Droga nawrócenia

Droga nawrócenia Edyty Stein

 

W rozmowie z Samarytanką przy "studni Jakuba", Jezus Chrystus – Słowo które stało się Ciałem – mówi o "wodzie żywej", którą On da wierzącemu. Wierzący zaś czerpiąc z tego źródła otworzy się na dar życia wiecznego. "Woda żywa" dana przez Jezusa "stanie się w wierzącym, źródłem wody wytryskującej ku życiu wiecznemu" (J 4-14). Także w dniu Święta Namiotów (por. J 7, 2) Jezus objawił tę prawdę; kiedy to "stojąc zawołał donośnym głosem: Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie – niech przyjdzie do mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z Jego wnętrza" (J 7, 37-38). Ewangelista Jan tak komentuje te słowa: "A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego" (J 7, 39).

W człowieku, który zwraca się w tęsknocie za prawdą, za szczęściem, za miłością w kierunku Boga, Duch Święty rozwija całą dynamikę łaski. W tym darze człowiek otrzymuje nowe życie, pełne owej gorliwości, którą św. Paweł zalecał w Liście do Rzymian: "Bądźcie płomiennego ducha" (12, 11). Duch Święty jest "żywym płomieniem miłości", który oczyszcza, oświeca i spala, jak to wyjaśnia św. Jan od Krzyża (1).

Pragniemy w tym rozważaniu poświęconym błogosławionej Edycie Stein przyglądnąć się dynamice łaski jaka zaistniała w jej życiu, a której niewątpliwie autorem był Duch Święty. Ona sama tak stwierdza: "Co nie leżało w moich planach, leżało w planach Bożych. Coraz żywsze staje się we mnie przekonanie płynące z wiary, że gdy się patrzy na rzeczy po bożemu – nie ma przypadków, że całe moje życie aż po najdrobniejsze szczegóły jest z góry nakreślone w planach Bożej Opatrzności i że układa się przed wszystkowidzącym okiem Boga w doskonałą i sensowną całość. Wówczas zaczynam się cieszyć na światło chwały, w którym ma się odsłonić ta całość pełna sensu" (2).

W człowieku, będącym świątynią Ducha Św., rozwija się pod Jego działaniem niepowtarzalna odmiana świętości. która ogarnia jego osobowość, nie niszcząc jej, wywyższa ją i wydoskonala (3). Dzięki temu każdy święty ma swoje niepowtarzalne oblicza. "Jedna gwiazda różni się jasnością od drugiej" (1 Kor 15, 41) – powie św. Paweł. Tę różnie dostrzega się chociażby w różnorodnym wcielaniu Słowa zawartego w przesłaniu ewangelicznym. Matka Teresa z Kalkuty wsłuchiwała się w jedno słowo Jezusa: "Pragnę". Całe swoje życie naznaczyła tym właśnie przesłaniem Dobrej Nowiny. Uczyniła to tak doskonale, że możemy stwierdzić, iż zawołanie Jezusa: "Pragnę", stało się w niej ciałem. Siostra Teresa od Dzieciątka Jezus postanowiła wcielać hymn św. Pawła dotyczący miłości, gdyż chciała być miłością w sercu Kościoła. Refleksja nad życiem błogosławionej Edyty Stein przywołuje słowa Jezusa wypowiedziane do uczniów: "Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli" (J 8, 32). Nadprzyrodzona rzeczywistość ujęta w tym krótkim zdaniu stała się udziałem błogosławionej. Te słowa rzeczywiście w życiu Edyty Stein "ciałem się stały". One też stanowią światło w porządku rozważań na temat: "Droga nawrócenia Edyty Stein".

Najpierw zostanie omówione środowisko rodzinne, szkolne i studenckie Edyty; następnie jej tęsknota za prawdą, i na koniec droga prowadząca ku osiągnięciu pełni wolności.

1. Środowisko rodzinne, szkolne i studenckie Edyty Stein

Aby w pełni zrozumieć każdego człowieka, trzeba sięgnąć do jego początków życia, gdyż one stanowią podłoże wielu posunięć w mu późniejszym życiu. Urodzona 12.X.1891 roku Edyta Stein znalazła się w rodzinie tradycyjnie żydowskiej. Już sam wygląd domu świadczył o tym. Wielkie, stare sztychy, przedstawiające sceny z historii Izraela, piękne rzeźby na szafach i skrzyniach o motywach wyłącznie biblijnych przenosiły w treści Starego Testamentu. Ten dom w swoim wyglądzie, nastrojony religijnie, mógł sugerować, że jest się w domu pobożnego rabina. A tymczasem był to dom licznej rodziny, która w rzeczywistości nie była aż tak bardzo religijna, prowadzonej przez Augustę Stein. Czyniła to sama, gdyż po dziewięciu miesiącach od urodzenia 11-go dziecka – Edyty – zmarł jej mąż (4).

Sięgając do tamtych lat Edyta Stein pisze: "To wcale nie taka prosta rzecz wyżywić i przyodziać siedmioro dzieci (czworo zmarło). Nie głodowaliśmy nigdy, ale byliśmy przyzwyczajeni do największej prostoty oraz oszczędności i coś z tego pozostało nam do dziś dnia. W kołach, w których później się obracałam, podpadałam zawsze moją skromną garderobą i choć sprawiało mi to przykrość, jak każde wyróżnianie się, nie potrafiłam tu nigdy osiągnąć jakiejś zasadniczej poprawy" (5). Swoje więzy z matką nazwie serdecznymi, ale również dodaje: "Nie zwierzałam się ani matce ani komukolwiek innemu. Prowadziłam osobliwe życie pełne nagłych i niezrozumiałych zmian dla zewnętrznego obserwatora… byłam jak żywe srebro; ciągle w ruchu, kipiąca nadmiarem zabawnych pomysłów, zuchwała i wścibska, nieokiełznanie przy tym uparta, gdy coś sprzeciwiało się mej woli". Z czasów dzieciństwa wspomina karę, z którą nie chciała się zgodzić. Gdy była niegrzeczna zamykano ją w ciemnej komórce, ona zaś krzyczała ze wszystkich sił i waliła pięściami w drzwi aż ją matka uwalniała. Te treści wskazują na charakter dziecka, którym nie łatwo było otoczeniu kierować (6). Jako siedmioletnia dziewczynka przekonuje się jednak o wartości posłuszeństwa względem matki i siostry Fredy, które według, niej "dużo lepsze mają rozeznanie w wielu sprawach" (7). Wprowadzenie w świat wyznania mojżeszowego przez środowisko rodzinne, o czym wspomniano wyżej, nie przedstawiało się najlepiej. Tak o tym pisze: "W ogóle kult świąteczny tracił wartość przez to, że tylko moja matka i młodsze dzieci sprawowały go nabożnie. Bracia, którzy w zastępstwie zmarłego ojca mieli odmawiać modlitwy, czynili to lekceważąco. Gdy najstarszy brat był nieobecny, a młodszy musiał przejąć rolę głowy domu, widziało się wyraźnie, że kpi sobie z tego wszystkiego" (8).

12 października 1897 r. w szóstą rocznicę swoich urodzin Edyta rozpoczęła okres nauki szkolnej. "Odznaczała się nie tylko zdolnościami, lecz także pilnością i żelazną siłą woli. Mimo to nie buła nigdy niczyją rywalką w złym tego słowa znaczeniu, lecz zawsze dobrą koleżanką gotową każdej chwili służyć pomocą". Tak opowiada jej siostra Erna i ciągnie dale: "Przez cały okres nauki szkolnej Edyta osiągała znakomite wyniki" (9). Zaskakuje wszystkich decyzją przerwania nauki. Za zgodą matki czternastolatka wyjeżdża do Hamburga, do swej zamężnej siostry Elzy. Tak siostra jak i jej mąż byli zdecydowanymi ateistami. Ich wpływ miał swoje znaczenie, skoro właśnie wtedy Edyta odrzuca świadomie modlitwę. Po sześciu miesiącach pobytu w Hamburgu zwierza się matce, że chce skończyć szkoły by móc studiować. Jeszcze trzy miesiące pozostała w Hamburgu. Później wraca do Wrocławia i kontynuuje naukę.

Maturę zdała wspaniale. Dzięki dobrym wynikom w nauce została zwolniona z egzaminu ustnego. Wejście w świat życia uniwersyteckiego wpłynęło na oddalenie się od życia rodzinnego. Brała wprawdzie udział w rodzinnych uroczystościach urodzinowych i innych, ale jak gdyby z obowiązku, który zakładał na ten czas wygłoszenie ułożonego przez siebie wiersza okolicznościowego. Z bólem wyznaje swoje niewłaściwe postępowanie wobec członków rodziny, a szczególnie wobec matki podczas odwiedzin koleżanek ze studiów. Wstydziła się roboczego ubioru i spracowanych rąk matki. Nawet nie zauważyła, że od rodziny oddaliła się i wszyscy członkowie odczuwali to boleśnie. Żyła całkowicie pochłonięta studiami. W 1913 roku decyduje się na studia filozoficzne w Getyndze. Tam spotyka ludzi, którzy wprowa¬dzają ją w świat filozofii-fenomenologii.

Edmund Husserl – jej mistrz; był według jej opinii najbardziej odpowiednim filozofem na owe czasy. On nauczył ją rzeczowej postawy wobec zjawiska rzeczywistości. Tak on jak i jego żona byli z pochodzenia Żydami, lecz bardzo wcześnie przeszli na protestantyzm. Dzieci wychowywali w protestantyzmie.

Adolf Reinach – prawa ręka Husserla. Od pierwszego spotkania wraz z żoną pozostawił na Edycie niezatarte wrażenie: "Po tej pierwszej rozmowie byłam bardzo szczęśliwa i przepełniona głęboką wdzięcznością. Wydawało mi się, że nigdy dotąd nie zetknęłam się z człowiekiem tak wielkiej dobroci. Tu spotkałam się zupełnie z czymś innym. Był to jakby wgląd w zupełnie nowy świat". Reinach i jego żona byli pochodzenia żydowskiego. W okresie spotkania z Edytą promieniowali wiarą w Chrystusa. Przypieczętowali swoje świadectwo bolesnym zdarzeniem w 1917 roku. Wtedy ginie na froncie Reinach a jego żona w taki sposób przyjęła ten fakt, że Edyta "po raz pierwszy ujrzała naocznie zrodzony ze zbawczego cierpienia Chrystusa Kościół i jego zwycięstwo nad ościeniem śmierci, Wtedy załamała się jej niewiara i ukazał się Chrystus w tajemnicy krzyża" (10).

Wybijającą się osobowością był filozof Max Scheler, zapraszany często przez Towarzystwo Filozoficzne z wykładami do Getyngi. "Dla mnie jak i dla wielu innych – wspomina Edyta – było rzeczą jasną, że jego wpływ w tamtych latach wykraczał daleko poza ramy filozofii. Nie wiem, w którym roku przeszedł Scheler do Kościoła katolickiego, ale zapewne niewiele lat przedtem. W każdym razie, w tym właśnie czasie przepełniały go idee katolickie i umiał dla nich znajdować zwolenników całym blaskiem swego ducha i potęgą wymowy. Było to moje pierwsze zetknięcie się z nieznanym mi dotąd światem. Nie doprowadziło mnie jeszcze do wiary, ale otwarło pewien zakres «fenomenu», obok którego nie mogłam przejść jak ślepiec" (11).

W czasie pierwszej wojny światowej Edyta przerywa studia by móc pełnić służbę w wojskowym szpitalu zakaźnym w Hranicach na Morawach. Chorym była oddana bez reszty. Niestety – nabawiła się ciężkiego bronchitu. Musiała sama poddać się leczeniu. Wraca do studiów. Od 1916 do 1918 roku jest asystentką Husserla we Fryburgu. W tym czasie nie brakuje spotkań i rozmów na temat wiary.

Jaka była treść rozmowy Edyty Stein z Hansem Lipssem skoro on jak wspomina Edyta – nagle zapytał: "Czy Pani też należy do tego klubu z Monachium, który codziennie chodzi na Mszę św.?… Nie, nie należałam do tego klubu. Bez mała nie powiedziałam «niestety»". Był to rok 1916. Edyta zdawała sobie sprawę, że środowisko, w którym żyje, coraz wyraźniej dostrzega to, co się w niej dnieje na drodze poszukiwań, "Chwilowo byłam zajęta innymi sprawami i nie zajęłam się systematycznie problemami wiary. Zadowalałam się tylko bezkrytycznym wchłanianiem w siebie impulsów płynących z mego otoczenia, które – prawie niepostrzeżenie – przekształciły mnie wewnętrznie" (12). O tym świadczy chociażby takie zdarzenie z pobytu we Fryburgu. Jako asystentka Husserla – a więc przed 1918 – razem z Pauliną Reinaeh weszły do katedry na kilka minut: "…gdyśmy tam pozostawały w nabożnym milczeniu, weszła jakaś kobieta obarczona koszykiem i uklękła w jednej z ławek na krótką modlitwę. Było to dla mnie coś zupełnie nowego. Do synagogi i zborów protestanckich, do których chodziłam, szło się tylko na nabożeństwo. Tu ktoś oderwał się od wiru zajęć, aby wstąpić do pustego kościoła, jakby na jakąś poufną rozmowę. Nigdy tego nie zapomnę" (13).

Karl Barth twierdzi, że "w akcie wiary Bóg wyciąga do człowieka rękę, jednak człowiek winien tę rękę pochwycić". Edyta Stein pozwoliła się pochwycić poprzez bodźce płynące z jej otoczenia. Wyciągnięte dłonie środowiska, w którym przebywała – często w bardzo życzliwym geście – były przedłużeniem ręki Boga. Do godziny łaski Bóg przygotowywał niepostrzeżenie. A kiedy łaska nawrócenia stała się jej udziałem Bóg nie skąpił podpórek wiary tak długo, aż sama mogła bez reszty oddać się Mu w Kościele katolickim.

2. Tęsknota za Prawdą

"Uderz w kamień (Stein) a wytryśnie mądrość". Z takim stwierdzeniem zwrócił się dyrektor gimnazjum na uroczystości pożegnalnej do Edyty Stein, sugerując ogromne zdolności i pracowitość absolwentki. Taką opinię miały również koleżanki. Jedna z nich pisze: "Edyta przewyższała swymi umiejętnościami i wiadomościami inne koleżanki. Była bardzo pilna, nie stając się wszakże nigdy zarozumiałym pyszałkiem" (14).

Świadoma swych możliwości, będzie Edyta wprowadzać w siebie to, co uzna za prawdziwe i potrzebne do rozwoju. Była jak potężny zbiornik, do którego rzeczywiście można było –zmieścić wiele. Ale żadna obfitość wiedzy płynąca przede wszystkim z filozoficznych książek nie zasłużyła na takie wyróżnienie jakie skierowała Edyta do autobiografii: Życie św. Teresy z Avila napisane przez nią samą: "Czytałam jednym tchem do końca. Gdy ją zamknęłam, powiedziałam sobie: to jest prawda" (15). Natychmiast sięga po katechizm i mszał by tę Prawdę widzieć szerzej. Decyduje się na przyjęcie chrztu św. w Kościele katolickim. W księdze metrykalnej chrztów kościoła para¬fialnego w Bergzabern zapisano: "W roku Pańskim 1922, w dniu 1 stycznia, została ochrzczona Edyta Stein, lat 30, doktor filozofii, urodzona 12 X 1891 roku we Wrocławiu, córka Zygfryda Stein i Augusty Courant. Po dobrej nauce i przygotowaniu przeszła z judaizmu na łono Kościoła i otrzymała na chrzcie św. imiona Teresa Jadwiga".

A co z wiedzą, którą dotychczas zdobywała poszukując pokoju serca? Nazwie ją tęsknotą za prawdą, a ta z kolei była jej jedyną modlitwą, "gdyż kto szuka Prawdy, szuka Boga, choćby o tym nie wiedział" (16). Po spotkaniu z Chrystusową Prawdą umieszcza w konkretnym miejscu poznanie filozoficzne. "Filozofia doprowadza do wnikliwych, daleko idących pojęć, ale one nie potrafią uchwycić tego, co Nieogarnione, a czasem niestety, zacieniają je. Ponad drogą poznania filozoficznego jest droga wiary. Daje nam ona zupełnie szczególną bliskość Boga miłującego i miłosiernego oraz obdarza taką pewnością, jakiej nie może udzielić nam żadne poznanie naturalne" (17).

Od 1922 do 1931 roku przebywa w Spirze jako wykładowca w szkole pod wezwaniem św. Magdaleny, przy klasztorze dominikanek. Również w tym czasie ma wiele prelekcji na zjazdach i kongresach pedagogicznych. Przebywanie w klasztorze, na którego bramie widniało słowo: "Veritas" – hasło zakonu dominikańskiego – było czasem wielkiego studium nad św. Tomaszem z Akwinu. Ze światłem idei Akwinaty powraca do świata idei swego mistrza Husserla. Owocem porównania tych dwóch światów był artykuł: Fenomenologia Husserla, a filozofia św. Tomasza z Akwinu (18) oraz tlumaczenie Questiones disputatae De veritate św. Tomasza. O tym dziele o. Eryk Przywara pisał: "Wszędzie Tomasz i tylko Tomasz, ale taki, że staje oko w oko z Husserlem, Schelerem i Heidegerem. Terminologia fenomenologiczna, nad którą Edyta Stein, jako samodzielny naukowiec – filozof, panuje całkowicie, nigdzie nie wyparła języka Akwinaty" (19).

14 X 1933 roku wstępuje do Karmelu kolońskiego. Tu spotyka kolejnego mistrza prowadzącego po drodze tęsknoty za prawdą – św. Jana od Krzyża. Doktryną Jana zajmowała się już od postulatu ze względów czysto religijnych. Chciała poznać dogłębnie ducha Karmelu, aby zrealizować w pełni swoje powołanie karmelitanki. W Echt, na rok przed śmiercią, zajęła się jeszcze raz, gruntownie, nauką Doktora Mistycznego, gdy przełożeni zlecili jej opracowanie zeszytu jubileuszowego ku czci św. Jana od Krzyża.

"Husserl – Tomasz – Jan od Krzyża, oto ogniwa łańcucha, po którym Edyta Stein doszła do swojej wiedzy krzyża" – czytamy we wprowadzeniu do "Wiedzy Krzyża" wydanej w 1977 roku w Polsce. Niestety nie dokończyła tego dzieła. Prawda zawarta w tym dziele znalazła swoje dopełnienie w przyjęciu śmierci męczeńskiej, która stała się również wyrazem pełni wolności do jakiej s. Teresę Benedyktę od Krzyża doprowadził Bóg.

3. Pełnia wolności

"Zbawcza siła ma moc zbudzić do życia tych, w których grzech wygasił życie Boże" – stwierdza karmelitanka Edyta Stein, Odwołując się do św. Pawła kontynuuje: "W owych dniach, gdy wokół otaczała go noc, lecz w jego duszy świeciło światło, on, gorliwy wyznawca Prawa, zrozumiał, że Prawo jest jedynie nauczycielem w drodze prowadzącej do Chrystusa. Mogło ono przygotować na przyjęcie Życia, ale Życia samego dać nie potrafiło. Chrystus przyjął na Siebie jarzmo Prawa, wypełnił je doskonale i z powodu Prawa umarł. Przez to samo uwolnił od Prawa tych, którzy pragnęli przyjąć Życie od Niego. Lecz przyjmują je wtedy tylko, gdy jednocześnie oddają własne" (20).

Do takiej prawdy o wolności. którą mógł dać tylko Chrystus dochodzi Edyta Stein drogą własnych, ogromnych wysiłków i nadzwyczajnej łaski Bożej. Tę drogę trzeba przejść by zrozumieć głębię zaangażowania Edyty w to, co napisała.

Już od dziecka chciała sama podejmować decyzje wbrew wszelkim wysiłkom rodziny. Po latach napisze: "Kiedy się zbliżał szósty rok moich urodzin, postanowiłam położyć kres znienawidzonemu losowi przedszkolaka. Oświadczyłam, że od tego dnia chcę iść bezwarunkowo do «dużej szkoły»" (21). Pomimo trudności stawianych przez szkołę osiągnęła swoje. Mało tego. Starała się aby wśród dzieci być prymusem. Owa chęć decydowania o sobie nie zniknęła z latami z jej życia. Jako nastolatka chce być "samodzielnym człowiekiem" odrzucając kierownictwo matki i rodzeństwa. Równiej wtedy dokonuje się odrzucenie prawd wiary. Pozostał tylko post związany z Dniem Pojednania. "Od trzynastego roku życia nigdy postu nie złamałam, nawet wtedy, gdy już nie podzielałam wiary naszej matki i poza domem nie przestrzegałam rytualnych przepisów" (22).

Mając 14 lat decyduje się na przerwanie nauki szkolnej. Pomimo tłumaczeń dyrektora szkoły postanowienia swego nie zmieniła. W szkole nie przyjaźniła się szczególnie z którąś z koleżanek więc i decyzja odejścia była ułatwiona. Wyjeżdża do Hamburga. Tam "świadomie i z własnej woli zaprzestała się modlić" (23).

Również sama decyduje się na to, aby dokończyć naukę w szkole i podjąć się studiów. "«Wolność akademicka», która stała się teraz moim udziałem, była jak miecz obosieczny. Nie obowiązywał nas wówczas żaden przepisany wówczas regulamin studiów… wiązały nas jedynie przepisy państwowe odnoszące się do egzaminów… Egzamin państwowy chciałam złożyć tylko przez wzgląd na moją rodzinę (były to studia i z zakresu psychologii)". "Zdecydowałam – kontynuuje Edyta – studium łaciny poświęcić na rzecz filozofii" (24). Chęć kontynuowania studiów na filozofii ciągle dochodzi do głosu, więc radzi się swej matki, co ma uczynić. Matka świadoma zdolności córki nie chciała nic sugerować, ale obawiała się o przyszłość dziecka, które z dala trzymało się od judaizmu, a poza tym było również radykalnym zwolennikiem emancypacji (25). "Czyń, co uważasz za słuszne: znasz się na tym sama najlepiej" – powiedziała matka. "Nie miałam nikogo, kto by mi mógł tu dopomóc. Z całym więc spokojem szukałam sama mojej własnej drogi". Wydawało by się, że przyzwyczajona do samodecydowania Edyta odczuwa ból samotności w podejmowaniu decyzji. Wyjaśnieniem są jej własne słowa: "W żadnym jednak przypadku nie cierpiałam wówczas z powodu mej wolności. Czułam się dobrze… jak ryba w kryształowej wodzie" (26). Jej zachwyt wolnością studencką i korzystanie z niej nie miał jednak znamion absolutnego uczucia szczęścia. Charakterystycznymi w tym względzie są jej wspomnienia: "Przypominam sobie okres, w którym słońce zdawało mi się gasnąć nawet w pełnym, jasnym dniu. Było to chyba w lecie 1912 roku, gdy czytałam tendencyjną powieść «Helmut Haringa». Opisywała ona życie studenckie, malując w odrażających kolorach obrzydliwości związane z ogłupiającym nałogiem alkoholowym i zakłóceniami moralnymi, jakie wywołuje. Napełniło mnie to takim wstrętem, że całe tygodnie nie mogłam się z tego otrząsnąć". Z tej depresji – jak sama stwierdza wyciągnęła ją pieśń z następującymi słowami Lutra: "I choćby świat był pełen diabłów i chciałby nas pochłonąć, przenigdy się nie ulękniemy i musi się nam udać" (27). Kiedy w domu rodzinnym doznała zatrucia gazem, po zorientowaniu się w sytuacji pomyślała: "Jaka szkoda! Dlaczego w tej głębokiej ciszy nie zostawiono mnie na zawsze" (28).

Z jednej więc strony doznawała rozkoszy z posiadanej wolności, nad którą jeszcze nie zastanawiała się czy jest prawdziwa, a z drugiej strony odczuwała tęsknotę za czymś, co przynosi pełny pokój serca.

Biorąc żywy udział w życiu wrocławskiego uniwersytetu, zdawało się, że zostanie z nim związana na zawsze. A jednak stało się inaczej. "I teraz i w późniejszym jeszcze życiu, potrafiłam lekkim ruchem zerwać najsilniejsze więzy i ulecieć jak ptak, który wyrwał się z sidła" (29). W czasie czwartego semestru studiów odniosła wrażenie, że Wrocław nie jest już w stanie dać jej więcej, i że potrzeba jej nowych bodźców. Stwierdzi później: "Obiektywnie nie było to słuszne. Istniało jeszcze wiele niewykorzystanych możliwości i mogłam się tu jeszcze bardzo dużo nauczyć. Gnało mnie jednak w świat" (30). O wyborze środowiska uniwersyteckiego zadecydowało spotkanie z dziełem Edmunda Husserla "Logische Untersuchungen". Wybrała Getyngę, którą nazwie rajem dla filozofów (31). Tam chciała być. Studia filozoficzne, przerwane zawieruchą wojenną dawały wiele satysfakcji. Ale i tu po pewnym okresie odczuła dotkliwie swe ograniczenia. "Czytałam książką za książką, porobiłam duże wyciągi; im więcej zebrałam materiału, tym bardziej kręciło mi się w głowie... Ogarniało mnie coraz bardziej prawdziwe zwątpienie. Pierwszy raz w życiu stałam przed czymś, czego nie mogłam osiągnąć wolą... Chlubiłam się często, że moja głowa jest twardsza od najgrubszych murów: teraz poraniłam sobie czoło, a nieubłagana ściana nie chciała ustąpić. Doszło nawet do tego, że zbrzydło mi życie, mimo, że powtarzałam sobie często, iż takie przygnębienie nie ma najmniejszego sensu... Przestałam sypiać i ta bezsenność miała trwać przez wiele lat" (32).

Jej sukcesem była niewątpliwie propozycja ze strony mistrza Husserla zostania jego asystentką. Profesor wybrał swoją nadzwyczaj utalentowaną uczennicę, która u niego zrobiła doktorat summa cum laude. Miała tylko jedną miłość: zdobywanie wiedzy. Jej prywatna biblioteka z czasem tak się rozrosła, że nawet po wyłączeniu wszystkiego, co dla Karmelu było nie przydatne, Edyta przybyła do klasztoru jeszcze z sześcioma ogromnymi skrzyniami pełnymi książek, stanowiącymi jej posag (Por. Filozof i karmelitanka, dz. cyt., s. 53). A mimo to w samotności odczuwała tęsknotę za uwolnieniem swego ducha, który ciągnął ku czemuś nieodgadnionemu.

Trudno było sięgnąć po prawdziwą wolność bez Prawdy. Tu Prawda, przyniesiona przez Chrystusa, była konieczna. Trzeba było znaleźć do niej furtkę. Bóg zechciał wejść we współpracę z człowiekiem, który dając świadectwo wiary, otworzył przestrzeń prawdziwej Prawdy. Tym świadkiem była żona Reinacha. Ona przyjmując cierpienie spowodowane śmiercią męża, z wiarą i zgodą z wolą Bożą, wskazała Edycie na ogromne przestrzenie Chrystusowej Prawdy. Ta Prawda dała jej wolność miłowania swego narodu, miłowania wiedzy i umiłowania bez reszty, aż do ofiary z życia. Przyjęcie chrztu, w żadnym wypadku, nie oznaczało dla Edyty Stein zerwania więzów z narodem żydowskim. Przeciwnie. Mówi o tym sama: "Zarzuciłam praktyko¬wanie mojej religii żydowskiej w wieku lat 14 i poczułam się znowu żydówką dopiero po moim powrocie do Boga. Pozostała zawsze świadoma, że przynależy do Chrystusa nie tylko duchowo, Lecz także poprzez więzy krwi (jej wyrażenie)" (33).

Zbyt liberalne poglądy zniewoliły jej tożsamość; Chrystus ją uwalnia i nakazuje z miłością pochylić się nad losem jej narodu. "Myślę nieustannie o królowej Esterze, która dlatego została wzięta ze swego narodu, aby wstawiać się za nim przed królem. Jestem bardzo biedną, ubogą i małą Esterą, ale Król, który mnie wybrał, jest nieskończenie potężny i miłosierny. I to jest wielką pociechą" (34).

Prawda dana od Chrystusa pokazywała nowe, uszczęśliwiające przestrzenie wolności. Jej pasja zdobywania wiedzy przyjęła nowe oblicze. Oto, co pisze: "W okresie tuż przed i jeszcze długo po nawróceniu sądziła, że prowadzić życie religijne oznacza porzucić wszystko, co doczesne i żyć tylko Bogiem. Stopniowo jednak zrozumiałam, że na tym świecie żąda się od nas czegoś innego i nawet w życiu kontemplacyjnym nie wolno zrywać kontaktu ze światem. Że naukę można traktować jako służbę Bożą, zrozumiałam jasno przy lekturze św. Tomasza i dopiero wtedy mogłam podjąć decyzję zabrania się znów poważnie do pracy naukowej" (35).

Będąc już w Karmelu słyszy o prześladowaniu Żydów przez niemiecki. Ten naród kochany przez nią – dowody tej miłości dała podczas I wojny światowej – staje w staje w opinii wroga. Przychodzi walka wewnętrzna, z której wychodzi zwycięsko. Jej własne słowa mogą zaświadczyć o niej: "Święci, którzy zdecydowali się na heroiczną miłość wrogów, doświadczyli w całej pełni, że kochali z wolnością" (36). Taką świadomość wolności przyniósł Edycie Stein Chrystus. On doprowadzi ją do pełni wolności.

W grudniu 1941 roku napisze: "Scienciam Crucis zdobywa się tylko wtedy, się samemu do głębi doświadczy krzyża. Od początku byłam o tym przeświadczona i powiedziałam z całego serca Ave Crux, Spes unica". Wpatrzona w krzyż na którym umarł Zbawiciel dający człowiekowi pełnię wolności i będąc przekonaną o zbliżającej się własnej śmierci zadaje sobie pytanie, które jest jednocześnie oznajmieniem prawdy: "Czy ta śmierć nie ma w sobie czegoś z boskiej wolności z jaką Jezus Chrystus skłonił na krzyżu głowę?" (37).

7 sierpnia 1942 roku s. Teresa Benedykta od Krzyża – Edyta Stein sięgnęła w mądrości krzyża po boską wolność, aby doznać świętej komunii z Bogiem na zawsze.

W Deklaracji Synodu Biskupów Europejskich zatytułowanej Abyśmy byli świadkami Chrystusa, który nas wyzwolił, czytamy: "Chrystus Bóg, który stał się człowiekiem, jest samą prawdą, która nas wyzwala poprzez dar Ducha Świętego i wprowadza w pełnię komunii z Bogiem oraz między ludźmi. Poszukiwanie wolności, prawdy i komunii jest największym pragnieniem humanizmu europejskiego od najdawniejszych czasów aż do dnia dzisiejszego, które i współcześnie winno być zaspokojone. Dlatego Nowa Ewangelizacja nic tylko nie sprzeciwia się dążeniom tego humanizmu, ale raczej oczyszcza je i umacnia, zwłaszcza dzisiaj, kiedy śmiertelne niebezpieczeństwo ze strony irracjonalizmu i nowego pogaństwa zagraża jego tożsamości i nadziei na przyszłość" (nr 4).

W kontekście przeprowadzonej refleksji nad drogą nawrócenia Edyty Steiu możemy powiedzieć, że na ten czas, czas Nowej Ewangelizacji, Bóg w swej nieskończonej miłości. podarował nam wielkie swoje dzieło w świętym człowieku – w Edycie Stein. „Otwórzmy się na przesłanie, jakie nam niesie ta kobieta, pełna ducha i wiedzy – powiedział Jan Paweł II podczas jej beatyfikacji – ta, która zrozumiała, że szczytem wszelkiej mądrości, jest wiedza Krzyża" (38).

Jan Seremak CSMA

 


 

(1) Por. JAN PAWEŁ II, Wierzę w Ducha Św. Pana i Ożywiciela, Libreria Vaticana, nr 18, 1992, s. 350.

(2) Edyta Stein. Filozof i karmelitanka, opr. S. Teresa Renata od Ducha Św., Paris 1987, s. 7.

(3) Por. JAN PAWEŁ II, Wierzę w Ducha Św. Pana i Ożywiciela, dz. cyt., s. 350.

(4) Por. Filozof i karmelitanka, dz. cyt., s. 11.

(5) E. STEIN, Światłość w ciemności, T. 1, Kraków 1977, s. 32.

(6) Zob. tamże, s. 49.

(7) Por. tamże, s. 50.

(8) Tamże, s. 56.

(9) Filozof i karmelitanka, dz. cyt., s. 18.

(10) Światłość w ciemności, dz. cyt., s. 201.

(11) Tamże, s. 126.

(12) Tamże, s. 126.

(13) Tamże, s. 176.

(14) Filozof i karmelitanka, dz. cyt., s. 19-20.

(15) Światłość w ciemności, dz. cyt., s. 203.

(16) Tamże, s. 202 i 260.

(17) Tamże, s. 50.

(18) Filozof i karmelitanka, dz. cyt., s. 71.

(19) Tamże, s. 83.

(20) E. STEIN, Wiedza Krzyża, w: Światłość w ciemności, T. 2, Kraków 1977, s. 28.

(21) Światłość w ciemności, dz. cyt., s. 58.

(22) Tamże, s. 58.

(23) Tamże, s. 60.

(24) Tamże, s. 79.

(25) Por. Filozof i karmelitanka, dz. cyt., s. 20.

(26) Światłość w ciemności, dz. cyt., s. 81.

(27) Tamże, s. 98.

(28) Tamże.

(29) Tamże, s. 99.

(30) Filozof i karmelitanka, dz. cyt., s. 22.

(31) Por. Światłość w ciemności, dz. cyt., s. 102.

(32) Tamże, s. 139.

(33) L'Osserwatore Romano, 12/87, s. 22.

(34) Światłość w ciemności, dz. cyt., s. 265.

(35) Tamże, s. 204.

(36) Tamże, s. 263.

(37) Tamże, s. 283.

(38) L’Osserwatore Romano, 7/87, s. 23.

Ukrzyżowany spogląda na nas i pyta, czy wciąż jeszcze chcemy dotrzymać tego co przyrzekliśmy Mu w godzinę łaski. Z pewnością ma powód, żeby tak pytać. Krzyż jest dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, znakiem, któremu się sprzeciwia. (E. Stein)