Ekspiacja

 

Ekspiacyjny wymiar posłannictwa Edyty Stein

 

Wstęp

Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełnijcie prawo Chrystusowe (Ga 6,2). To wskazanie św. Pawła Apostoła Edyta Stein przyjęła i wypełniła dosłownie poprzez złożenie ofiary z własnego życia za Kościół i pokój na świecie. Z perspektywy czasu można postawić tezę, że jej szczególnym posłannictwem życiowym była ekspiacja. Nie od razu, oczywiście, uświadomiła sobie to powołanie i wyraziła je w takim stopniu, czyli w oddaniu życia, w myśl słów Chrystusa, za przyjaciół (por. J 15,13). Świadomość tego powołania i forma jego realizacji krystalizowały się w jej życiu stopniowo. Cały ten proces, gdyż o takim tu trzeba mówić, można zawrzeć w trzech okresach, które niejako odpowiadają etapom jej dojrzewania do świętości. Pierwszy z nich - to czas od urodzin do chrztu, drugi - to okres od chrztu do podjęcia życia karmelitańskiego, a trzeci - to czas dojrzewania w Karmelu. Należy jednak zaznaczyć, że jak każdy podział, tak i ten nie oddaje w pełni bogactwa przeżyć i doświadczeń duchowych, które przecież trudno zawrzeć w jakiś arytmetycznych strukturach. Pomaga on jednak w usystematyzowaniu materiału i konkretnym przedstawieniu kwestii.

W dobie zaniku wrażliwości na krzywdy i cierpienia innych oraz osłabienia nadprzyrodzonej motywacji w podejmowaniu cierpień w celu dopełniania udręk Chrystusa wskazane jest, czy wręcz konieczne, przybliżenie współczesnemu człowiekowi drogi Edyty Stein w spełnianiu się poprzez bezinteresowny dar z siebie samej. Za prezentacją tej drogi przemawia także wzgląd psychologiczny, zgodnie z zasadą którego świadectwo życia i wiary jednych pociąga do działania innych.

 

1. Dzień urodzin w święto pojednania - zapowiedź charakteru misji życiowej

 

Chociaż świadomość ekspiacyjna Edyty Stein w szczególny sposób ujawniła się dopiero po przyjęciu przez nią chrztu świętego, to jednak nie bez wpływu na jej ukształtowanie pozostało jej dzieciństwo i młodość. Ten okres, od narodzenia do chrztu, był czasem kładzenia podwalin. Już sam fakt jej urodzin w największe żydowskie święto pojednania Jom Kippur ma w tym świetle wielką wymowę, na co też zwróciła uwagę jej matka, przywiązując później do tego wydarzenia szczególną treść. Wspomina o tym wydarzeniu w swoich dziełach Edyta Stein: Moja matka przywiązywała do tego faktu wielkie znaczenie i sądzę, że on właśnie - bardziej niż wszystkie inne - zaważył, że ostatnie dziecko było jej szczególnie drogie1. Być może ten fakt był pierwszym spośród wielu innych ułożonych przez Opatrzność Bożą, które utworzyły z jej życia harmonijną całość zogniskowaną pragnieniem pojednania2. Wprawdzie jest to przypuszczenie, lecz nie jest jednak bezpodstawne, gdy się zwróci uwagę i zrozumie istotną treść tego dnia.

Wprowadzenie dnia pojednania w liturgię narodu izraelskiego wiązało się z nagłą śmiercią dwóch synów Aarona, którzy złożyli ofiary niezgodne z Prawem, przez co cały lud - począwszy od arcykapłana aż po ostatniego świeckiego - potrzebował pojednania z Bogiem (por. Kpł 10,1-20). Od strony rytualnej dzień ten charakteryzował się postem, modlitwą i pokutą za grzechy. W przeddzień należało pogodzić się ze swoimi bliźnimi i uzyskać od nich przebaczenie wszystkich popełnionych uchybień i niegodziwości. Później udawano się do synagogi na modlitwę, w czasie której odczytywano teksty biblijne mówiące o obrzędzie ekspiacyjnym narodu izraelskiego i służbie człowieka wobec Boga. Liturgia tego dnia była bardzo mocno przestrzegana w rodzinie Stein, szczególnie przez matkę, która starała się w jej duchu wychować swoje dzieci. Dlatego Edycie znana była nie tylko treść tego dnia, lecz przede wszystkim starała się ją wcielać w swoje codzienne życie. Zapewne dzięki temu łatwiej było jej później zrozumieć wymowę Krzyża Chrystusowego, w którym Bóg pojednał świat ze sobą, i w tym duchu spełniać dzieło jednania ludzi z ich Stwórcą i Odkupicielem.

Świadomość wymowy tego dnia i wypływających zeń wezwań wzrastała w miarę dojrzewania Edyty Stein i poznawania przez nią świata wartości. W tym procesie dużą rolę odegrała szkoła średnia, a szczególnie studia, które kształtowały ją nie tylko intelektualnie, lecz pozwoliły doświadczyć jej osobiście znaczenia wspólnotowości. Właśnie ta wartość, która stanowi niezwykle istotny element ekspiacji, bez doświadczenia której człowiek nie jest zdolny do poświęcenia się dla drugiego, stała się od tego momentu centrum jej zainteresowań. Świadczy o tym chociażby fakt, że swoją pracę doktorską poświęciła przecież zagadnieniu wczucia się w drugich i w ich świat wartości3. "We wczuciu - pisze we wspomnianej rozprawie - mogę przeżywać wartości i odkrywać odpowiednie warstwy mojej osoby, do których odsłonięcia moje źródłowe przeżywanie jeszcze nie dało sposobności [...]. Mogę sama być niewierząca, a przecież rozumieć, że ktoś inny za swoją wiarę składa w ofierze wszystkie ziemskie dobra, jakie posiada. Widzę, jak działa i we wczuciu przypisuję mu, jako motyw tego działania doznawanie wartości, której odpowiednik nie jest mi dostępny, i przypisuję mu warstwę osobową, jakiej sama nie posiadam"4.

Wczucie się w drugiego człowieka wspomaga poznanie go z jednej strony, a z drugiej pozwala lepiej poznać siebie samego i odkryć swoją wartość. Wymaga to oczywiście samozaparcia i wyjścia poza własną osobowość, aby wejść w dialog z drugim. "Przeżywanie wartości - pisze Edyta Stein - jest budujące dla własnej wartości (przeżywającego), przeto wraz z nowymi wartościami uzyskanymi we wczuciu otwiera się także widok na nieznane wartości własnej osoby [...]. I tutaj w akcie uprzywilejowania albo niższej oceny często zostają nam dane wartości, które same dla siebie pozostają nie zauważone; uczymy się niekiedy trafnie oceniać siebie samych przez to, że przeżywamy siebie jako więcej lub mniej wartościowych w porównaniu z innymi"5.

Z czasem to filozoficzne spojrzenie na zagadnienie wczucia zostaje nieśmiało przez Edytę Stein przekraczane i wzbogacane o aspekt religijny. Usiłowała wczuwać się w ludzi, którzy doświadczyli działania Boga. Na pytanie, czy ci ludzie nie łudzą samych siebie, a przez to zwodzą innych, odpowiada: "Czy jednak i w złudnym obrazie takiego doświadczenia nie jest już dana istotnościowa możliwość rzetelnego doświadczenia w tej dziedzinie? W każdym razie studium świadomości religijnej wydaje mi się właściwym środkiem poszukiwania odpowiedzi na to pytanie"6.

Ten pobieżny wgląd w myślenie Edyty Stein odsłania jej umiejętność osobistego otwarcia się na innych i zaangażowania się w życie wspólnotowe. Wprawdzie jest to jeszcze myślenie filozofa kurczowo trzymającego się przesłanek rozumowych, lecz jednak uczciwie poszukującego relacji z każdym człowiekiem. Dopiero kontakt z prężną wspólnotą getyńskich filozofów z Edmundem Husserlem, Adolfem Reinachem i Maxem Schelerem na czele pogłębiły ją nie tylko naukowo, ale przede wszystkim poszerzyły jej horyzont patrzenia na kwestię wczucia się w drugiego człowieka. Jej mistrz ubogacił ją poznawczo, Reinach natomiast zwrócił jej uwagę na aspekt bezinteresownej miłości: "Świadczyć miłość bliskim, to jeszcze mogłam zrozumieć. Tu jednak zachodziło coś zupełnie innego; jakbym po raz pierwszy ujrzała całkiem nowy świat"7. Max Scheler zaś ukazał jej świat wartości i pobudził do refleksji nad wiarą8.

Od tego momentu Edyta Stein zdecydowanie zaczęła opowiadać się po stronie wartości moralnych i duchowych. Jej badania filozoficzne i pedagogiczne coraz częściej i bardziej wnikliwie koncentrowały się na wartości miłości bliźniego. "Miłość, z jaką podchodzę do drugiego człowieka, jest w stanie napełnić go nową mocą życia, gdy jego własne siły ustają. Nawet zwykłe przebywanie z osobami o intensywnej żywotności może działać ożywiająco na słabych i wyczerpanych, niezdolnych już z siebie do żadnej aktywności. [...] Miłość, którą spotykam, umacnia mnie, ożywia i udziela sił do niewyobrażalnych osiągnięć, natomiast brak zaufania - paraliżuje i odbiera moc działaniu"9. Postawa miłości człowieka, jak z tego wynika, oddziaływuje nie tylko na drugich, lecz wpływa także na wyświadczającego ją. Świadcząc miłość innym ubogacamy samych siebie. Nie okazując jej zaś innym zubażamy siebie i nie pomnażamy dobra wspólnego. "Kto mnie kocha - pisze Edyta Stein - nie czuje ubytku sił, którymi mnie ożywił, kto zaś mnie nienawidzi, nie wzbogaci się mocą, którą we mnie niszczy. Przeciwnie: miłość działa w miłującym na kształt mocy ożywiającej, dając mu więcej sił niż ich pochłonęło jego przeżycie; nienawiść - przeciwnie: w konsekwencji siły niszczy i je pożera. Miłość i postawy pozytywne nie tylko same się nie zużywają, ale są nadto bodźcem wspomożenia innych, bez własnego zubożenia. Miłujący jest sam w sobie niewyczerpalny; może chwilowo albo zupełnie ustać jedynie z tej przyczyny, że jego siłę absorbuje jakieś działanie duchowe tak mocne, że nie jest w stanie przyjąć innych życiodajnych treści"10.

Wierność zasadzie "wczucia" i konsekwencja w prowadzeniu badań naukowych doprowadziły Edytę Stein do refleksji nad wiarą chrześcijańską i chrześcijańskim stosunkiem do Boga - Wspólnoty Osób: Ojca, Syna i Ducha Świętego. Z perspektywy czasu wyraźnie widać jaki głęboki wpływ na kształtowanie się jej świadomości ekspiacyjnej w duchu miłości Chrystusowej miały jej filozoficzne badania naukowe i wynikająca z tego postawa otwartości na każdego człowieka.

 

2. Dzień narodzenia z wody i z Ducha Świętego - zapowiedź udziału w drodze Chrystusa

 

Z chwilą przyjęcia przez Edytę Stein chrztu świętego w dniu 1 stycznia 1922 r. w miejscowości Bergzabern centrum jej zainteresowania i doświadczenia stanowi nadal wspólnota, lecz tym razem jest nią Chrystusowy Kościół, który od tego momentu będzie kształtować jej powołanie do ekspiacji.

Od czasu swojej konwersji Kościół postrzega jako żywy organizm złożony z różnych członków zespolonych ze sobą w Chrystusie, łącząc w ten sposób oba biblijne jego aspekty: jako Mistycznego Ciała Chrystusa i jako Oblubienicy - Matki11. Początkowo jednak więcej uwagi poświęca temu ostatniemu aspektowi, gdyż zdaje sobie dobrze sprawę z tego, iż właśnie Kościół, jak Matka, "rodzi" w sakramencie chrztu świętego nowych członków, udzielając im życia Bożego i jednocząc ich z Chrystusem. Być może wynikało to z uświadomienia sobie przez nią wielkiego daru, jaki otrzymała, a którym była łaska "nowego stworzenia".

W późniejszym okresie otwierają się przed nią nowe horyzonty w jej wizji Kościoła. Częstsze rozważania tajemnicy człowieczeństwa Chrystusa doprowadzają ją do uświadomienia sobie osobistej przynależności do Kościoła powszechnego, którego Głową jest Jezus, a wszyscy jego członkowie - braćmi. Z tej właśnie pozycji patrzy na prężnie rozwijający się wówczas i negatywnie oddziaływujący na coraz szersze kręgi społeczeństwa w Niemczech nazizm i hitleryzm i traktuje je jako ponowne krzyżowanie ludzkiej natury Chrystusa Pana. Budzi się w niej w tej sytuacji głębokie pragnienie pomocy Kościołowi, gdyż czuje się zań odpowiedzialna. W poczuciu tej odpowiedzialności, która jest efektem umiłowania Kościoła i coraz głębszego doświadczania Jego wspólnotowości, pragnie przyjąć na siebie wszelkie cierpienia, aby zatriumfowało królestwo Boże na ziemi. "Na takiej odpowiedzialności - pisze - opiera się Kościół. [...] Jeden za wszystkich i wszyscy za jednego - oto jego rzeczywistość"12. Poznając głębiej istotę odpowiedzialności coraz bardziej rozumie, że ma się stać ofiarą pojednania, w której złączy swoje cierpienia z cierpieniami Boga-Człowieka. "Istnieje powołanie - pisze - do cierpienia z Chrystusem i przez nie do współdziałania w Jego zbawczym dziele. Złączeni z Panem stajemy się członkami Jego Ciała Mistycznego. W swych członkach Chrystus przedłuża własne życie i On sam w nich cierpi. Cierpienie w zjednoczeniu z Panem staje się Jego cierpieniem, jest włączone w wielkie dzieło zbawienia i dlatego płodne. Jest to zasadnicza idea życia zakonnego: przez dobrowolne i ochotne podjęcie cierpienia wstawiać się za grzesznikami i współpracować w odkupieniu ludzkości"13.

 

Treść powyższych słów, korespondując wyraźnie z ideą Dnia Pojednania, podczas którego w liturgii synagogalnej odczytywano starotestamentalne teksty o składaniu przez arcykapłana kozła ofiarnego, świadczy o bezbłędnym odczytaniu przez Edytę Stein powołania do ekspiacji i ukazuje zarazem stopień jej gotowości do jego realizacji, nie tylko za swój naród, ale za każdego człowieka. "Ogół tego nie rozumie - mówiła w czasie wykładów w Instytucie Pedagogicznym w Monasterze - ale ci co rozumieją, ci muszą w imieniu wszystkich z gotowością wziąć krzyż na siebie. Chcę to uczynić, niech mi Pan tylko wskaże jak"14.

 

Od tej właśnie chwili wszystkie "znaki czasu" stara się odczytywać w świetle tego powołania. Nie waha się mówić w swoich wykładach naukowych: "Chrystus, w którym cała pełnia boskiej miłości zamieszkała cieleśnie, jest w istocie jedynym Pośrednikiem wszystkich przed Bogiem i prawdziwą Głową społeczności, scalającą jeden Kościół. Wszyscy inni są członkami Kościoła zdolnymi do działania w zależności od udzielonego im Ducha Świętego i Jego darów. [...] Przeto wewnątrz Kościoła może również ktoś przejąć wstawiennictwo za tych, którzy są mu najbliżsi w aktualnej wspólnocie życiowej lub jego modlitwie usilnie się polecają, by objąć ich swoją szczególną miłością. [...] Jeśli można swoje zasługi ofiarować komuś drugiemu i złożyć je za niego przed tronem Sędziego, to również można wziąć na siebie czyjąś winę, tzn. ofiarować się Bogu za tego, na kogo ma spaść kara. [...] Pan, przyjmując jego ofiarę, okazuje mu łaskę i daje możliwość ekspiacji"15.

 

3. Dzień wstąpienia do Karmelu - zapowiedź udziału w krzyżu Chrystusa

 

Z tak urobioną duchowo postawą Edyta Stein wybiera życie konsekrowane w Karmelu, do którego wstępuje 14 października 1933 roku. Tuż przed decyzją przyjęcia jej do zakonu na zastrzeżenie przełożonej, iż bardziej potrzebna jest Niemcom, na których mocno oddziaływuje swoimi odczytami, odpowiada jednoznacznie: "Nie ludzka działalność jest w stanie pomóc, ale cierpienie Chrystusa. Mieć w nim udział - to moje pragnienie"16. Zaś po wstąpieniu wspomina: "Zawsze zdawało mi się, że Pan zachował dla mnie w Karmelu coś, co tylko tam mogłam znaleźć"17.

Ideał życia karmelitańskiego zaszczepiony przez św. Teresę od Jezusa każe pragnienie osobistej świętości podporządkować jedynej sprawie, jaką jest służba Kościołowi. Dlatego od pierwszych chwil wstąpienia do Karmelu Edyta Stein zdecydowanie włącza się w zbawcze dzieło Chrystusa przez dopełnianie Jego udręk za Jego Mistyczne Ciało. Przez żarliwą więc modlitwę i bezgraniczną ofiarność pragnie w duchu terezjańskim obwieszczać światu chwałę Boga i zjednywać Jego miłosierdzie dla swojego narodu i całej ludzkości. Właśnie w nich, tj. modlitwie i ofierze upatruje najskuteczniejszego sposobu upodobnienia się do Ukrzyżowanego i ostatecznego ratunku dla ludzi w ich nieprawościach. "On sam wie - stwierdza - o ile modlitwy św. Teresy i jej zakonnic przyczyniły się do obrony Hiszpanii przed odstępstwem od wiary. [...] Nasze czasy, coraz cięższe, kiedy zawodzi już wszystko inne, ostatni ratunek widzą w tych właśnie, ukrytych źródłach"18.

Swoją gotowość do ekspiacji wyrażała i potwierdzała od początku postulatu wszelkimi dostępnymi znakami zewnętrznymi, poczynając od imienia zakonnego siostry Teresy Benedykty od Krzyża. "Wniosłam je ze sobą już od postulatu. Otrzymałam dokładnie takie, o jakie prosiłam. Przez krzyż rozumiałam cierpienia ludu Bożego, które się właśnie wówczas zaczęły. Uważałam, że ci, którzy rozumieją, iż to jest krzyż Chrystusowy, w imię reszty winni go wziąć na siebie. Dziś wiem, o wiele lepiej, co znaczy być poślubioną Bogu w znaku krzyża"19. W czasie zaś pierwszej profesji zakonnej, którą złożyła w Niedzielę Zmartwychwstania 21 kwietnia 1935 r. nazwała siebie oblubienicą Baranka, zawierając w tym wezwaniu pragnienie całkowitego oddania się Bogu za innych. W pierwszym rzędzie motywem tego ofiarowania, przewijającym się przez całe jej dziewięcioletnie życie karmelitańskie, była niewiara jej rodaków. Pragnęła im pomóc, podobnie jak uczyniła to swoim współziomkom dobrze jej znana z liturgii synagogalnej biblijna Estera. "Myślę nieustannie - pisała - o królowej Esterze, która została wzięta ze swego narodu, aby wstawiać się za nim przed królem. Jestem bardzo ubogą, bezsilną Esterą, ale Król, który mnie wybrał jest nieskończenie potężny i miłosierny. Jaka to wielka pociecha"20. Wstawianie się Estery przed królem za swój prześladowany przez Hamana naród żydowski dodało siostrze Teresie Benedykcie od Krzyża odwagi, aby uczynić podobnie. Wierzyła głęboko w moc wstawiennictwa jeden za drugiego, dzięki któremu można wyprosić u Boga łaskę i zbawienie, i ufała, iż jej prośby zostaną wysłuchane.

Pragnienie ekspiacji za niewiarę Żydów nie było oczywiście jedyną jej intencją. Wraz z rozwojem karmelitańskiej duchowości uwznioślał się motyw tej ekspiacji i poszerzał się jej zakres. Z biegiem czasu jej głównym motywem stała się chwała Boga i zjednoczenie z Jego wolą, aby się mogła wypełnić tajemnica Kościoła i królestwa Bożego na ziemi. Odtąd wszystkie swe siły fizyczne i duchowe skupiała wokół królestwa, składając nawet dodatkowy ślub. "Boskie Serce mego Zbawiciela, ślubuję Ci, że skorzystam z każdej sposobności, aby Ci sprawić radość; jeśli stanę przed wyborem, to wybiorę to, co Ciebie najbardziej raduje. Składam ten ślub, aby Ci okazać moją miłość i osiągnąć doskonałość mego powołania, to znaczy stać się prawdziwą karmelitanką, rzeczywistą Twoją oblubienicą"21.

Wraz z przyjęciem profesji wieczystej, która miała miejsce 21 kwietnia 1938 r. siostra Teresa Benedykta od Krzyża w swoim pragnieniu ekspiacji świadomie decyduje się na przyjęcie każdej formy śmierci wybranej przez Boga. W niespełny potem rok, tj. 26 marca 1939 r. przyzwolenie to przyjmuje wyraz zdecydowanej prośby o przyjęcie jej życia w przebłagalnej ofierze, a wkrótce później staje się wyraźnym przynagleniem Boga, aby przyjął jej ofiarę życia na swoją chwałę za cały Kościół, za prześladowanych i prześladujących, o jedność wszystkich w Chrystusie, pokój na świecie i za zbawienie dusz. Sporządzony wówczas testament kończy słowami: "Proszę Pana, by zechciał przyjąć moje życie i śmierć na swoją cześć i chwałę, za wszystkie sprawy Najświętszego Serca Jezusa i Maryi, za święty Kościół, szczególnie w intencji zachowania, uświęcenia i doskonałości naszego świętego Zakonu, za Karmel w Kolonii i Echt, w duchu ekspiacji za niewiarę ludu żydowskiego, aby Pan został przez swoich przyjęty, aby nadeszło Jego chwalebne Królestwo, na uproszenie ratunku dla Niemiec, o pokój świata, wreszcie za moich bliskich, żywych i umarłych, za wszystkich, których mi Bóg dał, aby nikt z nich nie zginął"22.

Do takiego stopnia pragnienia ekspiacji zawiodła ją nieustanna kontemplacja Krzyża Chrystusowego. "Scienciam Crucis (wiedzę Krzyża) - pisała - zdobywa się tylko wtedy, gdy się samemu do głębi doświadczy krzyża. Od początku byłam o tym przeświadczona i powiedziałam z całego serca: (Witaj Krzyżu, jedyna Nadziejo)"23.

Ślub doskonałości pomagał jej całą energię duchową skupić na Ukrzyżowanym. Wypełniła dosłownie to, o czym pisała w swym dziele filozoficznym zatytułowanym: "Byt skończony a byt wieczny"24. Wówczas stwierdziła: "Kto żyje w swoim wnętrzu, dostrzega także małe sprawy w wielkich powiązaniach. Jedynie taki człowiek umie należycie według ostatecznej miary ocenić ich właściwą wagę i odpowiednio do tego regulować swoją postawę. I tylko u takiego człowieka dusza znajduje się na drodze ostatecznej formacji i doskonałości swego istnienia"25. W ten sposób, jak wynika z powyższej wypowiedzi, siostra Teresa Benedykta od Krzyża doskonale zharmonizowała swoje słowa z czynami. Dosłownie wręcz potwierdziła życiem to, co głosiła i czego nauczała.

O ostatnich dniach jej życia niewiele wiemy. Zachowało się jedynie parę listów, które wysłała z obozu Westerbork w Holandii oraz wspomnienia ludzi, którzy zaświadczyli o jej postawie zaufania Bogu i miłości względem współwięźniów. Reszta okryta jest milczeniem. Wolno jednak przypuszczać, że w drodze na swoją Kalwarię wiernie naśladowała Chrystusa, otaczając modlitwą prześladowców i niosąc nadzieję wszystkim dotkniętym cierpieniem wywołanym przez wojnę26.

 

Zakończenie

 

Posłannictwo ekspiacyjne Edyty Stein, później siostry Teresy Benedykty od Krzyża, ściśle było związane z wydarzeniami historycznymi, w których dojrzewało i nabierało jednoznacznego charakteru pojednania. Dokonało się ono najpierw w jej własnej duszy, a potem objęło całą ludzkość pogrążoną w chaosie i okrucieństwie drugiej wojny światowej.

Przekonana po nawróceniu, iż w Bożej ekonomii zbawienia jeden drugiemu może wysłużyć łaskę, obiera drogę Chrystusowego poświęcenia, które ma swój prototyp w starotestamentalnej ofierze kozła ofiarnego. Wierzyła, iż Bóg, będąc Bogiem żywych, a nie umarłych, nie "pragnie śmierci występnego, lecz jedynie tego, aby występny zawrócił ze swej drogi i żył" (Ez 33,11). W świadomym więc oddaniu się Bogu w ofierze potwierdziła najpierw swoje intencje sprzed wstąpienia do Karmelu, a doświadczywszy potęgi zła, jakie wywołała druga wojna światowa, nieustannie ponawiała akt tego oddania za pojednanie ludzi. Ufała głęboko, iż Bóg Ojciec może odwrócić zło i uratować świat przed zagładą27.

Wspomnienia jezuity Jana Hirschmana, który często odwiedzał siostrę Teresę Benedyktę od Krzyża w echteńskim klasztorze, wskazują, iż jej pragnienie ekspiacji za grzechy innych ciągle wzrastało, ogarniając swym zasięgiem także prześladowców, którzy pogrążyli świat w nienawiści. Prześladowanie z ich strony przyjęła świadomie i dobrowolnie, aby przemienić je w błogosławieństwo dla narodów i postawić tamę nienawiści, która zawsze rodzi nową nienawiść28.

Pan Bóg stopniowo wprowadzał ją w tajemnicę swej niepojętej i bezgranicznej miłości i uczył ją paradoksu krzyża, który z jednej strony jest znakiem sprzeciwu, a z drugiej źródłem zbawczej mocy. W ten sposób ugruntowało się w niej powołanie do bycia w Kościele ofiarą pojednania. Jeśli posłannictwo chrześcijanina jest naznaczone znamieniem Chrystusowego Krzyża, staje się tym samym czytelnym znakiem autentyczności Jego misji w świecie.

Najpełniej ekspiacyjną postawę Edyty Stein wyrażają końcowe słowa z jej dzieła "Wiedza Krzyża", które pisała w ostatnich dniach życia. "Gdy człowiek zrozumie, że Chrystus w ostatecznym poniżeniu, w unicestwieniu dokonał największego dzieła pojednania i złączył ludzkość z Bogiem, zrozumie też, że jego do zjednoczenia z Bogiem prowadzi śmierć krzyżowa"29.

Ks. dr hab. Henryk Wejman

 

Przypisy

 

1 E. STEIN, Pisma, t.1, Kraków 1982, 70.

2 Por. J.I. ADAMSKA, Prawda o miłości. Edyta Stein, Kraków 1973, 5.

3 Swoją rozprawę doktorską zatytułowaną "Zum Problem der Einfuhlung" Edyta Stein pisała pod kierunkiem profesora Edmunda Husserla i obroniła ją 3 sierpnia 1916 r. we Fryburgu.

4 E. STEIN, O zagadnieniu wczucia, Kraków 1988, 149-150.

5 Tamże, 151.

6 Tamże, 152.

7 E. STEIN, Pisma, t.1, dz. cyt., 241.

8 Por. I.J. ADAMSKA, Kształtowanie się eklezjalnej świadomości Edyty Stein, w: "Zeszyty Karmelitańskie" 2(1995), 85.

9 E. STEIN, Beitrage zür philosophischen Begrundung der Psychologie und Geisteswissenschaften, w: Jahrbuch für Philosophie und phanomenologische Forschung, 1922, 77. 198.

10 Tamże, 190.

11 Por. I.J. ADAMSKA, Kształtowanie się..., art. cyt., 89.

12 E. STEIN, Werke, t.6, Freiburg Herder 1950-1991, 162.

13 E. STEIN, Pisma, t.2, dz. cyt., 163.

14 Por. J.I. ADAMSKA, Błogosławiona Edyta Stein, Kraków 1988, 207.

15 E. STEIN, Werke, t.6, dz. cyt., 163, 167.

16 L. BORSIG-HOVER, Ein Leben für die Wahrheit, Fridingen 1991, 7.

17 E. STEIN, Światłość w ciemności, t.1, Kraków 1977, 224.

18 E. STEIN, Werke, t.11, dz, cyt., 21.

19 E. STEIN, Światłość w ciemności, dz. cyt., 265.

20 Tamże.

21 Tamże, 271.

22 Tamże.

23 Tamże, 280.

24 Por. J.I. ADAMSKA, Duchowe posłannictwo Edyty Stein, w: "Karmel" 6 (1987), 36.

25 E. STEIN, Byt skończony a byt wieczny, Kraków 1995, 441.

26 Por. TERESA od JEZUSA, Świętość Edyty Stein, w: "Karmel" 2 (1990), 44n.

27 Por. J.I. ADAMSKA, Duchowe..., art. cyt., 38.

28 Por. W. HERBSTRITH, Edith Stein. Ein neues Lebensbild in Zeugnissen und Selbstzeugnissen, Herder 1983, 154.

29 E. STEIN, Wiedza Krzyża, Kraków 1994, 113.

 

Źródło: "Prezbiterium" Pismo urzędowe Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej 3-4/1998 ss. 119-129

Ukrzyżowany spogląda na nas i pyta, czy wciąż jeszcze chcemy dotrzymać tego co przyrzekliśmy Mu w godzinę łaski. Z pewnością ma powód, żeby tak pytać. Krzyż jest dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, znakiem, któremu się sprzeciwia. (E. Stein)