdyż ona wpływa decydująco na osobową dojrzałość osoby. Nie wyklucza ona, ale dopełnia powołanie do szczególnej relacji z mężczyzną, jaką jest małżeństwo, a w jego ramach powołanie do macierzyństwa.

 

3.1. Relacja kobiety do męskości i mężczyzny

Każda kobieta została obdarzona swoistymi, indywidualnymi cechami i uzdolnieniami, nie mniejszymi od tych, jakie otrzymał mężczyzna. „Bóg powołał ich do wspólnoty i wzajemnego uzupełniania się”. W życie zawodowe mężczyzny, kobieta może wnosić wartości duchowe. „Kobieta wyniesiona wraz z mężczyzną, ponad wszelkie stworzenie, może zostać jego towarzyszką jedynie dzięki wolnej, osobistej decyzji. Ma pomóc mu się stać tym, kim powinien być”. Jak wielokrotnie podkreślała Edyta Stein, „przeznaczenie przyrodzone i nadprzyrodzone jest wspólne mężczyźnie i kobiecie, wyznacza jednak podział zadań według różnej natury płci”. Jej zdaniem, istotnym elementem i nieodzownym warunkiem spełnienia powołania mężczyzny jest jego relacja z Bogiem. Jemu podporządkuje swe siły i będzie robił wszystko, by rozwijać się pod Bożym kierownictwem. Jest jednak istotne, by kobieta rozumiała, że nie odznacza to słabości mężczyzny, lecz jego prawdziwą siłę, wyrobioną w duchu pokory. Mężczyzna, który oddał się Bogu, nie niszczy w żaden sposób istoty swej męskości. Z oblubieńczej miłości idzie on za Chrystusem, biorąc Jego sprawy za swe własne.

Mężczyzna, który „dał się wciągnąć w boską miłość, […] tą miłością przynaglany troszczy się jedynie o to, by dla […] [Boga] zdobywać ludzi, wprowadzać do dusz, rodząc i wychowując dzieci Boże. To duchowe ojcostwo może się dokonywać przez głoszenie słowa, sprawowanie sakramentów i bezpośrednie kierowanie duszami – w formie właściwej kapłanom – albo przez modlitwę i ofiarę”. Mężczyzna, ojciec czy kapłan również winien cechować się duchowym ojcostwem. Męskość jest siłą ukierunkowaną ciągle na zewnątrz, na aktywność. To „duch spoglądający ciągle wprzód”. W odróżnieniu od kobiety, „samotność mężczyzny jest raczej stanem ducha niż potrzebą fizyczną”. Widać tu wyraźnie, jak komplementarne są sposoby odczuwania i przeżywania męskości i kobiecości. Obopólna, wręcz „symbiotyczna relacja” jest tutaj bardzo ważna. „Mężczyzna żyje «poza» sobą i nie zawsze potrafi radzić sobie z codziennością. Kobieta to – tak w sensie pozytywnym i negatywnym – «urealnia» i «uziemia»”.

Kobieta nie powinna jednak we wszystkim wyręczać mężczyzny. Ważne, by mógł on tak to odczuwać oraz by nie zastępować funkcji jemu należnych. „W małżeństwie chrześcijańskim zadanie mężczyzny jako głowy swej małej wspólnoty polega na trosce o zdrowie całego jej organizmu; nie tylko w tym sensie, że stara się on według swych możliwości o zapewnienie rodzinie bytu materialnego i zewnętrzną pomyślność, ale jego troska winna obejmować każdego członka, zapewniając mu rozwój darów, jakie ma z natury i łaski”. W formacji osobowej mężczyzna potrzebuje umiejętności rozeznania i wyczucia potrzeb płynących z danej sytuacji, gdyż „rola [mężczyzny] wymaga od niego raz aktywnego włączenia się i pokierowania kimś, innym razem powstrzymywania się od interwencji, a czasem nawet wprost walki ze złem”. Według Edyta Stein, kobieta ma być duchowo umacniana przez mężczyznę, by nie pogubiła się w życiowej płyciźnie.

Podkreślając autorytet mężczyzny, wystarczy przywołać osobę samego Chrystusa. Kobieta winna odnosić się ze szczególnym szacunkiem do mężczyzny, bez względu na jego cechy naturalne. Została ona stworzona, by niejako patrzeć „w głąb serca”. Jednak Edyta Stein nie idealizuje mężczyzny podkreślając, że „mężczyzna nie jest Chrystusem i nie może rozdzielać darów; może się jednak przyczynić do rozwoju darów już istniejących albo też do ich zgaszenia. Jeśli jest mądry, darów nie zniszczy, lecz pozwoli się im rozwijać dla dobra całości”. Z drugiej strony, Edyta Stein widzi naturalną analogię pomiędzy mężczyzną a Chrystusem. „Mężczyzna, który w swej małej wspólnocie ma być odbiciem Chrystusa w Jego Kościele, musi widzieć swoje najwyższe zadanie w takim naśladowaniu Chrystusa, aby dla innych członków rodziny być przykładem i według swych możliwości wspomagać rozwijające się w nich życie łaski”.

Kobieta i mężczyzna powinni tworzyć związek oparty na silnym fundamencie wzajemnego wsparcia i uzupełnienia. Jednak w stwórczym akcie, Bóg obdarował mężczyznę nie tylko kobietą, aby była dla niego odpowiednią pomocą i towarzyszką, ale także naturalnymi zdolnościami i cechami charakteru. „U mężczyzny widzimy przede wszystkim wyposażenie konieczne do walki, zdobywania i panowania: siłę cielesną do zewnętrznego wzięcia w posiadanie, rozum do poznawczego przenikania świata, moc woli do czynu i twórczego kształtowania”. Podkreślając to Edyta Stein nie utożsamia jednak obrazu mężczyzny jedynie z siłą, męstwem, obroną. W jej oczach mężczyzna staje się współtwórcą dzieła stworzenia i gwarantem realizacji planów Boga, którym jednak On sam nadaje rytm i kierunek. „Działanie mężczyzny winno zmierzać do udoskonalenia dzieła stworzenia według Bożych zamierzeń. Taka postawa jest prawdziwie odbiciem Bożej mądrości, dobroci i mocy”.

W kontekście tych zadań istotna jest rola kobiety: „chroni [ona] mężczyznę od przesadnej jednostronności dzięki swemu bardziej harmonijnemu rozwojowi sił, stara się, aby nie pogrążył się zbytnio w pracy zawodowej, zwłaszcza kosztem rozwoju swego człowieczeństwa, ani nie zaniedbywał obowiązków ojcowskich”. Realistyczne spojrzenie Edyty Stein na ówczesne postawy mężczyzn, każe jej sformułować ostrzeżenie: „Nawet jeśli zaangażuje się w swej działalności zawodowej do tego stopnia, że go ona odciąga od życia rodzinnego, postępuje sprzecznie z porządkiem ustanowionym przez Boga”. Kobieta jest odpowiedzialna za mężczyznę, a mężczyzna za kobietę. Dlatego „wzajemne uzupełnianie się kobiety i mężczyzny powinno cechować wszystkie dziedziny życia, także pracę zawodową i zaangażowanie społeczno-polityczne. Zdaniem Edyty Stein współpraca ta jest jednak możliwa dopiero wtedy, gdy obie strony uświadomią sobie spokojnie i obiektywnie swe właściwości i wyciągną z tego praktyczne konsekwencje”.

Charakteryzując kobiecość na tle cech właściwych mężczyźnie, Edyta Stein podkreśla, że jest ona „psychicznie nastawiona [...] na konkret, indywidualność i cechy osobiste; umie uchwycić ich właściwości, do nich się dopasować i dopomóc, by się rozwijały”. Z wielką przenikliwością Edyta Stein dostrzega szkody, jakie społeczeństwu zostały wyrządzone przez jednostronną dominację mężczyzn. Na tym tle podkreśla zadanie kobiety. W swej bezpośredniej relacji do męskości, „kobieta dzięki swej umiejętności dostrzegania konkretnego człowieka i wspomagania jego rozwoju jest zdolna wyrównać szkody spowodowane męską, zachodnią kulturą np. zarządzeniom prawnym będzie usiłowała nadać najdoskonalszą formę, zwracając niewiele uwagi na konkretny cel, do którego osiągnięcia dobierze odpowiednie środki, nie przeoczając jednak całości”.

Edyta Stein jest przekonana, że „moc kobiety leży w życiu uczuciowym i wiąże się z jej nastawieniem na byt personalny”. Jest ona w stanie podołać nawet pracom, z którymi mężczyźni mogą mieć niemałe kłopoty. Te wszystkie dary umożliwiają jej wspólną pracę z mężczyzną jak również zastąpienia go, jeśli zachodzi konieczność. Pomimo zaangażowania kobiety, nie umniejsza ono godności samego mężczyzny.

 

3.2. Małżeństwo w kontekście powołania kobiety

W sakramencie małżeństwa, dzięki swej płodności, odbija się Boże ojcostwo. Sakrament małżeństwa daje możliwość objawienia się miłości oblubieńczej samego Boga. Tutaj Bóg ma odpowiednią płaszczyznę do działania. Każda z osób tworzących małżeństwo jest niepowtarzalną indywidualnością. Związek małżeński mężczyzny i kobiety jest niewątpliwie przejawem jedności w różnorodności. „Mężczyzna i kobieta są przeznaczeni do prowadzenia ze sobą jednego życia, jakby byli jedną istotą”. Kierując się zasadą Edyty Stein, że człowiek myśli sercem, można zaryzykować stwierdzenie, że jedność serc będzie w małżeństwie prowadziła do jedności myśli.

Edyta Stein widzi głęboką, nadprzyrodzoną moc w kobietach nie tylko powołanych do wyłącznego dziewictwa, ale również w tych, które są lub mają zamiar być małżonkami. Obserwując małżeństwa w swoim otoczeniu, Edyta Stein wiedziała, że zdarzają się czasem sytuacje trudne i wydawać by się mogło – bez wyjścia. Tak jak Maryja nieustannie rodzi swego Syna, tak trzeba by żona, dzięki łasce spostrzegła w mężu kogoś danego z woli samego Boga. Święta pochyla się nad boleścią i cierpieniem kobiety, a jednocześnie wyraża głęboką nadzieję, pisząc: „Choćby niegodny mąż uczynił jej życie męka, wytrwa w swym związku małżeńskim, gdyż będzie w nim zawsze widziała symbol Ciała Mistycznego”.

Małżeństwo w każdej kulturze czy religii kieruje się swymi zasadami. Małżeństwo zawarte i przeżywane w wierze katolickiej ma również swoją specyfikę. Edyta Stein, ciekawie pisze o swoim rozumieniu małżeństwa w czasie, gdy nie była jeszcze chrześcijanką: „Nie znając zupełnie zasad wiary i moralności katolickiej byłam jednak zupełnie przeniknięta katolickim ideałem małżeństwa. Spośród młodych ludzi, z którymi się spotykałam, zwłaszcza jeden bardzo mi się podobał i chętnie wyszłabym za niego za mąż. Lecz nikt o tym nie wiedział i ludzie uważali mnie przeważnie za osobę chłodną i niedostępną”. Jej nastawienie do małżeństwa jest widoczne szczególnie w świetle jej osobistych przeżyć. Edyta Stein wskazuje tu na dość istotny epizod osobisty, jakim była znajomość z Hansem Lippsem. „Niedawno Lipps był krótko w Niemczech na urlopie i spodziewałam się, że mnie odwiedzi, ale niestety nie udało się zorganizować spotkania. W zastępstwie dostałam przepiękne orchidee […], ale całkowicie mnie pocieszyć nie był w stanie”. Jak sama pisała, „snujemy wspaniałe plany dalszych wspólnych działań”. Miała wielkie nadzieje zamążpójścia, lecz miłość przyszła jakby „nie w porę”. Mężczyzna, którego kochała wybrał inną drogę. „W 1923 r. Hans ożenił się i miał dwie córki. Po dwóch latach żona zmarła. Pojechał wówczas do Spiry, gdzie [Edyta] wówczas pracowała i poprosił ją o rękę”. Odmówiła, notując w następujących słowach powody tej decyzji: „«Za późno: teraz Ktoś inny na zawsze położył na mnie swa rękę»”. Mimo tej jasnej decyzji, Edyta darzyła Hansa głębokim uczuciem, a jego fotografia stale jej towarzyszyła. Dla jej przyjaciółki Jadwigi Conrad – Martius, radykalnej ewangeliczki, było to tak niepojęte, że zwróciła jej uwagę, pytając, jak może godzić w sercu miłość do Chrystusa i do człowieka. Działo się to w czasie, gdy Edyta podjęła już decyzję wstąpienia do Karmelu.

Nie bez znaczenia była również znajomość z polskim filozofem, Romanem Ingardenem. Relacja z nim nie opierała się tylko na wspólnych zainteresowaniach filozoficznych. Miesiąc po wstąpieniu do klasztoru sióstr karmelitanek w Kolonii, tak pisze do niego: „[…] Nie sądzę nawet, żebyśmy mieli widywać się odtąd rzadziej niż dotychczas […]”. Każda osoba ma jednak swoją wyjątkową misję w świecie. „Przyjaźń Ingardena i Edyty Stein mogłaby skończyć się małżeństwem, gdyby nie to, że jak sama powie – wszystkie wydarzenia w jej życiu miały ją doprowadzić do klasztoru”. Edyta Stein była osobą o szczególnie wrażliwym wnętrzu. Wydaje się, że wiele jej rozterek wewnętrznych łagodziła intensywna praca naukowa. Również Hans Biberstein, późniejszy mąż jej siostry Erny, spodobał jej się od pierwszej chwili. „W czasie narzeczeństwa Erny i Hansa Bibersteina przeżywała kryzys wewnętrzny, starannie ukrywany przed najbliższymi”. Edyta Stein z pełną powagą wyznaje: „Ja jedna pozostałam niezamężna, ale weszłam w takie powiązania, dla których każdy zawód z radością złożyłabym w ofierze”. Edyta Stein wiele dawał z siebie, by sama wypełnić jak najlepiej Boże posłannictwo.

Snując dalej swoje rozważania na temat roli kobiety jako żony, Edyta Stein zaznacza, że kobieta zamężna winna również cechować się dużą ofiarnością w relacji małżeńskiej, gdyż ma do tego wrodzone predyspozycje. W każdej kobiecie drzemie duchowe nastawienie na macierzyństwo i życie rodzinne, na relację do drugich. Tylko dzięki łasce może ona to pragnienie w pełni zrealizować w swoim życiu. Nikogo nie trzeba przekonywać, że relacja małżeńska tylko wówczas ma szansę rozwoju i trwałości, gdy małżonkowie pielęgnują swoją miłość a nawet walczą o jej przetrwanie, jeśli jest to konieczne. Przypatrując się, w jaki sposób mimo napięć i kryzysów, małżeństwa mogły się ostać, Edyta Stein stwierdza: „Była to przeważnie zasługa kobiet, które z godną podziwu mocą, często heroicznie, scalały rodzinę i broniły jej przed rozpadem w niejednokrotnie trudnych okolicznościach”. Postawa taka może być jednak bezowocna, gdy nie ma charakteru nadprzyrodzonego. Optymalne dla małżeństwa byłoby, gdyby obie strony zechciały się nieustannie przemieniać, zawsze ku dobremu. Małżonkowie winni wspierać się nawzajem w tej pełnej trudu pracy. Jak pisze Edyta Stein „sakrament małżeństwa zawiera w sobie przede wszystkim powołanie małżonków do wzajemnej pomocy w życiu w łasce”. Nie można jednak osiągnąć wymarzonego celu całkowicie poświęcając siebie. Łatwo wyczytać z refleksji Edyty Stein napomnienie, że kobieta chcąc dobra dla swego małżeństwa musi również dbać o samą siebie. Stein pozostaje realistką i wie, że nie zawsze motywy ludzkiego serca są pozytywne. Jak sama wskazuje: „dojrzewać w miłosnym zespoleniu z drugim, co owocnie ten proces wspomaga – a jednocześnie innych pobudzać do dojrzewania, jest najgłębszą tęsknotą kobiety mogącej przybierać najróżniejsze formy, nawet spaczone i zwyrodniałe”.

 

3.3. Rodzina i macierzyństwo jako zadania kobiety

Edytę Stein żywo interesował problem odniesienia do drugiego człowieka oraz relacje istniejące we wspólnocie ludzkiej. Mając przykład swej biologicznej rodziny, dużo miejsca w swych dywagacjach poświęcała wartości rodziny, również rodziny w wymiarze „intelektualnym” oraz duchowym. Taką rodzinę znalazła po części w towarzystwie filozofów getyńskich, w swoim żydowskim narodzie, a także w rodzinie naturalnej. Tak wspomina jej stanowisko Roman Ingarden: „Ją najwięcej bolało zagadnienie, jak wyjaśnić porozumienie między ludźmi, możliwości stworzenia jakiejś wspólnoty ludzkiej, która nie tylko teoretycznie, ale i życiowo była jej jakoś bardzo potrzebna”. Edyta Stein zwracała uwagę na komplementarność wszystkich członków rodziny w wypełnianiu rodzinnych obowiązków. Jak podkreślała, „pierwotny porządek przewidywał wspólną działalność kobiety i mężczyzny we wszystkich dziedzinach, choćby nawet uwzględniał nieco różny podział ról. [...] Istnienie także w naturze kobiecej tych wszystkich sił, jakie posiada – choćby występowały na ogół w innej mierze i stosunku – domaga się ich użycia w odpowiadającej im działalności”.

Edyta Stein podkreśla jak istotne jest stworzenie kobiecie takich warunków, by nie była zmuszona do opuszczania domu, tylko ze względów materialnych, czy też pod wpływem presji otoczenia związanej z ideologią emancypacji. „Stan społeczny, w którym kobiety zamężne zmuszone są do pracy zarobkowej poza domem i nie mogą go prawdziwie prowadzić, należy uważać za stan niezdrowy”. Edyta Stein jest świadoma podwójnego obciążenia i dylematu, jaki przeżywa wiele kobiet. Często pytają one same siebie: „rodzina i/czy praca zawodowa, […] [wiedząc], iż rodzina i praca zawodowa to nie przeciwieństwa, lecz wzajemnie uzupełniające się wartości”. Sama Stein zaś wyznaje, jak bardzo ceni sobie swój własny zawód. „Kobieta, niezależnie od zawodu, jaki wykonuje, czy to się jej podoba, czy nie, może wszędzie oddziaływać swoją kobiecością i może osiągnąć wspaniałe rezultaty”. Dlatego kobiety, chcąc rozwinąć swą kobiecość poza praca zawodową, winny znajdować okazję do służenie ludziom, interesując się nimi, wspomagając ich i zachęcając.

Kobieta zamężna winna więc podjąć odpowiedzialne zadanie wynikające z jej powołania. „Przede wszystkim jej zadaniem jest tak ukształtować ognisko i życie domowe, aby nie przeszkadzało pracy zawodowej, lecz jej sprzyjało: sama jej obecność w domu wnosi pokój i wypoczynek dla domowników”. Dobrze by było, gdyby w tworzeniu wspólnoty rodzinnej zaangażowana była każda z osób. Mimo tego, kluczowe znaczenie ma zaangażowanie matki. „Powinna [ona] otaczać opieką i matczyną troską wszystkich domowników. Choć budzenie życia wiary w duszach i wspomaganie go, gdzie tylko można, obowiązuje każdego chrześcijanina, w szczególny sposób jest jednak powołana do tego kobieta, dzięki swemu wyjątkowemu odniesieniu do Pana”.

Zdaniem Edyty Stein „kobieta jest powołana do tego, aby być prawdziwym partnerem dla mężczyzny nie tylko w życiu małżeńskim i rodzinnym, ale też w pracy zawodowej i działalności społecznej. Dzięki właściwemu sobie sposobowi odczytywanie i przeżywanie wartości kobiety może wnosić w życie polityczne, gospodarcze i społeczne wolę wzajemnego zrozumienia, służenie innym, szacunku dla osoby”. Dobro i miłość promieniująca z rodziny o podobnej atmosferze, rozjaśni mroki całych społeczności, czy to państwowych, czy kościelnych. Kobieta odgrywa tutaj szczególną rolę. Edyta Stein stwierdza, że „utrzymanie i odbudowa rodzin nie jest możliwa bez czynnego i świadomego udziału kobiety. Jest ona niezbędna do wychowania młodzieży w rodzinie i poza nią oraz w dziełach miłości w świeckich i kościelnych wspólnotach; to kobiety są powołane, aby w najrozmaitszych kręgach oddziaływania wnosić w serca ducha wiary i miłości i w ten sposób, w tymże duchu, kształtować życie prywatne i publiczne. Takie jest katolickie ujęcie powołanie kobiety […]”.

Edyta Stein ostrzega przed zagubieniem specyficznego zadania kobiety: gdy kobieta nie pełni obowiązku żony czy matki środowisku rodzinnym, mija się z celem wyznaczonym chrześcijańskiej kobiecie. Rodzina staje się dla kobiety jakby „sacrum”, miejscem uświęcenia żony oraz wszystkich członków rodziny. „Kobieta będąca – zgodnie ze swym naturalnym powołaniem – małżonką i matką, wypełnia też swe zadania dla Królestwa Bożego: najpierw przez wydanie potomstwa, potem przez pracę nad zbawieniem dusz, z tym, że – przede wszystkim – działa na łonie rodziny”. Ważne jest, by kobieta zamężna nieustannie rozeznawała stan swego powołania. Nie może być nic ważniejszego od zaufania, którym obdarza swego męża, czy dzieci, które powinna umiejętnie wychowywać.

Istotnym elementem rozważań o rodzinie jest dar rodzicielstwa i prokreacja. Dla Edyty Stein nie był to temat tabu. „Tylko ten, komu namiętność walki zaślepia oczy, odważa się zaprzeczyć oczywistości faktu, że ciało i dusza kobiety stworzone są do szczególnych celów”. Edyta Stein rozważa kwestię prokreacji w szerokim kontekście życia seksualnego, bynajmniej nie ograniczając go jedynie do przekazywania życie. Wyrażając sobie wzajemną miłość w pożyciu, poprzez akt płciowy małżonkowie mogą doświadczyć miłości samego Boga. „Po grzechu pierworodnym zmieniła się pozycja kobiety: z towarzyszki stała się poddaną, traktowaną często brutalnie, gdzie nikt nie pyta o jej naturalne dary i nie dba o ich rozwój, lecz używa jej jako środek do osiągnięcia jakiegoś celu czy zaspokojenia pożądania. Wtedy despota staje się niewolnikiem pożądania, a przez to niewolnikiem niewolnicy mogącej go zadowolić”. Sam akt płciowy, jak podkreśla Edyta Stein, jest w swej naturze piękny i dany przez samego Boga. Musi być jednak wyrazem całkowitego oddania, musi być wbudowany w całość relacji między mężem i żoną. Mężczyzna i kobieta związani węzłem małżeńskim nie powinni podchodzić do tego przywileju egoistycznie. „Bóg przeznaczył człowiekowi całego drugiego człowieka, a nie tylko funkcję człowieka”. Edyta Stein pisze, że „degeneracja stosunku mężczyzny i kobiety wiąże się z degeneracją stosunku do potomstwa”.

Związek mężczyzny i kobiety stanowi fundament dla rodziny. Jej pełny wymiar staje się widoczny wtedy, gdy małżonkowie zostają obdarzeni potomstwem. Dzięki temu mąż zostaje obdarowany darem ojcostwa, a żona macierzyństwa. Z tego obdarowania wynika jednak także zobowiązanie kobiety wobec dziecka. „Dziecko potrzebuje starania, opieki i kierownictwa, by się mogło właściwie rozwijać”. Rozważając obowiązki wynikające z macierzyństwa, Edyta Stein podkreśla, że „matka jest powołana przede wszystkim to tego, aby dziecko pielęgnować, rozwijać, prowadzić i towarzyszyć mu w miarę dorastania. Musi działać z większą czujnością, aby rozbudzić jego naturalne podłoże i siły, których sama często nie jest świadoma, ale je intuicyjnie przeczuwa”. Granicę macierzyńskiej miłości do dziecka na pewno trudno jest określić. Ważne, by miłość ta była zdrowa, a nie wypaczona. „Dlatego we właściwie uporządkowanym życiu rodzinnym zadanie wychowania moralnego i religijnego oraz praca związana z kształceniem jednostki przypada w głównej mierze kobiecie. Jeśli jej życie zakotwiczone jest całkowicie w życiu Jezusa, nie musi się ona obawiać, że jej troskliwa miłość do osób powierzonych jej pieczy przekroczy swą miarę […]”.

Edyta Stein zwraca uwagę na niebezpieczeństwo wykrzywionej miłości, w ramach której dzieci są przez matkę rozpieszczane. Matka powinna sama reprezentować wartości, do których chce wychować dziecko. „Matka, która dzieli radość i cierpienie, a przy tym jest stanowcza […] i umiejętnie rozwija zalety […] – czystość i porządek, posłuszeństwo, szczerość, wyrozumiałość – taka matka sprawia, że wzajemna więź witalna staje się nierozerwalną więzią psychiczno-duchową”.

Warto przyjrzeć się uwagom Edyta Stein dotyczącym wychowania. Jest dla niej rzeczą podstawową, że „wychowanie zakłada wolność i zrozumienie, gdyż zwraca się do woli, by jej wskazać kierunek działania, przy czym obranie kierunku działania jest już jej sprawą”. Edyta Stein wspomina swoje poszukiwania wiary w okresie dojrzewania i uspokaja rodziny, które być może odczuwają wyrzuty sumienia, że nie zrobiły wszystkiego, co było w ich mocy, by dobrze wychować dzieci. Mimo oczywistego obowiązku wychowawczego, „nawet najlepsza rodzina nie jest w stanie spełnić tych wszystkich zadań. Matka […] rozezna lepiej niż każdy inny człowiek odrębność swego dziecka i to, czego mu potrzeba dla dobrego rozwoju; ona też da mu przykład wzorowego życia, przynajmniej w dziedzinie obyczajowo-religijnej; Jednakże w rzadkich przypadkach będzie ona mogła bezpośrednio zapewnić dziecku potrzebne pomoce formacyjne; nawet przy współdziałaniu ojca, ewentualnie innych członków rodziny, nie uda się to w pełni”.

By rodzina mogła dobrze wypełnić swoje obowiązki ważne jest, by była wspomagana przez inną „wspólnotę wychowawczą, dysponującą bogatszymi środkami”. Przynosi to owoc, gdy jest zachowana odpowiednia kolejność: najpierw rodzina, a inne instytucje na drugim miejscu. W innym przypadku mamy do czynienia z początkiem dysfunkcji rodziny. Jest to klasyczny wymóg jednej z podstawowych zasad współżycia społecznego – zasady pomocniczości. Trzeba się bowiem z tym pogodzić, bowiem „rodzina nie jest społecznością doskonałą, która ma w sobie wszystkie środki potrzebne do swojego udoskonalenia”. Gdy jest się posłusznym narzędziem w ręku Boga, wówczas wykonuje się całą pracę, jaką zlecił sam Stwórca. „Należy także spróbować stworzyć pomost pomiędzy dzieckiem a Bogiem. Jeśli dusza dziecka odnalazła drogę ku Bogu, jesteśmy niepotrzebni”.

Macierzyństwo należy do istoty kobiecości, przy czym istnieją różne jego wymiary. „Możemy zatem zebrać wszystkie kobiece cechy, [...] w jednym słowie: macierzyństwo zacieśnione nie jedynie do środowiska rodzinnego i przyjacielskiego, ale rozciągnięte wszędzie tam, gdzie będzie cierpienie i zniechęcenie, na wzór matki Miłosierdzia i dlatego zakorzenione w miłości bożej, tak szerokiej jak świat”. Obok macierzyństwa cielesnego istnieje także macierzyństwo duchowe. Zawsze jednak „wyróżnikiem kobiety jest macierzyństwo. Nie jest ono związane z fizycznym macierzyństwem, ale nie potrafimy odejść od tego macierzyństwa, jest zawsze”. Już w czasach Edyty Stein pojawiły się poglądy, kwestionujące takie spojrzenie na istotę kobiecości. Dlatego mając na uwadze kobiety, które odrzucają macierzyństwo z wygody i obawy przed obowiązkami, Edyta Stein stwierdza: „Chorobą naszych czasów jest brak macierzyństwa”. Edyta Stein podkreśla wartość macierzyństwa cielesnego. „W nadprzyrodzonym macierzyństwie Kościoła kobieta stanowi […] zasadniczy [filar], przede wszystkim przez swe macierzyństwo cielesne”. W innym miejscu pisze o wielkiej odpowiedzialności tego macierzyństwa, podkreślając jednocześnie jego wymiar nadprzyrodzony. „Kobieta – widzialne odbicie Kościoła – powołana jest do pomnażania liczby dzieci Bożych, dając im życie naturalne i prowadząc do życia łaski; staje się przez to istotnym organem płodności Kościoła”.

Wiele cech, jak otwartość czy pogoda ducha są w istotny sposób przekazywane potomstwu przez matkę. Są to niezbędne wartości potrzebne dziecku do jego wzrostu, ale też są obecne przez całe życie, a szczególnie w momencie dojrzewania. „Ufność i szczerość matki kształtują ufność i szczerość dziecka, potrzebne mu zwłaszcza w drugim, cięższym kryzysie okresu dojrzewania, którym ujawnia się indywidualność i kobiecość, a dziecko samo siebie nie rozumie; jest to trudny czas […]”. Chociaż stan wiedzy dotyczącej rozwoju dziecka przed narodzeniem był w czasach Edyty Stein nieporównanie mniejszy niż współcześnie, to jednak wiele jej intuicji okazało się trafnych. Ludzkie życie istnieje od momentu poczęcia i jest wrażliwe na wszystkie impulsy ze świata zewnętrznego. Już w okresie prenatalnym, wszystko co na dziecko wpływa, będzie miało oddźwięk w jego życiu duchowym i psychicznym. Edyta Stein twierdzi, że: „Wszystko, co widzą oczy dziecka i słyszą jego uszy, czego doświadcza z poruszeń cielesnych, nawet wypadki sprzed urodzenia, wyciskają się w duszy i odbijają w późniejszym życiu. Dlatego matka powinna dbać o czystość atmosfery, w której żyje dziecko, przede wszystkim, aby sama była i pozostawała czysta i możliwie strzegła dziecko przed osobami niegodnymi całkowitego zaufania. Nim dojdzie ono do rozumu, winna zasilać jego płomyk wiary własną modlitwą i oddaniem go Matce Bożej”.

 

3.4. Podstawowe powołanie do czystości

Odkrywając powołanie kobiety, Edyta Stein widzi jego szerszy kontekst, jakim jest pierwotne powołanie do czystości. „Myślę, że gdzie oddanie się Panu jest czyste i całkowite, oblubieńcza miłość duszy zarówno u mężczyzny, jak i u kobiety musi stać sprawą fundamentalna”. Edyta Stein komentuje, że „czystości nie należy rozumieć jako wyrzeczenia się małżeństwa, rezygnacji z naturalnych pragnień i pożądań; taka motywacja działa wręcz odstraszająco na młodego, zdrowego, z natury wrażliwego człowieka; celibat nie znaczy też odrzucenia tego, do czego nie ma się przekonania”.

Podobne pozytywne odniesienie cechowało Edytę Stein w stosunku do dziewictwa. Nie odnosi go do wyłącznej samotności i opuszczenia. „Dziewictwo jest wysoce pozytywne; jest złączeniem z Chrystusem w trwałej wspólnocie życiowej”. Dziewiczość kojarzoną również z nieskazitelnością, można odnieść do osobowości kobiety. Edyta Stein podkreśla przy tym, najpierw duchowość, a w drugiej kolejności aspekt psychiczny i fizyczny. „Natura i przeznaczenie kobiety wymaga kształcenia uzdalniającego do czynnej miłości. […] Według obiektywnej hierarchii porządku, nadprzyrodzoność należy stawiać przed naturalnością”. Dr. Stein była przekonana, że dusza kobiety rozwinie się jedynie przez wykorzystanie wszystkich swoich walorów, co wymaga jednak określonej motywacji. „Dusza kobieca ma być dla innych dusz ochroną i domem, gdzie mogłyby się rozwijać. Zarówno psychiczna zdolność towarzyszenia, jak i matkowania [...] rozciągają się na wszystkich ludzi będących w zasięgu kobiety”. Swą intuicję kobieta wyrabia również przez relację ze swym otoczeniem. „Zmysły rozwijają się przez wrażenia, jakie otrzymują i obrabiają, rozum dzięki pracy umysłowej, wola przez właściwe jej osiągnięcia, serce wskutek różnych odczuć, nastrojów, postaw”.

Kontynuując swoje rozważania na temat kobiecości, Edyta Stein podkreśla i ukazuje, jak kobieta może służyć innym wykorzystując swoją już ukształtowaną osobowość i cechy osobowe. W komunii osób „kobieta obdarzona jest umiejętnością strzeżenia tego, co się w niej staje i wzrasta, chronienia go i dopomagania w rozwoju; dlatego dar życia bardzo wiąże się z jej ciałem, koncentracją sił w spokoju oraz ze znoszeniem bólów, wyrzeczeniem, umiejętnością dostosowania się”. Ważne jest pozytywnie ukształtowane wnętrze kobiety. Zdaniem Edyty Stein, „kobieta odznacza się żywym pragnieniem rozwoju własnej osobowości i wspomaganiem rozwoju innych osób, zwłaszcza swego otoczenia”. Od dojrzałości kobiety zależy, czy będzie chciała współpracować w przemianie świata, chociażby na drobnych odcinkach życia, które mogą się okazać bardzo istotne. „Jeśli jako robotnica czy urzędniczka zwraca trochę uwagi na pracujących z nią w tym samym środowisku ludzi, znajdzie zawsze to właśnie słowo, stosowne pytanie za pomocą którego uzyska, że oni otworzą jej swoje uciemiężone serce, zrozumie, co sprawia, że cierpią, i będzie w stanie pomóc tam, gdzie będzie potrzeba uczucia i matczynej pomocy”. Słowa te mogą mieć jedynie autentyczny wydźwięk wtedy, gdy osoba, która je pisze, sama rzeczywiście nimi żyje. I w tym właśnie leży cała siła przesłania Edyty Stein. „Tajemnica pośrednictwa kobiety leży zatem w porządku miłości, a nie w porządku siły”.

Każdy człowiek jest stworzony do życia wspólnego. „Wszyscy ludzie są bowiem już jakby «gotowi», a łono kobiety stanowi dla nich tylko żyzną ziemię, w której będą się rozwijać”. Szczególnie kobieta więc, „gdziekolwiek się znajdzie z innymi ludźmi, zawsze może znaleźć okazję do pomagania, do doradzania i zachęcania”. Każda kobieta ma predyspozycje, by być tak matką i żoną – czy to w wymiarze duchowym i psychicznym, czy też fizycznym. „Jasne, że dla kobiety sposób realizacji siebie jest odmienny, biorąc pod uwagę, że ze wzg. na jej duchowe, psychiczne i fizyczne cechy pierwsze miejsce zajmuje jej powołanie do macierzyństwa, które nie jest pojmowane jedynie w aspekcie fizycznym, ale jako zdolność psychiczna, które musi zaangażować wszystkie energie kobiety”.

Należy jeszcze raz podkreślić, że „do nadprzyrodzonych zadań kobiet należy rozpalić lub rozjaśnić iskrę Bożej miłości w sercu męża i dzieci”. Akcentując to, Edyta Stein wymienia przy tym cechy kobiece, pomocne do wypełnienia jej posłannictwa na ziemi. „Dusza kobieca powinna być szeroka i otwarta na wszystko, co ludzkie; musi być spokojna, aby nie wygasić gwałtownym podmuchem najmniejszego nawet płomyka; musi być jasna, aby w ciemnych kącikach czy fałdkach nie zagnieździły się jakieś szkodniki; musi być w sobie zwarta, aby to, co się wciska z zewnątrz, nie uszkodziło życia wewnątrz; musi być wolna od siebie samej, aby w sobie uczynić miejsce dla innego życia; w końcu musi być panią siebie i swego ciała, aby całą osobowością odpowiedzieć na każde wezwanie”. Dzięki tym niepozornym zaletom, może ona wnieść istotny wkład w budowanie sprawiedliwego i zdrowego środowiska, ale także – w szerszym wymiarze – społeczeństwa.

Rozważania Edyty Stein dotyczące istoty kobiecości wskazują na zamiar Boga, którego odzwierciedlaniem jest specyficzne powołanie kobiety. Stein dostrzega jeszcze jeden istotny aspekt, pisząc, że „[…] dusza kobieca jest specjalnie uwrażliwiona religijnie […]”. Nie jest zaskoczeniem, że „miłosne poddanie i oddanie Bogu, który jest Miłością, będące jednocześnie sposobem spełnienia własnej istoty przedstawia najwyższe wypełnienie wszelkich dążeń kobiety – jej przeznaczenie”. Jako jedną z możliwości samorealizacji kobiety, Edyta Stein wskazuje również na życie klasztorne. Oczywiście nie wszystkie kobiety zostały obdarzone tym szczególnym powołaniem. Jednak „kto wzniósł się na te wyżyny […], ten zażywa już przedsmaku visio beatifica [wizji uszczęśliwiającej]; tylko dzięki nadprzyrodzonej mocy ducha i duszy można tak zdecydowanie oderwać się od doczesności i żyć w tym, co niewidzialne. Tę siłę daje tylko łaska, a toruje jej drogę podejmowana ciągle na nowo i niezmordowanie asceza”. Taki sposób życia pozwala na szczególną relację do Boga. Również jednak ta relacja jest przeżywana w specyficzny dla kobiety sposób. „I chociaż nie każda kobieta jest zakonnicą, każda zakonnica jest kobietą. […] Taka kobieta [siostra zakonna] staje się wolna «od», aby być wolna «do» i «dla». Paradoksalnie, wierność i posłuszeństwo nie wykluczają tu prawdziwej wolności!”.

Omawiając duchowy wymiar kobiecości warto wspomnieć o szczególnym wymiarze i szczycie relacji do Boga, jaki stanowią mistyczne zaślubiny kobiety konsekrowanej – siostry zakonnej, ze Stwórcą. „W miłosnym przeobrażeniu, osiągalnym na ziemi, wzajemne tchnienie Boga i duszy jest częste i daje najbardziej intymną rozkosz miłości”. Tutaj „dusza wnika do najbardziej wewnętrznej piwnicy Ukochanego, czyli osiąga najwyższy stopień miłości”. Edyta Stein, przywołuje tu obrazy pochodzące od św. Jana od Krzyża, a nawet dosłownie go cytuje: „W tych zaślubinach dokonuje się ścisłe połączenie dwóch natur i takie zespolenie natury boskiej z ludzką, że nie tracąc swego bytu, każda z nich zdaje się być Bogiem”.

Również relacja do Boga rządzi się prawami, którą cechuje ludzkie odniesienie. Dlatego opisuje się je niejednokrotnie za pomocą obrazów i pojęć, pochodzących z kontekstu małżeństwa. „Dusza w stanie zaślubin mistycznych nie pozostaje w zupełnej nieznajomości tego Niezmierzonego i Niewyrażalnego”. Im bardziej Umiłowanego poznaje, tym bardziej towarzyszy jej uczucie miłości, które przeradza się w nieskończoną tęsknotę. Edyta Stein pisze: „[…] wytrwałe poszukiwanie ukrytego Boga jest właśnie tym cierpieniem, które dominuje w drodze mistycznej. Nie zanika nawet w uszczęśliwieniu oblubieńczego zjednoczenia; w pewnej mierze nasila się nawet pod wpływem wzrastającego poznania Boga i wzmożonej miłości”. Dlatego kobieta pozostająca „w małżeństwie mistycznym” nie żyje już swoim życiem, ale żyje życiem Chrystusa. „Nie cierpi własnego bólu, lecz ból Chrystusowy”.

Istotne więc jest, by kobieta w tym szczególnym powołaniu, jakim jest życie konsekrowane była nieustannie umacniana. S. Teresa Benedykta od Krzyża również miała duże poczucie bezpieczeństwa. „Wiem, że mnie ktoś podtrzymuje, i dlatego jestem spokojna i czuję się bezpieczna. Nie jest to pewne siebie poczucie bezpieczeństwa mężczyzny, który o własnych siłach stoi na pewnym gruncie, ale słodkie i szczęśliwe poczucie bezpieczeństwa dziecka niesionego na mocnym ramieniu”

. Zaślubiona, oddana jest całkowicie Panu. „Zakonnicę nie sakrament małżeństwa umacnia w powołaniu, ale liturgiczna konsekracja dziewic albo przynajmniej uroczysta profesja zakonna, której mocą zaślubia się na wieki z Panem. W tym uroczystym akcie otrzymuje błogosławieństwo na życie jako sponsa Christi, oddając radośnie wszystko, w czym człowiek ziemski upatruje swe szczęście: dobra doczesne, męża, dzieci, swobodę ułożenia swego życia według własnego wyobrażenia dobra”.

Tylko dziewictwo w bezżenności poświęcone Królestwu Bożemu ma wymiar pozytywnej odpowiedzi na autentyczny głos powołania. Nie można wybierać życia, czy to w samotności, czy to w zakonie z pogardy dla życia w małżeństwie. „Nie każda kobieta ucieleśnia w pełni kobiecą istotę”. Wspólnota zakonna jako rodzina duchowa, powinna być również na pierwszym miejscu w życiu siostry zakonnej – kobiety konsekrowanej. Tego doświadczała również Edyta Stein, jako karmelitanka – siostra Teresa Benedykta od Krzyża.

Rozważając powołanie kobiety, Edyta Stein reflektuje także sytuacje kobiety niezamężnej, która nie decyduje się na zakonną konsekrację. „Stajemy teraz przed pytaniem bardzo ważnym w obecnym czasie: jak może kobieta niezamężna wypełnić poza zakonem swoje przeznaczenie? Bez wątpienia jej położenie jest trudne”. Kobieta może mieć tylko wrażenie, jakby stała na „rozdrożu dróg”. „Bywa, że takie osoby uważają swe życie za chybione, a ich dusza zadręcza się i gorzknieje, nie znajdując w sobie siły do owocnej działalności kobiecej; w dodatku gnębi je przeświadczenie, że najprawdopodobniej brak im łaski, jaką cieszą się kobiety idące inną drogą. Życie przeciwne naturze przekracza ich naturalne siły nie bez szkody dla natury i duszy”.

Obok powołania zakonnego, Edyta Stein pisała, że również dzisiaj Kościół potrzebuje ludzi świeckich o głębokiej wierze. „Nie stawiam tu alternatywy: małżeństwo albo stan zakonny. Wszystkie znaki przemawiają za tym, że nasze czasy potrzebują […] ludzi o życiu konsekrowanym «w świecie»”. Jest to powołanie, które stało się „znakiem czasu” we współczesnym świecie. „Nowoczesnemu pogaństwu, dla którego podejrzana jest każda suknia duchowna, stroniącemu od wszelkiej nauki wiary, można życie nadprzyrodzone przybliżyć jedynie przez ludzi, zewnętrznie takich jak inni [...] a przecież wspieranych przez moc, która nie z tego świata pochodzi”. Dlatego nie można zapomnieć, że „[…] wszystko, co widzialne musi przechodzić zawsze w to, co niewidzialne”. Każda kobieta jest powołana, by w pełni zrealizować swoje kobiece powołanie na takiej drodze, jaką wyznaczył dla niej Bóg.

Ukrzyżowany spogląda na nas i pyta, czy wciąż jeszcze chcemy dotrzymać tego co przyrzekliśmy Mu w godzinę łaski. Z pewnością ma powód, żeby tak pytać. Krzyż jest dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, znakiem, któremu się sprzeciwia. (E. Stein)