Kontemplacja i milczenie

Kontemplacja objawieniem się Boga w milczeniu  w ujęciu Teresy Benedykty

 

"Gdy to się dokonuje – prawdziwe Jego poznanie przez kontakt z Nim – nie za pomocą obrazów i porównań czy nawet idei, bez pośrednictwa niczego, co by można jakoś nazwać mamy we właściwym sensie «tajemne objawienie», ową «teologię mistyczną» objawienie się Boga w milczeniu. Ona jest szczytem, do którego się wznoszą wszystkie stopnie poznania".

bł. Teresa Benedykta od Krzyża

Wypowiedź bł. Teresy Benedykty – Edyty Stein – przytoczona w motto, wprowadza w najgłębszą istotę tego, co powiedziała na temat kontemplacyjnego zjednoczenia z Bogiem. W nim Teresa Benedykta mówi o doświadczeniu Boga, precyzuje pojęcie teologii mistycznej jako szczytu tego doświadczenia. W opracowaniu tematu te dwa kluczowe zagadnienia zostaną poprzedzone spojrzeniem na podstawy modlitewnej więzi z Bogiem w ujęciu Teresy Benedykty i zostaną uzupełnione konkretnymi jej wypowiedziami na temat modlitwy. W zakończeniu zostanie podjęta próba odpowiedzi na pytanie czy Edyta Stein była kontemplatyczką? Temat został prawie wyłącznie oparty na wyborze jej pomniejszych pism umieszczonych w drugim tomie pozycji Z własnej głębi (Kraków 1978), oraz na Twierdzy duchowej (1).

1. Podstawy duchowości Edyty Stein

Wypowiedzi bł. Teresy Benedykty – Edyty Stein w jej pismach po nawróceniu oraz w wypowiedziach tych, którzy bliżej ją znali, mówią o jej rozmodleniu oraz głębokiej więzi z Bogiem. Ks. Erich Przywara, jej spowiednik, kreśląc duchową sylwetkę Edyty Stein, ukazuje cztery podstawy tej jej pobożności (2). Pierwszą z nich jest tradycja rydowska, w której wzrastała. Może powie ktoś: jak mogła oddziaływać na nią tradycja żydowska, skoro nie była wierzącą Żydówką i w otoczeniu niewierzących braci? Tak ona, jak i jej rodzeństwo mieli nieustannie przed oczyma rodziców głęboko wierzących według swoich tradycji i wraz z nimi uczestniczyła w we wszystkich praktykach religijnych. Edyta w wieku lat 14 stała się obojętną w wierze, ale nie zapomniała o tradycji, z której wyrosła. Wystarczy czytać jej pisma, by przekonać się jak mocno tkwi w Starym Testamencie. Ks. Przywara podkreśla, że hebraizm przejrzysty: jeden Bóg, jedno prawo, jeden kult, w ujęciu matki nieustannie był w jej świadomości (3). Sama Teresa Benedykta pisze o tym, prostując pogłoskę o nawróceniu się jej matki przed śmiercią: "...swą wiarę i wielkie zaufanie do Boga zachowała od najwcześniejszego dzieciństwa aż do 87 roku życia, a to zaufanie w niej było żywe..." (4). Edyta Stein nie zapomniała niczego. Wraz z nawró¬ceniem, powróciła cała tradycja żydowska ześrodkowana na Bogu, który jest i wszystkim kieruje.

Po przyjęciu chrztu św. na tę tradycję nałożyły się cztery następne: dominikańska, benedyktyńska, karmelitańska oraz ignacjańska. Z doktryną św. Tomasza z Akwinu spotkała się o wiele wcześniej, stając się najwierniejszą uczennicą Husserla i wierną interpretatorką Tomasza z Akwinu (5). Wszystkie jej pisma są przeniknięte jego duchem. Z duchem benedyktyńskim spotyka się w liturgii Kościoła, w czym nie małą rolę miała jej przyjaźń z s. Adelgundą Jaegerschmid, benedyktynką z Fryburga, do której pisze wiele listów (6). Z duchowością ignacjańską zetknęła się jeszcze przed nawróceniem. Wtedy, po przeczytaniu "Ćwiczeń" św. Ignacego miała powiedzieć, że nie można ich jedynie czytać; należy wprowadzać je w czyn (7). I wreszcie wejście w duchowość karmelitańska która ją ostatecznie doprowadza do nawrócenia i przynagla do wstąpienia do Karmelu. Ks. Przywara podkreśla, że w duchowości karmelitańskiej odnalazła podstawę dla swojej całkowitości (absolutyzmu), w duchowości dominikańskiej "czystą prawdę", która poprzez fenomenologię doprowadziła ją do realizowania chrześcijaństwa. W duchowości benedyktyńskiej liturgii spotkała się z uchrześcijanioną tradycją hebrajską. Karmel przedstawił się jej jako jedyny zakon łączący Stare i Nowe Przymierze poprzez symbol Proroka Eliasza (8). Przypatrując się bł. Teresie Benedykcie pod kątem wspomnianego bogactwa duchowości, w które Bóg ją wprowadził i które ona przekazywała drugim w swoich pismach, a miała dar nauczania, dobrze będzie dowiedzieć się co myślała o doświadczeniu Boga, a szczególnie o doświadczeniu mistycznym Boga.

2. Doświadczenie Boga naturalne i przez wiarę

Doświadczenie Boga w wymiarze duchowym opisuje Edyta Stein w Twierdzy duchowej (9). Napisała ją jako uzupełnienie do swej podstawowej pracy: "Byt skończony a byt wieczny". W "Twierdzy duchowej" dopełnia obraz człowieka, jego duszy świadectwem mistycznego jej ujęcia przez św. Teresę od Jezusa w jej "Twierdzy wewnętrznej". Pierwsze trzy mieszkania przekazują treści na temat naturalnego doświadczenia Boga, niemniej podjętego przez człowieka wierzącego, tzn. takiego, który przez wiarę wie o Bogu i jego odniesieniu do człowieka. To "wie" oznacza naturalne poznanie Boga oraz poznanie Go przez wiarę. Człowiek więc dowiaduje się o tych prawdach współpracując z łaską Bożą (10). Za św. Teresą powtórzy, że "Bramą, którą się wchodzi do tej twierdzy jest modlitwa i rozważanie" (11). Takie określenie wstępnego stanu człowieka wchodzącego do twierdzy poucza, że jest to człowiek wierzący w Boga, który pragnie z Nim pogłębić swą więź.

A co powiedzieć o człowieku niewierzącym? Edyta Stein dobrze znała ten stan człowieka, będąc niewierząca przez wiele lat: od 14 roku i życia do nawrócenia. Ojciec Święty odpowiada na to pytanie w homilii na beatyfikację słowami samej Edyty: "Moje szukanie prawdy było wtedy moją jedyną modlitwą" (12). To jednak szukanie prawdy nie wystarczyło, aby wejść do twierdzy; pozwalało krążyć wokół niej czy też stać na progu. Błogosławiona w tym duchu wykłada Drogi poznania Boga, a w nich w swoistym komentarzu do Dionizego Areopagity naturalne poznawanie Boga. Dotyka teologii negatywnej, która mówi człowiekowi czym Bóg nie jest, oraz teologii pozytywnej przenoszącej doskonałości stworzeń w stopniu najwyższym na Boga. Oceniając ich wartość pod kątem doświadczenia Boga twierdzi, że ani teologia negatywna, ani teologia pozytywna nie dosięga Boga (13). Podobnie określi stan człowieka w Twierdzy duchowej (14). Ukazuje tam człowieka, który znalazł się w twierdzy i przebył jej trzy mieszkania: poznał siebie i własną małość, lecz jeszcze jest związany ze sprawami tego świata i z tego powodu światło Boże zaledwie dociera do niego. Mieszkanie pierwsze; docierają do człowieka wezwania Boże pośrednie tzn. kazania, czytanie treści religijnych, utrapienia życia i one wnikając w niego, przynaglając do wchodzenia do wnętrza. Mieszkanie drugie; wreszcie pod wpływem tych przynagleń człowiek stara się wytrwale o uporządkowanie swego życia według woli Bożej. Mieszkanie trzecie. Na tym odcinku drogi człowiek wie tyle o Bogu i o sobie, co ukazała mu wiara. Jak dotąd jeszcze nie dostrzegł obecności Bożej w swym wnętrzu, a jego doświadczenia Boga są naturalne. Dopiero gdy przekroczy trzecie mieszkanie można mówić o "nadzwyczajnym czy mistycznym życiu łaski i w nim o doświadczeniu nadprzyrodzonym" (15).

Powstaje pytanie: jeśli doświadczenia naturalne Boga nie dosięgają Boga w tym, kim On jest w sobie, czy są potrzebne? Zanim padnie odpowiedź na postawione pytanie, należy zapytać: czy doświadczenia mistyczne, w znaczeniu doznania mistyczne, kontemplacja wlana są konieczne do zdobycia świętości? Edyta Stein za św. Teresą od Jezusa odpowiada: "Świętość nie mierz6y się stopniem kontemplacji, lecz (stopniem) wypracowanych cnót" (16). Do świętości, a więc do zbawienia, do oglądania Boga potrzebne są: szukanie prawdy, poznanie siebie, szczególne związanie się z Bogiem przez wiarę, nadzieję i miłość, odnalezienie i wypełnianie woli Boga. Odpowiedź jest więc jasna: naturalne doświadczenie Boga przez szukanie Go i przez wiarę jest konieczne. Oczywiście Bóg może wszystko. Może udzielić i grzesznikowi daru kontemplacji, by jego serce przyciągnąć do siebie. Nie zwolni go to jednak od nieustannego szukania Boga, wybierania Jego woli, praktykowania cnót. Wszystko to dokonuje się na modlitwie. Nie obejdzie się więc bez wychowania do ciągłej modlitwy (17). A jeśli Pan zechce, wprowadzi przygotowanego w doświadczenie mistyczne.

"Bramą, którą wchodzi się do twierdzy, jest modlitwa i rozważanie". Jak w konkrecie Edyta Stein przedstawia tę modlitwę? Przede wszystkim przypomina o łasce Bożej, która uzdalnia do modlitwy. Do człowieka należy otwieranie się na łaskę przez poddanie woli gotowej i, na przyjęcie Boga i pozwolenie Mu, aby sam kształtował duszę. "Wymaga to ... opróżnienia siebie i wyciszenia". Jest to w rzeczywistości robienie w sobie przestrzeni dla Boga. Mówi o tym, jako jeszcze osoba żyjąca w świecie, do pewne go stowarzyszenia katolickiego kobiet (18). Są to zaledwie cztery strony druku. Przebija przez te strony olbrzymie własne doświadczenie i zarazem głęboka znajomość trudności, które może człowiek napotkać na drodze wyciszenia. Radzi rozpoczynać dzień, jeśli jest to tylko możliwe, Mszą św. i Komunią, a potem dopiero wejść w kierat pracy. W każdym wypadku należy się zatroszczyć, by pierwsza godzina dnia należała do Pana. Nerwowością i zagonieniem niczego się nie przyśpieszy. Kiedy ktoś spotyka się z niesprawiedliwością, nie może wykonać zaplanowanej pracy, nachodzą obawy i lęki, rozdrażnienie i tym podobne, należy wejść choćby na moment w ciszę. I znów trzeźwa rada: "Musimy siebie na tyle znać i starać się poznać, aby wiedzieć, gdzie i jak szukać pokoju”. Uważa, że najlepiej uczynić to przed Tabernakulum. Wie jednak, że ten sposób nie dla wszystkich jest w każdej chwili dostępny. Kogoś w to wyciszenie może wprowadzić chwila odpoczynku we własnym pokoju lub chwila przechadzki. Wszystko to należy przewidzieć w ramach roztropnie sporządzonego porządku dnia" (19).

W tej samej konferencji mówi o zagospodarowaniu sobie niedzieli, wykorzystaniu Roku Liturgicznego. Pogłębia ten temat w następnych rozważaniach: "Tajemnica Bożego Narodzenia" i "Modlitwa Kościoła". Trudno byłoby w tym miejscu szeroko omawiać te tematy. W jej ujęciu, jako owoc modlitewnego ześrodkowania na Bożym Narodzeniu zostaje stwierdzenie, że wszystko w nowym życiu człowieka rozpoczyna się od Tajemnicy Wcielenia. Syn Boży stał się człowiekiem, zstąpił jako światło, przyniósł pokój tym, którzy Go przyjęli. Chrystus stał się człowiekiem, by człowiek mógł stać się synem Boga. Stając się jednym z nas, jednocząc się z ludźmi, uczynił wszystkich jednym Ciałem Mistycznym, którego On jest Głową (20). Chrystus przyniósł człowiekowi synostwo Boże. Edyta Stein odnajduje w przeżywanej tajemnicy trzy cechy synostwa Bożego: jedność z Bogiem, bycie jedno z drugimi w Bogu, dziecięce oddanie się w ręce Boga. Dziecięctwo Boże oznacza życie Eucharystią i całkowite wyjście z ciasnoty własnego życia oraz wzrastanie w nieskończoność życia Chrystusa, co pociąga za sobą odtwarzanie w sobie całego życia Chrystusa, dojrzewanie do Jego wieku, wejście z Nim na drogę krzyżową i wstąpienie na Golgotę (21). Kiedy człowiek odpowiada na wezwanie Chrystusa: "Pójdź za Mną!", rozpoczyna się w nim żywot wieczny. Błogosławiona podstawę życia Bożego widzi w tajemnicy Wcielenia, o czym przekonują jej własne słowa: "Życie Boże rozpalone w duszy jest światłem, które rozpala w ciemności, jest cudem Nocy Bożego Narodzenia... Bóg w nas, a my w Nim – to jest nasz udział w Królestwie Bożym, do którego Wcielenie dało nam prawo" (22).

Modlitwa jest bramą do doświadczenia pełni tego życia. Modlitwa chrześcijańska, pisze Edyta Stein, powinna przeniknąć całe życic człowieka. Jest to modlitwa Chrystusa, ponieważ On podniósł ją mocą swego Wcielenia do tajemnicy własnej modlitwy. Ta modlitwa jest uwielbieniem z Chrystusem Boga Ojca, wyrażonym doskonale w doksologii Modlitwy Eucharystycznej: "Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie, Tobie Boże Ojcze Wszechmogący, w jedności Ducha Świętego, wszelka cześć i chwała na wieki wieków". Bardzo głęboki jest syntetyczny komentarz Edyty do tych słów (23). Omawiając modlitwę Kościoła jako modlitwę Chrystusa, stawia Go przed oczy w Jego rozmodleniu. Żyje w czasach, w których, zwłaszcza w środowisku niemieckim, cały nacisk położono na modlitwę liturgiczną, a w którą i ona w pełni jest zaangażowana. Może właśnie dlatego, mówiąc o modlitwie Chrystusa podkreśla nie tylko Jego modlitwę liturgiczną, lecz także Jego modlitwę osobistą. Pragnie przez to podkreślić, że oba te wymiary powinny znaleźć się w modlitwie chrześcijańskiej, by ona była modlitwą Chrystusa (24). "Modlitwa Kościoła – podkreśla Edyta Stein – jest modlitwą żyjącego w nim Chrystusa, a swymi korzeniami dosięga Jego modlitwy w czasie, gdy żył na ziemi" (25).

Ta modlitwa jest dostępna dla człowieka przy jego współpracy z łaską Bożą. Jej szczytem w wymiarach naturalnych jest modlitwa, którą św. Teresa od Jezusa nazywa modlitwą skupienia czynnego. Święta umieszcza ją w pierwszej części czwartego mieszkania Twierdzy wewnętrznej.

3. Nadprzyrodzone doświadczenie Boga – modlitwa mistyczna

Modlitwa w ramach doświadczenia naturalnego, jakkolwiek bardzo głęboka, przez wiarę zjednoczona z modlitwą Chrystusa nie dosięga Boga w Nim samym. Dopiero modlitwa mistyczna wprowadza "w zjednoczenie z Niewysłowionym, dokonywującym się w zamilknięciu wszystkiego" (26). Niemniej doświadczenie naturalne Boga jest przygotowaniem do pierwszego stopnia modlitwy nadnaturalnej – modlitwy uciszenia, nazywanej przez św. Teresę od Jezusa modlitwą skupienia biernego. Skupienia biernego nie nabywa się rozumem lecz poprzez udzielane przez Boga nadprzyrodzone światło. Teresa Benedykta tak to określa: "Nie słyszy się nic, wyczuwa się jednak wyraźnie łagodne pociąganie do wnętrza" (27). Modlitwa skupienia czynnego, dzięki uproszczeniu poprzez intuicyjne poznanie i odnajdywane w sobie uczucia wnosi wiele radości. Pociechy stąd płynące mają swe źródło w ludzkiej naturze i prowadzą do Boga. W modlitwie uciszenia pociechy te pochodzą wprost od Boga. Edyta Stein tak je obrazuje: "Pociechy ¬pochodzące od człowieka – to woda spływająca do zbiornika z wielkim szumem. Modlitwa uciszenia czerpie wodę bezpośrednio ze źródła, którym jest Bóg" (28). Tak zaczyna się mistyka.

Umiejscawiając za Edytą Stein ten moment drogi, należy umieścić go w drugiej części czwartego mieszkania Twierdzy wewnętrznej św. Teresy. Błogosławiona, pragnąc przybliżyć te treści posługuje się porównaniem. Przejście z naturalnego poznania Boga do doświadczenia Go w poznaniu nadnaturalnym obrazuje poznaniem czegoś ze słyszenia o danej rzeczy czy osobie, a poznaniem bezpośrednim. Pierwsze poznanie jest pomostem do drugiego. W wypadku modlitwy tym pomostem łączącym oba doświadczenia jest wiara. W modlitwie uciszenia człowiek doświadcza Boga, a kiedyś w wieczności będzie Go oglądał. W całości doświadczenia Boga poznanie – doświadczenie naturalne jest podporządkowane i powinno prowadzić do nadnatu¬ralnego doświadczenia Boga. Nie musi ono prowadzić do mistycznego doświadczenia, niemniej każde naturalne poznanie i wiara mają możność przejścia do tego doświadczenia (29).

Doświadczenie mistyczne Boga jest osobowe i bezpośrednie. Rozpoczyna się ono od "poczucia obecności Boga", co stanowi najniższy stopień mistycznego życia modlitwy. Docelowo prowadzi poprzez różne stopnie i przejścia do kontemplacji wlanej i trwałego zjednoczenia z Bogiem (30). Edyta Stein wyjaśnia, że w tym doświadczeniu człowiek bezpośrednio nie widzi Boga w znaczeniu oglądania zmysłami czy rozpoznawania rozumem. W ścisłym znaczeniu osobowe doświadczenie Boga ma miejsce w wizji uszczęśliwiającej (31). Tu na ziemi doświadczający Boga wchodzi w ciszę pełną ładu, wolną od kajdan działalności. Trwając w "Duchu Odwiecznego Postanowienia" prowadzi walkę modlitwy w pokoju. Jej podstawą jest świadomość całkowitego wypełniania woli Boga na Jego większą chwałę. W tym stanie doświadcza się jedności życia w Bogu, "wszystko staje się jednym: spoczynek i czyn, patrzenie i działanie, milczenie i mowa, nadsłuchiwanie i udzielanie, miłosne oddanie i rozlanie się miłości w dziękczynnym uwielbieniu". Zostaje jedynie czekanie na pełnię (32). Edyta w tym miejscu zapożycza słów od Marii od Trójcy Przenajświętszej, karmelitanki z Avignon. Błogosławiona, nawiązując przy tej okazji do poznania naturalnego i przez wiarę, wyjaśnia, że i to doświadczenie mistyczne może dostarczyć nowych obrazów. Nie one jednak są najważniejsze. O wiele ważniejsze jest "wewnętrzne dotknięcie Boga, bez słów i obrazów, gdyż w tym osobowych spotkaniu ma miejsce intymne poznanie Boga, umożliwiające dopiero «ukształtowanie obrazu według oryginału», co daje zarazem możność znalezienia odpowiednich obrazów – symboli przybliżających doświadczone treści. Ten, kto doświadczył Boga, otrzymuje najwłaściwsze Jego poznanie" (33). Tak w ukryciu i milczeniu dokonuje się dzieło zbawienia. Królestwo Boże przygotowuje się i wzrasta w cichej rozmowie z Bogiem (34). Edyta Stein usiłując jak najpełniej wyjaśnić doświadczenie mistyczne i związane z nim trudności rozpoznania, stawia przed oczy proroka Izajasza i zapytuje: "Co daje prorokowi pewność, że stoi on w Obliczu Pana?" Przekonanie zdobywa on w jakiejś mierze przez naoczne widzenie i siłę wyobraźni. Ostateczną jednak pewność opiera on na prawdziwym kontakcie z Bogiem, który daje doświadczenie Boga przez poczucie we wnętrzu Obecnego. "Jest ono jądrem wszelkiego przeżycia mistycznego, osobowym spotkaniem z Bogiem" (35).

W swoim odkrywaniu Boga Edyta Stein dotyka tajemnicy Trójcy Świętej. Podziwia odbicie Trójcy Świętej w stworzeniach, szczególnie obraz Boga w człowieku. Obraz Boga w najdoskonalszym urzeczywistnieniu – jak napisze – jest w samym Bogu i polega on na wzajemnym oddaniu się sobie osób boskich. Podobieństwem najdoskonalszym jest więc oddanie się Bogu osób skończonych. Boga może pojąć jedynie ten kogo ogarnie Bóg, a ogarnie Bóg tego, kto się Jemu oddaje. Oddanie dokonuje się w miłości: "Kto trwa w miłości, trwa w Bogu" (1 J 4, 16). Błogosławiona doda: "Kto więc dobru pozna miłość, pozna też Boga. To jest nić przewodnia" prowadząca do zjednoczenia z Bogiem w miłości (36). To zjednoczenie dokonuje się w duchu. I może się ono dokonać, gdyż Bóg i dusza są duchem i przenikają się wzajemnie "mocą obustronnego, wolnego, osobowego oddania" (37). Życie wewnętrzne oparte na łasce uświęcającej odnawia i pogłębia obraz Boga w człowieku; jest on obrazem Trójcy Świętej (38).

Teresa Benedykta nawiązuje do przykładu Najświętszej Dziewicy: mówi o jej udziale w tajemnicy Wcielenia, o jej "Magnificat", o jej rozważaniu w swym sercu słowa Boga, ukazując ją jako wzór wszystkich modlących się, stawiając ją za wzór całkowitego przekreślenia siebie i zatopienia się w życiu i cierpieniach Chrystusa (39). Życie to przez wieki było podejmowane przez wielu. Życie mistyczne jak rzeka płynie przez wieki i jest podstawą wszelkiej odnowy modlitwy; jest najbardziej samym wewnętrznym życiem, przenikając wszystkie inne formy modlitwy. Jest to – jak określi Edyta Stein – "Bezgraniczne, miłosne oddanie się Bogu, owo pełne i trwałe zjednoczenie... do jakiego możemy dojść... jest wzniesieniem serca i najwyższym stopniem modlitwy. Dusze ukryte w Bogu nie znają już niczego poza Bożą miłością, która je przepełnia i promieniuje na innych" (40).

Jak z tego syntetycznego przedstawienia można zauważyć Teresa Benedykta – Edyta Stein doskonale orientuje się w tajemnicach mistycznego zjednoczenia z Bogiem i rzuca nowe światło na to doświadczenie Boga. Czy można powiedzieć, że sama została wprowadzona w doświadczenie mistyczne? Nie ulega wątpliwości, że wiele rzeczy mówi z własnej głębi. Potwierdzają to inni. Była prawdziwie rozmodlona i przejęta Bogiem od samego nawrócenia. Swoim doświadczeniem dzieli się z innymi. W Karmelu znajduje doskonałe warunki całkowitego oddania się Bogu i w pełni je wykorzystuje. Wystarczy przeczytać jak daje się wciągnąć w tajemnicę Bożego Narodzenia, podkreślając że nigdzie nie obchodzi się jej tak, jak w Karmelu. Właśnie w Karmelu napisała swoje rozważanie Modlitwa Kościoła (1936). Tam także studiuje Dionizego Areopagitę i kreśli swoje myśli przy tej okazji oraz pozostałe rozważanie umieszczone w książce Z własnej głębi. W Karmelu także ostatecznie opracowuje książkę Byt skończony a byt wieczny a w niej jakże pogłębione treści odnoszące się do Trójcy Świętej. Płyną one wyraźnie z jej wnętrza. Doświadczanie tak głębokich więzów z Trójcą Świętą wskazuje na rzeczywistość zjednoczenia z Bogiem. Jeszcze jeden moment wydaje się jedno¬znacznie mówić o jej zjednoczeniu z Bogiem. Jest nim odnalezienie w Bogu bliźnich, co wyraża w słowach: "Być jednym z Bogiem... to kochać braci". Mówi o tym w tle rozważania jedności wszystkich w Mistycznym Ciele Chrystusa" (41). Słowa te znalazły swe dopełnienie w jej heroicznym czynie: po aresztowaniu Edyta Stein mówi do swej cierpiącej siostry: "Chodź, idziemy złożyć się w ofierze za nasz naród" (42). Nie podlega wątpliwości jej rzeczywiste oddanie się Bogu i w pełni świadome wydanie się za drugich.

prof. Dominik Wider OCD


 

(1) W: Światłość w ciemności T. 2, Kraków 1977.

(2) E. PRZYWARA, Il volto di Edith Stein, w: Edith Stein vita e testimonianze, a tura di Waltraud Herbstruth, Roma 1987, s. 158-164.

(3) Tamże, s. 158.

(4) Z własnej głębi, s. 271.

(5) E. PRZYWARA, Il volto di Edith Stein, dz. cyt. s. 154.

(6) W polskim wydaniu jest ich 24 – Z własnej głębi, 1, Skorowidz nazwisk adresatów.

(7) J. I. ADAMSKA, Błogosławiona Edyta Stein, Kraków 1988, s. 51.

(8) Tamże, s. 162.

(9) Światłość w ciemności, T. 2, s. 307-335.

(10) Tamże, s. 308-311.

(11) Tamże, s. 309.

(12) J. I. ADAMSKA, Błogosławiona Edyta Stein, Kraków 1988, s. 231.

(13) Z własnej głębi, T. 2, s. 168.

(14) Światłość w ciemności, T. 2, s. 311.

(15) Światłość w ciemności, T. 2, s. 110-111.

(16) Z własnej głębi, T. 2, s. 130.

(17) Tamże, s. 128.

(18) Tamże, s. 16-19.

(19) Tamże, s. 17-18.

(20) Tamże, s. 61, 65-66.

(21) Tamże, s. 65-69 i 7l.

(22) Tamże, s. 66.

(23) Tamże, s. 138.

(24) Tamże, s. 139-146.

(25) Tamże, s. 139.

(26) Tamże, s. 168.

(27) Tamże, s. 313; ŚW. TERESA Z AVILA, Twierdza wewnętrzna, IV, 3, 3.

(28) Tamże, s. 311.

(29) Tamże, s. 187.

(30) Tamże, s. 185.

(31) Tamże, s. 186.

(32) Tamże, s. 152.

(33) Tamże, s. 187-190.

(34) Tamże, s. 151.

(35) Tamże, s. 182.

(36) E. STEIN, Byt skończony a byt wieczny, Kraków 1995, s. 430 nn.

(37) Tamże, s. 458.

(38) Tamże, s. 430.

(39) Z własnej głębi, T. 2, s. 139, l47-148.

(40) Tamże, s. 151.

(41) Tamże, s. 66.

(42) Pagine di luce e di tenebra, w: Edith Stein. Vita testimonianze, dz. cyt., s. 140.

Ukrzyżowany spogląda na nas i pyta, czy wciąż jeszcze chcemy dotrzymać tego co przyrzekliśmy Mu w godzinę łaski. Z pewnością ma powód, żeby tak pytać. Krzyż jest dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, znakiem, któremu się sprzeciwia. (E. Stein)