Cierpienie

Doświadczenie cierpienia w życiu Edyty Stein

 

Refleksje Edyty Stein, bł. Teresy Benedykty od Krzyża na temat cierpienia są szczególnym świadectwem o doświadczeniu ludzkiego cierpienia, ponieważ opierają się z jednej strony na analizie naukowej fenomenu cierpienia, a z drugiej na osobistym przeżyciu cierpienia, które dotknęło ją razem z odkryciem Chrystusa, odejściem od rodziny aż po śmierć świadomie przyjętą w duchu ofiary za swój naród. E. Stein poznała Chrystusa szczególnie w perspektywie Jego misji zbawienia świata, która dokonała się przez cierpienie krzyża i śmierć. Jej zrozumienie "wiedzy krzyża" jest szczególnym doświadczeniem żydówki, która jako chrześcijanka przeżywa tożsamość z narodem wybranym odkrywając miejsce cierpienia w jego historii.

W naszej analizie cierpienia u Edyty Stein będziemy się opierali przede wszystkim na jej autobiografii będącej zapisem osobistych przeżyć dokonywanych z perspektywy nawrócenia na chrześcijaństwo oraz będziemy się odwoływać do ostatniego, niedokończonego dzieła Wiedza Krzyża (Kreuzeswissenschaft), w którym podejmuje temat cierpienia w odniesieniu do cierpienia zbawczego Chrystusa. Najpierw przedstawimy samo pojęcie cierpienia, które jest klasycznym tematem wiary chrześcijańskiej i przedmiotem refleksji teologicznej, by następnie pokazać szczególne momenty w życiu E. Stein prowadzące ją do doświadczenia cierpienia ze względu na Chrystusa, by na koniec zbliżyć się do tajemniczej "wiedzy krzyża", którą przeczuwała w zbliżających się wydarzeniach.

1. Świat ludzkiego cierpienia

Cierpienie należy do fundamentalnych doświadczeń człowieka obejmując płaszczyznę psychologiczną, filozoficzną i religijną życia ludzkiego (1). Pozostaje zagadką i tajemnicą. Należy je odróżnić od bólu, który jest związany z doświadczeniem cielesności i znika, gdy ustaje przyczyna. W doświadczeniu cierpienia możemy wyróżnić uczucie bólu, świadomość zła, które dotyka człowieka, odrzucenie lub akceptację przez wolę, interpretację pozytywną, lub negatywną. Refleksja filozoficzna wprowadza rozróżnienie między cierpieniem fizycznym, które dotyka ciała i cierpieniem moralnym, które jest bólem duszy zawierającym nie tylko cierpienia psychiczne, ale również doświadczenie zła, niesprawiedliwości, niezrozumienia i braku dobra.

Cierpienie ma równocześnie charakter aktywny i pasywny (2). Aktywność podmiotu w cierpieniu wyraża się w doznawaniu bólu, smutku, przygnębienia, czy rozpaczy. Cierpienie pozostaje rzeczy­wistością pasywną, dotykającą człowieka z zewnątrz w postaci zła. W religiach niechrześcijańskich samo istnienie jest złem, z którego trzeba się uwolnić. Dla chrześcijaństwa istnienie jest dobrem i wszystko co istnieje jest zasadniczo dobre. Zło w koncepcji chrześcijańskiej jest brakiem, ograniczeniem i wypaczeniem dobra. Człowiek pyta o sens cierpienia i cierpi w sposób specyficzny, gdy nie znajduje odpowiedzi na swoje pytanie. Razem z pytaniem o cierpienie człowiek stawia pytanie o zło kierując je do drugiego człowieka i Boga. Odpowiedź na to pytanie może prowadzić do samej negacji Boga, zwłaszcza wobec dramatu niezawinionego cierpienia. Najprostsza odpowiedź o sens zła i cierpienia wskazuje na istnienie winy. Cierpienie jest tłumaczone jako kara za przestępstwo. Bóg jawi się wówczas jako bezwzględnie sprawiedliwy Stwórca i Stróż porządku w świecie.

Cierpienie obejmuje szeroką problematykę doświadczenia niemocy zarówno w dziedzinie fizycznej jak i duchowej, którą człowiek próbuje oswoić, zasymilować, by nie była powodem jego wewnętrznej destrukcji. Według Hezjoda (3) cierpienie daje wgląd w rzeczywistość i jej poznanie. Agamemnon Ajschylosa traktował cierpienie jako pouczenie dla siebie (por. Hbr 5, 8). Pismo święte, w odróżnieniu do filozofii greckiej, nie ucieka przed rzeczywistością ludzkiego cierpienia w stoicki spokój i obojętność (apatheia), lecz próbuje ukazać jego sens przez odniesienie do Boga: śmierci (Iz 38, 1-3), bezdzietności (1 Sm 1, 6-10), tęsknoty za ojczyzną (Ps 137) prześladowania i wrogości otoczenia (Jr 18, 18; Ps 22), samotności i opuszczenia (Jr 1 5, 17; Ps 31), wyrzutów sumienia (Ps 51), niewdzięczności przyjaciół (Hi 19, 19), niezrozumienia, dlaczego sprawiedliwi cierpią (Ps 73). Stary Testament widząc w cierpieniu następstwo grzechu (Prz 13, 8; Iz 3, 11; Syr 7, 1), dostrzega w nim jednak zapowiedź zbawienia dla grzesznej ludzkości (Wj 17, 11; Jer 8, 18), a późny judaizm zapłatę za grzechy i zasługę (Iz 53, 10nn).

Chrześcijaństwo nadaje cierpieniu nowy sens dzięki męce, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Z woli Boga, cierpienie staje się środkiem zbawienia świata. Chrześcijanin cierpi z woli Chrystusa (Dz 5, 11-11; 12, 23; 13, 6-11; 1 Kor 11, 30nn); dla Niego (2 Kor 4, 11; Rz 8, 17) i z Nim. Jego cierpienie jest następstwem "bycia w Chrystusie". Nie ma nic wspólnego ze stoicką nieczułością na ból. Pomimo mądrości, mocy i współcierpienia, które w cierpieniu dojrzewają, chrześcijanin oczekuje wolności od cierpienia nowego stworzenia.

2. Pierwsze spotkanie z cierpieniem

Zasadnicze znaczenie dla drogi życiowej E. Stein i jej relacji do II cierpienia miało spotkanie z wdową po filozofie Reinachu, uczniu Husserla, którego spuściznę naukową porządkowała. E. Stein uderzyło opanowanie młodej kobiety i jej spokój płynący z wiary w życie wieczne, jaką dał jej Ukrzyżowany i Zmartwychwstały: "Było to moje pierwsze spotkanie z Krzyżem i Bożą mocą, jakiej udziela On tym, którzy Go niosą. Ujrzałam pierwszy raz w życiu Kościół w jego zwycięstwie nad ościeniem śmierci. W tym momencie załamała się moja niewiara i ukazał się Chrystus w tajemnicy Krzyża" (4). Przedmiotem jej dążeń stała się odtąd żywa wiara, która w ekstremalnych sytuacjach życiowych pozwala człowiekowi dźwigać cierpienie z godnością i spokojem. W tym czasie Stein przeżywała głębokie rozczarowania i porażki życiowe będące wynikiem daremnego starania o habilitację, odejście od Husserla i osobiste przeżycie, które odebrało jej "siłę i pozbawiło wszelkiej aktywności" (5). Cierpienia duchowe, które miały wpływ na jej zdrowie fizyczne prowadziły do coraz głębszego kryzysu duchowego poprzedzającego spotkanie z Chrystusem i Jego mocą życia obecną w Krzyżu i Zmartwychwstaniu (6).

E. Stein sięgnęła po pisma św. Ignacego Loyoli, św. Teresy z Avila i dzieła duńskiego filozofa Kierkegaarda. Lektura Życia św. Teresy z Avila pozwoliła jej ostatecznie przekroczyć próg wiary przez chrzest 1 stycznia 1922 r. Jej radość z odnalezienia Boga została okupiona wielkim bólem jaki musiała zadać matce. Niezrozumienie ze strony najbliższych i samotność w rodzinie stały się początkiem krzyża towarzyszącego jej przez całe życie, który przybierał różne formy, aż do dobrowolnego przyjęcia śmierci za swój naród w obozie koncentracyjnym.

Doświadczenie cierpienia było więc związane z przejściem na chrześcijaństwo, a następnie z przynależnością do narodu żydowskiego, prześladowanego w Niemczech przez narodowy socjalizm. Głównym źródłem informacji o jej doświadczeniu cierpienia pozostaje Autobiografia, w której autorka bardzo wnikliwie analizowała swoje stany wewnętrzne, bardzo szczerze przedstawiając kolejne wydarzenia, aż do ostatnich chwil w obozie w Westerbork, z którego została przewieziona do Oświęcimia.

Była asystentką Husserla we Fryburgu, wykładała w liceum i seminarium nauczycielskim w Spirze, przez rok (1932-1933) pracowała w Instytucie Pedagogiki Naukowej w Monastyrze. Trzykrotnie, od 1920 roku do 1933 roku podejmowała starania o habilitację w Getyndze i Wrocławiu, które przerwała ustawa o eliminacji ze stanowisk państwowych osób pochodzenia niearyjskiego. Po wstąpieniu do Karmelu w Kolonii (1933) na nowo podjęła pracę naukową nie załamując się wcześniejszymi niepowodzeniami. Wydarzenia te owiane są mgłą tajemnicy, którą ujawnia autorka wspomnień zwracając uwagę na ważniejsze fakty, które wpływały na jej wewnętrzne dojrzewanie.

Pożegnanie z matką, z którą E. Stein była bardzo związana emocjonalnie dokonywało się w dwu etapach: przyjęcia chrztu i wstąpienia do Karmelu. Chrzest uświadomił Stein, iż traci kogoś bardzo bliskiego stawiając duchowy mur między sobą i matką: "Kiedy w dzień Nowego Roku 1922 przyjęłam chrzest, myślałam, że jest to tylko przygotowanie do wstąpienia do klasztoru. Ale gdy kilka miesięcy później stanęłam przed mą ukochaną matką, zrozumiałam, że chwilowo nie jest ona zdolna do przyjęcia drugiego ciosu. Nie zabiłby jęj wprawdzie, lecz napełniłby ją taką goryczą, że nie chciałam jej brać na swoją odpowiedzialność" (7). O wiele większe cierpienie spowodowało definitywne rozstanie z matką w momencie wstąpienia do klasztoru karmelitańskiego w Kolonii w 1933 r.

E. Stein spędziła w domu z matką prawie pół roku wyjawiając stopniowo swój zamiar zostania karmelitanką, namawiana przez najbliższych do zmiany decyzji. Pośród najbliższych musiała samotnie bronić słuszności decyzji posądzana o chęć ratowania swojego życia wobec zagrożenia żydów: "Musiałam postawić ten krok całkowicie w ciemności wiary. W owych tygodniach myślałam często: «Która z nas się załamie: matka czy ja?» Ale obie trwałyśmy przy swoim do ostatniego dnia" (8). Nie poddała się mimo ogromnego bólu, jaki przeżywała w ostatni wieczór przed wyjazdem z Wrocławia. Jej wyznanie jest pełne cierpienia i dramatyzmu rozstania córki z matką: "W końcu zostałyśmy same w pokoju – moja matka i ja. Siostry miały jeszcze robotę ze zmywaniem i sprzątaniem. Matka ukryła twarz w rękach i płakała. Stanęłam za krzesłem i przytuliłam do serca jej srębrnobiałą głowę. Pozostałyśmy tak, dopóki nie dała się nakłonić na spoczynek. Zaprowadziłam ją na górę i pomogłam się rozebrać pierwszy raz w życiu. Potem siedziałam jeszcze na krawędzi łóżka, aż sama wysłała mnie spać. Lecz chyba żadna z nas tej nocy nie zmrużyła oczu" (9). Ból pożegnania osiągnął swoje apogeum w dzień wyjazdu: "Matka usiłowała coś zjeść, ale odsunęła filiżankę i zaczęła płakać. Podeszłam do niej i trzymałam ją w ramionach aż do chwili, gdy trzeba było już iść. Skinęłam na Ernę, by zajęła moje miejsce. W sąsiednim pokoju ubrałam kapelusz i płaszcz. Nastąpiło pożegnanie. Matka ściskała mnie i całowała serdecznie... Gdy ściskałam Ernę, matka zaczęła głośno szlochać. Wyszłam pośpiesznie" (10). Radość wyboru Karmelu przysłonił ból pożegnania najbliższych, których opuściła E. Stein, by wybrać całkowicie Boga. Pomimo ogromu cierpienia, doświadczała wewnętrznego pokoju: "Nie mogła mnie ogarnąć żywiołowa radość. Zbyt straszne było to, co leżało za mną. Ale trwałam w głębokim pokoju – w przystani Bożej woli" (11). W cierpieniu oddzielenia od najbliższych, ukochanych ludzi, w samotności Karmelu dostrzegła szansę duchowego rozwoju.

Wstąpienie do Karmelu oznaczało dla Edyty Stein wejście w zapomnienie, całkowite przekreślenie siebie w środowisku sióstr, które nie znały jej nazwiska, nie wiedząc kim była w świecie. Musiała nauczyć się skomplikowanych reguł zakonnych i wdrożyć w codzienne współżycie z kobietami przeważnie prostymi, co dla osoby w wieku czterdziestu dwóch lat, gruntownie wykształconej, przywykłej do samodzielnego myślenia i działania, nie było łatwe. Siostra Teresa Benedykta starała się dostosować do wymagań wspólnoty podejmując wszystkie prace domowe mimo pewnej niezręczności i nieporadności. Ceniła dar życia zakonnego ucząc się go z wielka pokorą: "Karmel jest wysoką górą, na którą trzeba wstępować zaczynając od samego podnóża. Ale iść tą drogą to ogromna łaska" (12). Dzień za dniem wnikała w ducha swego zakonu idąc za radą św. Teresy z Avila, by w klasztorze nie szukać niczego tylko samego Boga. Uczyła się całkowitego zapomnienia o sobie i bezkompromisowego daru z siebie: "Oddać się w miłości, stać się całkowicie własnością kogoś innego i zarazem całkowicie go posiąść – oto najgłębsze pragnienie kobiecego serca" (13). Całkowite zdanie się na wolę Bożą uczyniło życie E. Stein zupełnie prostym, jednak na jej szczęście i radość w życiu zakonnym kładł się cień spowodowany milczeniem matki, która nie odpowiadała na listy. Jej ból i rozgoryczenie spotęgowały się, gdy matka zachorowała śmiertelnie. Jej śmierć w godzinie składania przez Edytę ślubów zakonnych była potwierdzeniem, że Bóg przyjął jej ofiarę.

W klasztorze pracowała nadal naukowo przygotowując do druku pracę napisaną jeszcze w świecie Akt i potencja (Akt und Potenz), która miała być jej rozprawą habilitacyjną. Po gruntownym przerobieniu powstało jej największe dzieło Byt skończony a Byt wieczny (Endliches und ewiges Sein), które mogło ukazać się dopiero po wojnie, ponieważ żaden wydawca nie mógł zdecydować się na druk. Ostatnim dziełem, niedokończonym, które pisała w gorączkowym pośpiechu była Wiedza Krzyża (Kreuzeswissenschaft), studium o św. Janie od Krzyża, w którym rzeczowo i z osobistym zaangażowaniem przedstawiła procesy życia wewnętrznego łącząc umiejętnie mistykę Karmelu z osobistym doświadczeniem.

E. Stein umiała ciągle na nowo odkrywać w otaczającej ją rzeczywistości szansę realizacji siebie. Szukając prawdy odkryła ostatecznie Boga, dzięki któremu odnalazła całkowitą wolność i zdolność do kochania: "Uchwycę się ręki, która mnie dotyka, znajdę absolutny punkt oparcia i absolutną pewność. Kto tego nie zrobi, kto pozwoli pukaniu Boga przebrzmieć bez wpływu na dalsze życie, u tego akt wiary nie rozwija się, a jej przedmiot pozostaje dla niego zakryty" (14). Bóg w Jezusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym stał się dla niej punktem odniesienia, na którym budowała swoje życie czerpiąc z Niego moc po śmierć w komorze gazowej.

Decyzja przyjęcia śmierci jako ofiary za swoich najbliższych pojawia się po raz pierwszy w czerwcu 1939 roku, gdy E. Stein z powodu prześladowań żydów w III Rzeszy opuszczała klasztor w Kolonii i udawała się do Echt w Holandii: "Już teraz przyjmuję śmierć taką, jaką mi Bóg przeznaczył, z doskonałym poddaniem się Jego woli i z radością. Proszę Pana, by zechciał przyjąć moje życie i śmierć na swoją cześć i chwałę, za wszystkie sprawy Najświętszego Serca Jezusa i Maryi, za św. Kościół, szczególnie w intencji zachowania, uświęcenia i doskonałości naszego świętego Zakonu, za Karmel w Kolonii i Echt, w duchu ekspiacji za niewiarę ludu żydowskiego, aby Pan został przez swoich przyjęty, aby nadeszło Jego chwalebne Królestwo, na uproszenie ratunku dla Niemiec, o pokój świata, wreszcie za moich bliskich, żywych i umarłych, za wszystkich, których mi Bóg dał, aby nikt z nich nie zginął" (15).

Sama czuła się powołana, żeby w Karmelu żyć tym nowym prawdziwym życiem, naśladując Chrystusa Ukrzyżowanego przeko­nana, że tylko tu Pan zachował dla niej coś cennego, czego w żadnym innym miejscu nie mogłaby znaleźć. Świadomie wybiera swe imię zakonne Teresa Benedykta od Krzyża wyjaśniając w Wiedzy Krzyża: "Tytulacja w zakonie oznacza, że Bóg pragnie duszę połączyć ze sobą w znaku jakiejś szczególnej tajemnicy" (16). W "wiedzy krzyża", która przez imię staje się treścią jej dążeń i życia nie chodzi o czystą teorię, czy konstrukcję ideologiczną. Jest to prawda, która wpada w duszę kształtując ją wewnętrznie i pozwala kierować postępowaniem, poznawać swoją głębię i wielkość Boga.

Świadoma zobowiązania jakie wynika z imienia, które wybrała dla siebie w dniu obłóczyn, dojrzewała powoli do zrozumienia tajemnicy krzyża. W listopadzie 1940 roku zapisała krótko w swoich notatkach osobistych: "Jak życzyć uwolnienia od krzyża komuś, kto ma szlachecki tytuł «od Krzyża»"? (17) Do ostatnich dni swego życia pisała pracę o św. Janie od Krzyża powstającą z okazji jubileuszu 500 lecia jego urodzin, jednocześnie świadomie przygotowywała się na przyjęcie krzyża w swoim życiu. Mimo podejmowanych przez przyjaciół inicjatyw zmierzających do przeniesienia E. Stein i jej siostry Róży, również karmelitanki do Szwajcarii (klasztor Le Paquier), dojrzewa do wypełnienia wiedzy krzyża swoim życiem: "W sprawie mej stabilizacji nie chcę już nic czynić. Jestem ze wszystkiego zadowolona. Scienciam Crucis zdobywa się tylko wtedy, gdy się samemu do głębi doświadczy krzyża. Od początku byłam o tym przeświadczona i powiedziałam z całego serca: Ave Crux, Spes unica" (18). Na kilka dni przed aresztowaniem (2 sierpnia 1942), przebywając w klasztorze w Echt Edyta Stein potwierdziła decyzję śmierci za swój naród jako ofiara całopalna za jego nawrócenie: "Otrzymanie zezwolenia na wyjazd pozostaje jednakże jeszcze pod wielkim znakiem zapytania, w każdym razie może się bardzo długo przeciągnąć. Nie byłabym smutna, gdyby wcale nie przyszło. Nie jest dla mnie błahostką opuszczać ukochaną rodzinę zakonną po raz drugi, ale przyjmuję, co Bóg da.

Twój lud, Panie, Twego Izraela
biorę głęboko w moje własne serce.
W ukryciu modląc się i spalając w ofierze,
chcę go doprowadzić do Serca Zbawiciela".

W obozie w Westerbork w przeddzień transportu do Oświęcimia E. Stein zapisała, że cierpienie i śmierć przestaje budzić w niej lęk dzięki całkowitemu zjednoczeniu z Chrystusem w Jego śmierci: "Gdy człowiek zrozumie, że Chrystus w ostatecznym poniżeniu i unicestwieniu dokonał największego dzieła pojednania i złączenia ludzkości z Bogiem, zrozumie też, ze także jego do zjednoczenia z Chrystusem poprowadzi śmierć krzyżowa" (19). Dzięki zjednoczeniu z Chrystusem w Jego krzyżu odkryła swoją tożsamość z narodem wybranym i zrozumiała, że jej życie nabiera nowego sensu jako ofiara całopalna.

3. Solidarność w cierpieniu z narodem żydowskim

Problem żydowskiego pochodzenia pojawił się na kartach Autobiografii w związku z opisywaniem środowiska rodzinnego. Matka Edyty Stein, która ze względu na wczesną śmierć ojca wywarła największy wpływ na jej dzieciństwo, pochodziła z ortodoksyjnej rodziny żydowskiej. W domu przestrzegano zwyczajów żydowskich i tradycji, jednak na świadectwie maturalnym Edyty brak oceny z religii. W czasie studiów przestała się modlić, nigdy jednak nie była ateistką. Nie negując istnienia Boga, nie odrzucała, ani nie zwalczała tradycji religijnej, lecz uważała, że jest to bez znaczenia dla życia. Cały czas przyznawała się do swojego żydowskiego pochodzenia, nie zważając na wzrastający w społeczeństwie niemieckim antysemityzm. Po chrzcie, już jako chrześcijanka, Edyta Stein na nowo odkryła żydowskie dziedzictwo.

Motywem nawrócenia Edyty Stein była osoba Jezusa Chrystusa, która najbardziej różni żydów i chrześcijan oraz koncepcja życia po śmierci. Stein uważała, że żydowska nadzieja na zmartwychwstanie oczekiwanie na przyjście Mesjasza nie są wystarczająco silne, by pomóc człowiekowi zachować mężną postawę w cierpieniu i śmierci podkreślając, że "nieśmiertelność duszy nie jest w judaizmie prawdą wiary" (20). W praktyce codziennego życia brak ten wyrażał się w ten sposób, że całe życie człowieka skierowane było tylko w stronę doczesności. W podobny sposób mówiła o żydowskiej wierze w przyjście Mesjasza, która "prawie zanikła wśród dzisiejszych Żydów, nawet wierzących" (21). Według Edyty Stein relacje z Bogiem w judaizmie nie mają charakteru intymnej więzi, która pomogłaby zmniejszyć dystans między tym i przyszłym życiem, pozwalając już tu zakorzenić się w wieczności i z nadzieją przezwyciężać sytuację próby. Kontekstem dla tych przekonań było przeżycie dwóch samobójstw w najbliższej rodzinie.

Edyta Stein patrzyła i oceniała judaizm z punktu widzenia konwertytki mając ciągle na uwadze centralne znaczenie dla chrześcijaństwa wiary w zmartwychwstanie. Podczas, gdy matka uważała za niemożliwe pogodzenie judaizmu z chrześcijaństwem, Stein – katoliczka dokonała nowego odkrycia religijnych treści judaizmu, szczególną czcią obdarzając proroka Eliasza, który cierpiał z powodu niewierności Izraelitów i pokutował za ich grzechy. Wzorem dla niej była również królowa Estera, gdyż narażając swoje życie wstawiała się do króla, żeby ocalić swój naród.

Patrząc krytycznie na judaizm, siostra Teresa Benedykta od Krzyża nie akceptowała przedsoborowej teologii, która odpowiedzialnością za zabicie Jezusa obarczała wszystkich Żydów. Oburzała się przeciw wszystkim tezom, które twierdziły, że bycie Żydem jest złem moralnym, a pozbawienie Izraela Ojczyzny było skutkiem nieprzyjęcia Mesjasza. Doświadczała szczególnej jedności z Jezusem Żydem, a osiągnięta w ten sposób samoświadomość wzmogła jej miłość do całopalnej ofiary z siebie dla ratowania swych braci. Wraz z decyzją na śmierć w zjednoczeniu z Chrystusem w E. Stein dojrzewa świadomość solidarności z narodem żydowskim, z którym pragnie solidarnie cierpieć: "Chodź, idziemy za nasz miód! Gdybym nie podzieliła losu mych braci, moje życie byłoby zmarnowane" (22).

4. Pokonywanie cierpienia w Chrystusie

Edyta Stein była do głębi przekonana, że dla wierzącego nie tylko życie i śmierć, lecz także cierpienie, które go w życiu spotyka, posiada głębokie znaczenie i odniesienie do Chrystusa. Przekonanie to wyprowadzała z rozważania prawdy o Chrystusie Bogu i Człowieku, który w ludzkiej naturze przyjął możność cierpienia i umartwienia. Bł. Teresa Benedykta od Krzyża zwracała uwagę na fakt, że boska natura, którą Jezus "posiadał odwiecznie nadała Jego cierpieniu nieskończoną wartość i odkupieńczą moc" (23). Męka i śmierć Chrystusa są kontynuowane przez chrześcijan, którzy są członkami Jego Mistycznego Ciała: "Każdy musi cierpieć i umrzeć, lecz jeśli jest członkiem Mistycznego Ciała, to jego cierpienie i śmierć nabierają mocy odkupieńczej dzięki boskości tego, który jest Głową. Oto istotny powód, dla którego każdy święty pragnął cierpienia" (24).

Teologia cierpienia Edyty Stein nie prowadzi do masohistycznej mistyki zadawania sobie bólu, lecz jest zachętą do przyjęcia z wiarą nieuniknionego cierpienia i przezwyciężenia go mocą płynącą z krzyża, podobnie jak dobrowolnych czynów pokutnych. Człowiek boi się bólu, który działa na niego niszcząco, lecz przyjęty z Chrystusem może stać się dziełem zbawczym. Podkreśla też radość dającą siłę do pokonywania przeciwności życiowych jako cechę wyróżniającą prawdziwego naśladowcę Chrystusowego Krzyża. Tę uszczęśliwiającą radość i siłę czerpie z jedności z Chrystusem, która daje mu przekonanie bycia dzieckiem Boga i współdziałania w odkupieńczym dziele Zbawiciela. Odnosząc tę prawdę do narodu żydowskiego w Trzeciej Rzeszy rozumiała, że krzyż Jezusa zostaje teraz włożony na naród wybrany, pomimo, że większość żydów tego nie rozumie, dlatego niektórzy muszą być gotowi "wziąć go na siebie" (25). E. Stein dotarła w ten sposób do chrystologicznej perspektywy cierpienia, która dopiero po Oświęcimiu nabrała teologicznego znaczenia, że cierpienie żydów w szczególny sposób wiąże się z cierpieniem Chrystusa i wzywa do solidarnego współcierpienia.

W swoich ostatnich dziełach E. Stein podjęła interpretację teologii mistycznej Pseudo-Dionizego Areopagity (Drogi poznania Boga) i św. Jana od Krzyża (Wiedza Krzyża) odkrywając i rozwijając związki między mistycznym, wewnętrznym doświadczeniem a zewnętrznym przeżyciem cierpienia. Bł. Teresa Benedykta dokonuje głębokiej refleksji nad własnym doświadczeniem i przeżyciem, szczególnie w opisie nocy ciemnej ducha, która wyraża jej cierpienie tak dalece, że staje się jej najgłębszym doświadczeniem wiary, jej wiedzą krzyża.

Dźwiganie krzyża jest dla Edyty Stein cierpieniem dotykającym istotnie człowieka pozwalając mu uczestniczyć w życiu Chrystusa i jednoczyć się z Nim. Przez to zjednoczenie cierpienie otrzymuje zbawczą moc i może wyjednać innym łaski. Prawdę tę wyprowadzała bł. Teresa Benedykta z doświadczenia życia karmelitańskiego, które jest aktywnym uczestniczeniem w zbawianiu świata, dokonującym się przez dobrowolne i radośnie przyjmowane cierpienie, ponieważ droga cierpienia jest najbardziej wypróbowaną do zjednoczenia z Panem.

Spotykając krzyż w swym życiu Edyta Stein nie buntowała się, ani nie ulegała pesymizmowi, ponieważ rozumiała, że sens rzeczywistości jest określany przez Boga i że nawet w obliczu śmierci życie człowieka nie staje się bezsensowne. Chcąc jednak poznać tę prawdę o rzeczywistości konieczne są pokora i posłuszeństwo. Rzeczywistość jest racjonalna, a w związku z tym prawda o niej, jak również sens ludzkiego życia muszą być dla człowieka rozpoznawalne, o czym Edyta Stein jako filozof była głęboko przekonana. To "pokazywanie się rzeczywistości" jest przez nią rozumiane za św. Tomaszem z Akwinu, jako "zwracanie się osobowego Boga w stronę człowieka, który darowując mu tę rzeczywistość objawia w niej swoją wolę" (26). Rozpoznała więc z pomocą wiary, że posłuszeństwo Jezusa aż do śmierci na krzyżu, czyli odpowiedź Syna na wolę Boga-Ojca jest dla ludzi wzorcowym przykładem, dlatego posłuszeństwo i krzyż są znakami prawdziwego człowieczeństwa.

Przyjmując cierpienie razem z Chrystusem, Edyta Stein nie tylko odkrywa nadzieję nadającą sens jej życiu, ale razem z Chrystusem wnika w tajemnicę Boga, który przyjmuje krzyż jako środek zbawienia. Zjednoczona z Chrystusem w swojej niemocy, świadomie podejmuje decyzję na śmierć za swój naród doświadczając prawdy o mocy krzyża, będącej siłą formującą świat i losy człowieka, który nie jest zdolny sam wyzwolić się ze swojej niemocy i cierpienia.

 

ks. prof. Jan Machniak

 

(1) Cierpienie, w: Encyklopedia Katolicka, T. 3, Lublin 1985, s. 476-481.
(2) Por. F. RUIZ, Sofferenza, w: Nuovo Dizionario di Spiritualitŕ (NDS), T. 3, Roma 1990, s. 2334-2339.
(3) L.M. WEBER, Leid und Leiden, w: Lexikon fur Theologie und Kirche, Freiburg 1961, T. 6, col. 926-928.
(4) Światłość w ciemności, T. 1 Kraków 1977, s. 201.
(5) Tamże, s. 201.
(6) Tamże, s. 197.
(7) Tamże, s. 203-204.
(8) Tamże, s. 230.
(9) Tamże, s. 231-232.
(10) Tamże, s. 232.
(11) Tamże, s. 232.
(12) Tamże, s. 234.
(13) Tamże, s. 217.
(14) E. STEIN, Ontische Struktur der Person, s. 192, w: Światłość w ciemności, T. 1. s. 14.
(15) Światłość w ciemności, T. I, s. 271.
(16) Światłość w ciemności, T. 2, s. 17.
(17) Światłość w ciemności, T. I, s. 277.
(18) Tamże, s. 280.
(19) Tamże, s. 283.
(20) F. SCHANDL, Ich sah aus meinem Volk die Kirche wachsen, Sinzig 1990, s. 92 nn.
(21) Tamże s. 94.
(22) Światłość w ciemności, T. I, s. 282.
(23) Tamże, s. 244.
(24) Tamże, s. 244.
(25) Tamże, s. 220; por. F. SCHANDL, Leideu urtd Leidbewältigurtg bei Edith Stein, w: L. ELDERS, Edith Stein. Leben. Philosophie. Votlendung, Rolduc 1990, s. 21.
(26) E. OTTO, Welt, Person, Gott, Schonstadt 1990, s. 174.

Ukrzyżowany spogląda na nas i pyta, czy wciąż jeszcze chcemy dotrzymać tego co przyrzekliśmy Mu w godzinę łaski. Z pewnością ma powód, żeby tak pytać. Krzyż jest dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, znakiem, któremu się sprzeciwia. (E. Stein)